książki

Zapisane w wodzie – Paula Hawkins i topielice [recenzja]

Sukces „Dziewczyny z pociągu” zaskoczył chyba wszystkich. Debiut Pauli Hawkins z dnia na dzień stał się jednym z najlepiej sprzedających się thrillerów ostatnich lat i rynkowym fenomenem. A co dalej? Czy brytyjska autorka okaże się literackim odpowiednikiem płytowego one hit wonder?

 „Dziewczyna z pociągu” mimo dwóch lat jakie minęły od jej premiery wciąż sprzedaje się świetnie. Hawkins zapewne z samych tantiem mogłaby wybudować kilka domów i żyć na przyzwoitym poziomie – niczym bohater rodem z „Był sobie chłopiec” Nicka Hornby’ego. Tyle, że ona powiedziała nie. Rok po wydaniu powieści zamknęła się w domu i zaczęła pisać.

Nie oszukujmy się. Łatwo nie miała. Abstrahując od tego czy „Dziewczyna…” jest arcydziełem, czy też nie – jej sukces bez wątpienia sprawił, że pisarka znalazła się pod niebywałą presją. Zaliczki poleciały w kosmos, ale i oczekiwania wydawców także.

Pisania nowej powieści – poza presją rynkową i marketingową – utrudniał także fakt, że w „Dziewczynie z pociągu” Hawkins celnie (to bezsprzecznie najlepsza warstwa debiutu) ukazała społeczny problem jakim jest alkoholizm pośród kobiet. Napisanie kolejnej książki o alkoholiczce dręczonej przez męża nie wchodziło zatem w grę. A zaangażowanie społeczne to fundament gatunku jaki Hawkins uprawia – czyli domestic thriller.  

Co zrobiła zatem Hawkins? Nie wybrała drogi na skróty. Zamiast powielać samą siebie, tworząc kolejną klaustrofobiczną (zamkniętą w zasadzie w trzech pomieszczeniach) opowieść postawiła na historię z bogatym społecznym tłem. Tak powstało „Zapisane w wodzie”.

O czym jest jej druga powieść? Oczywiście o kobietach. Tyle, że tym razem rzecz toczy się na angielskiej prowincji, tłem akcji nie jest pociąg, dworzec i głowa bohaterki a całe miasteczko, w którym w krótkim odstępie czasu giną dwie kobiety.

W nadmorskie miasteczku Backford życie toczy się tu powoli. Jedyną lokalną i to wątpliwą atrakcją jest Topielisko, miejsce w którym ponoć dawno temu zrzucano czarownice. Do dziś nad nim ciąży swoiste fatum, a Topielisko uchodzi za ulubione miejsce samobójców. Kiedy z klifu skoczy Nel Abbott, jej siostra Jules nie uwierzy w samobójczą moc tego miejsca. Nawet nie przypuszcza jednak, że rozpoczynając prywatne śledztwo, przyjdzie jej po uszy zanurzyć się w małomiasteczkowych brudach.

W „Zapisane w wodzie” nie ma zatem jednego przewodniego motywu, jakim w „Dziewczynie…” był alkoholizm. Zamiast tego otrzymujemy panoramę małomiasteczkowego życia, podobną do tej, jaką w „Trafnym wyborze” ukazała J.K. Rowling, czy też tej rodem z serialu „Broadchurch”. Z tą różnicą, że Hawkins koncentruje się tu przede wszystkim na kobietach i krzywdach jakie wyrządzano im na przestrzeni wieków. Bo czarownice pojawiające się w tle to nie przypadek. Hawkins dosłownie pokazuje, że pewne podobieństwo w losie strącanych na śmierć kobiet, a tym co spotyka jej bohaterki. A zatem kobiety, które niewpasowują się w model matki, żony, to tak naprawdę dawne czarownice. I spotyka je ten sam los. Czy jest to uproszczenie? Zapewne. Ale ładnie zastosowane i rozpisane.

Wydając „Zapisane w wodzie” Hawkins nie tylko udowodniła, że potrafi pisać i zmierzyć się z presją, ale przede wszystkim – że znalazła swoją rynkową niszę. Pisze feministyczne pulpowe powieści dla kobiet, które nie pokazują swojej siły w walce, a poprzez niepokorność i odwagę, która pozwala im żyć, tak jak chcą. Choć płacą zazwyczaj za to najwyższą cenę.

Zapisane w wodzie, Paula Hawkins, Świat Książki 2017. Ocena: 7,5/10

Kategorie
książki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).
Komentarz
  • Gandalf
    24 maja 2017 at 20:35
    Skomentuj

    Robert, świetna recenzja, którą czytaliśmy z największą przyjemnością. 🙂 Chyba jedna z lepszych, na które natknęliśmy się w związku z wydaniem nowej książki Hawkins. Cóż – pozostaje nam tylko podpisać się pod Twoim zdaniem i przyznać rację, że autorka sprostała nie tylko oczekiwaniom wydawców, ale przede wszystkim czytelników. Kolejny bardzo dobry thriller z jej nazwiskiem na okładce.

  • Dodaj komentarz