książki

Zombie – Chmielarz w krainie potworów [recenzja]

Druga powieść Chmielarza, w której pojawia się detektyw Dawid Wolski. Jeśli „Wampir” wydawał się wam depresyjny, to „Zombie” doprowadzi was na skraj rozpaczy. To kryminał, który nie bierze jeńców. Brutalny, przygnębiający i cały czas wodzący czytelnika za nos.

Dawid Wolski nie należy do ludzi sympatycznych. W „Zombie” ta sytuacja się nie zmienia. Zaledwie po kilku stronach egocentryczna natura detektywa daje o sobie znać, gdy perfidną manipulacją zmusza swoją współlokatorkę do odtrącenia przyjaznej ręki wyciągniętej przez jej matkę. Potem będzie jeszcze gorzej (lub lepiej – w zależności jakie wzorce zachowań preferujecie).

W „Zombie” Wolski na zlecenie prokuratora Górnika ma zbadać tajemnicę sprzed lat – zaginięcia Korsarza, znienawidzonego przez kolegów ucznia-kata. Wolski nie wie jednak, że Górniak dawno temu zamordował z zimną krwią Korsarza. Nie wie też, że w bezimiennym grobie, w którym przyszły prokurator złożył ciało swojej ofiary, ktoś ulokował zwłoki młodej dziewczyny. Co najgorsze – nie wie, że Górnik odebrał telefon. Telefon z zaświatów, w którym, ktoś głosem zmarłego Korsarza, poinformował prokuratora, że jego ofiara powróciła do świata żywych.

Skomplikowane? A będzie jeszcze bardziej. Chmielarz bowiem z lubością mnoży przed czytelnikiem mylne tropy, bawiąc się emocjami odbiorcy. Emocje bowiem są tu kluczowe – „Zombie” podobnie jak wcześniej „Wampir” to opowieść, która celowo igra z naszymi uczuciami. Wciąga i nie pozwala się oderwać, choć tak naprawdę wypełniają ją postaci antypatyczne. Wolski manipulant, nastoletnia była kurwa, prokurator karierowicz. Oni grają pierwsze skrzypce. A w tle mamy całą menażerię niespełnionych życiowo i zawodowo ludzkich wraków, które spoczęły na mieliźnie jaką są Gliwice. Miasto, które u Chmielarza zamienia się w parszywe miejsce, w którym nic dobrego nie ma prawa się zdarzyć.

Czuć tu inspirację klasycznymi thrillerami i kryminałami, a fabuła (sam motyw kiedy winny szuka winnego, którym jest on sam) to ukłon w stronę kanonicznego „Wielkiego zegara” Kennetha Fearinga. Ale na tym popkulturowe nawiązania u Chmielarza się nie kończą. Cykl o Wolskim nie przez przypadek tytułami nawiązuje do słynnych potworów. Był „Wampir”, jest „Zombie”. A każda z tych powieści stanowi swoistą i niebywale autorską zabawę z motywem tytułowego potwora. Chmielarz jednak, jako pierwszy autor w Polsce (a przynajmniej pierwszy, który zrobił to dobrze), nie bawi się w prostackie zagrywki i powierzchowną zabawę motywami. On sięga głębiej, do postaw tych postaci, ogrywając ich mitologię od nowa. Tego typu zabawy w krajach anglosaskich są normą. W Polsce Wojtek jest tym pierwszym. Pierwszym pisarzem, który stworzył powieściowy cykl, od podstaw ogrywający horrorowy kanon strachów. A jak to zrobił – no cóż, o tym przekonać musicie się sami. Dodam tylko, że po pierwsze –warto. Po drugie – tak dobrych kryminałów w Polsce nie pisze chyba nikt.

 Zombie, Wojciech Chmielarz, Czarne 2017. Ocena: 90%

Kategorie
książki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz