książki

Zła waluta – Małe miasto, małe problemy i wielkie tajemnice [recenzja]

Na okładce debiutu Eweliny Dydy dumnie widnieje informacja, że oto narodziła się dama polskiego noir. Chwytliwe. Choć nie do końca prawdziwe. Co nie znaczy, że debiut Dydy jest zły. Nic z tych rzeczy. Ale na prawdziwy triumf musi jeszcze chwilę poczekać.

Czytając „Złą walutę” czuje się, że Dyda noir kocha. I dobrze, bo w Polsce, autorów piszących w tej estetyce jest jak kot napłakał. A tych co potrafią tak żonglować gatunkiem, żeby nie popaść w śmieszność – jeszcze mniej. Dyda jest pod tym względem swoistym objawieniem. Nie dość, że dziewczyna, to jeszcze wie, jak gatunek wygląda, co w nim wolno, a czego lepiej nie robić. Jakkolwiek szowinistycznie to zabrzmiało – nie miało. Po prostu w Polsce czarny kryminał zdominowany jest przez mężczyzn. I to w większości takich, którym wydaje się, że użycie określenia „laleczka” i „cycki”, czyni z nich mistrzów kryminalnego pióra.

„Zła waluta” zaczyna się od trupa. Pewnego ciepłego, czerwcowego dnia, młoda kobieta wypada z okna. Sprawa wydaje się oczywista. Kłótnia kochanków. On młody, ciut porywczy, popycha. Koniec. Tak przynajmniej uważa policja, która zamyka podejrzanego w celi i uznaje sprawę za zamkniętą. Innego zdania jest matka chłopaka. Seksowna, wyglądająca jak Monica Belluci pani, która zjawia się w biurze prywatnego detektywa Jakuba Raua. Dodajmy, że rzecz dzieje się w swojskim Tarnobrzegu, w którym prywatnych detektywów jest niewielu a zbrodnie ograniczają się do przechodzenia na czerwonym świetle. Rau przyjmuje zlecenie, nie mając świadomości, że wraz z nim wdepnie w sam środek małomiasteczkowego piekła.

Intryga w „Złej walucie” jest prosta, ale w prawdziwym czarnym kryminale, intryga nigdy nie była najważniejsza. O wiele bardziej liczyły się obserwacje świata, bohaterowie i ich relacje. Rau jest detektywem niemal żywcem wyrwanym z kart powieści Chandlera. Cyniczny, jak należy, wyszczekany i uparty. Od Marlowe’a różni go jednak drobny szczegół – otóż zdarza mu się naciągać klientów. Nie jakoś drastycznie, ale jednak. Marlowe na coś takiego nigdy by sobie nie pozwolił. Ale Marlowe pracował w wielkim mieście, Rau ma do dyspozycji prowincjonalny Tarnobrzeg.

Tarnobrzeg zresztą z całą jego małomiasteczkowością Dydzie udał się chyba najlepiej. Oto Polska w pigułce. Małe miasto, małe problemy i wielkie tajemnice, skrzętnie skrywane przed światem. Rau próbując odkryć tajemnicę śmierci dziewczyny, co rusz napotyka się albo na małomiasteczkową zmowę milczenia, albo na prowincjonalne plotki. Wyłowienie prawdy wcale nie będzie tak proste. I bezbolesne.

Wspominałem, że określenie Dydy damą noir nie jest do końca uprawnione, to teraz się z tego wytłumaczę. Otóż młoda pisarka, mimo iż poznała doskonale zasady rządzące gatunkiem, potrafi stworzyć dobrą postać detektywa i famme fatale, ma ogromny problem z noirowymi bon motami. Lub inaczej. Bon moty jej wychodzą. Gorzej z umiarem. Dyda (i jej redaktor) zamiast ciąć zdania (wszak noir to jednak sentencje lapidarne), nie pozwala żartom wybrzmieć, bo tuż po puencie dodaje kolejną, gorszą bo tłumaczącą wcześniejszą. A to bohater udaje pijanego, ale raczy nas jeszcze dopowiedzeniem, że udaje. A to rzuca sucharami w stylu czy się stoi, czy się… Itp. Oczywiście to nie są grzechy śmiertelne. Przeciętny czytelnik zapewne nawet ich nie zauważy, ale mnie irytują, bo w noir nic tak nie wkurza, jak dopowiadanie każdego żartu, czy cynicznej odzywki. Ale to debiut. Autorka się uczy. A że reszta powieści sprawia wrażenie, że jest uczennicą pojętną, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że w następnej powieści takich błędów nie popełni. A czekać na przygody Raua warto. Bo będą z niego ludzie. Jeśli tylko przestanie używać pod prysznicem szamponu. Panie Rau – prawdziwy twardziel używa dziś żelu i szamponu w jednym.

Zła waluta, Ewelina Dyda, W.A.B. 2017. Ocena: 65%

Kategorie
książki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz