książki

Zawisza Czarny – patriotyzm w krzywym zwierciadle [recenzja]

Jakub Ćwiek powraca z nową książką. Tym razem nie bierze na warsztat mitologii, baśniowych schematów ani popkultury amerykańskiej, a nasz polski patriotyzm. Powieść biało-czerwona? Orzeł jest, flaga jest, dres i baseball w umięśnionej łapie też, Warszawa za miejsce akcji, nawet heros Zawisza. Tyle, że Czarny. I to nie tylko z nazwy.

Dawno temu żył sobie rycerz niezrównany, co wrogów zdolny był pokonać wszelakich i strach zasiewał w ich sercach. Nazywano go Zawiszą Czarnym. Był takim naszym biało-czerwonym Leonidasem, tylko że śmierci mu chwalebnej poskąpiono, bo oto jakiś tam człek w pojedynku z innym potknął się i łeb mu ściął przypadkiem. Bywa.

Czasy obecne. W pociągu relacji Wrocław-Białystok pojawia się on. Potężny, postawny, czarnoskóry mężczyzna, do którego, ku zażenowaniu matki, zgaduje ciekawskie dziecko. Ku zaskoczeniu wszystkich, murzyn odpowiada płynną polszczyzną, tłumacząc, że pochodzi wprawdzie z Afryki, urodził się na Wybrzeżu Kości Słoniowej, ale wychował go polski misjonarz, który o swoim rodzinnym kraju nauczył go wszystkiego, co sam wiedział, dzięki czemu chłopak zaczął czuć się bardziej Polakiem niż Afrykaninem. Kiedy jednak przybywa do Warszawy, zaszczepione mu biało-czerwone wartości i patriotyzm zderzają się z murem Polska-dla-Polaków (ale tylko tych białych, na skórze, nie w sercu), a on sam zostaje wplątany w szalone wydarzenia, które pędzą na złamanie karku, wystawiając na próbę jego ciało i duszę wojownika…

Fanem Ćwieka nie byłem, nie jestem i nie będę. Rozrywkowych autorów na rynku – także tym polskim – jest pod dostatkiem, Ćwiek ani nie wyróżnia się na ich tle niczym szczególnym, ani nie jest zbyt oryginalny. Pomysły na swoje teksty czerpie z dokonań innych, podlewa to humorem dość niskich lotów, miksuje z popkulturowymi odwołaniami i właściwie na tym poprzestaje. Ambicje? Brak. Potrafi pisać, ale swój talent przeznaczył na tworzenie dzieł z niższej literackiej półki. Jego wybór. Czy „Zawisza Czarny”, powieść, która jeszcze przed premierą budziła wiele kontrowersji, jest inna?

Nie bardzo. To taki sam Ćwiek, jak zawsze. Lekki, prosty styl, nieskomplikowane postacie, często wręcz stereotypowe, dużo potocznego języka, mnóstwo wulgaryzmów i humor na poziomie nastoletnich chłopców. Bo to taka właśnie książka dla nastolatków, choć nasycenie popkulturowymi odniesieniami mogłoby sugerować coś innego. W tym całym miszmaszu, podlanym jeszcze cytatami z polskich utworów wszelkiej maści gubi się to, co powinno być clou powieści – pytanie o prawdziwy patriotyzm. Tylko czy samo ono nie brzmi jak frazes? Nic nowego powiedzieć się w tym temacie nie da, Ćwiek też tego nie robi. Serwuje nam natomiast lekką, niezobowiązująca historię przygodową utrzymaną w klimacie ulicy. Stereotypową, mimo swej „nowoczesności” – stereotypową w obie strony, że tak to ujmę – niezłą, jako lektura dla odreagowania, ale nieskłaniającą do myślenia (na co, przyznam się szczerze, i tak w tym przypadku nie liczyłem). Fanom Ćwieka i takich klimatów się spodoba, ma w końcu kilka udanych scen i czyta się przyjemnie, ale nic poza tym. A z nutą ambicji „Zawisza Czarny” miałby szansę stać się naprawdę czymś.

Zawisza Czarny. Jakub Ćwiek. SQN 2017
5
Zawisza Czarny. Jakub Ćwiek. SQN 2017
Kategorie
książki
Michał Lipka

Rocznik ’88. Miłośnik Chucka Palahniuka, Stephena Kinga, Philipa Rotha, Grabaża, kina (w szczególności lat 70. i 80.), komiksów i masy innych rzeczy. Czyta nałogowo, ciągle coś ogląda. Czasem także sam coś tworzy.

Prowadzi blog: Książkarnia.

Komentarz
  • bwana
    15 grudnia 2017 at 15:14
    Skomentuj

    „Pomysły na swoje teksty czerpie z dokonań innych” – to bardzo poważne oskarżenie puszczone półgębkiem. Wypadałoby albo uzasadnić, albo się powstrzymać.

  • Dodaj komentarz