Albatros
książki

Zabójca z sąsiedztwa – nie ufaj nieznajomym [recenzja]

Po oszałamiającym debiucie Alex Marwood w postaci „Dziewczyn, które zabiły Chloe”, oczekiwania co do drugiej powieści Brytyjki były przeogromne. Otoczkę niewątpliwego sukcesu jaki miał stać się udziałem „Zabójcy z sąsiedztwa” budował choćby fakt natychmiastowego wykupienia praw do ekranizacji przez wytwórnię należącą do Jamesa Franco. Czy książka jest rzeczywiście tak dobra, jak ją malują?

[quote align=right]Obok bohaterów, na plus książce można niewątpliwie policzyć mroczny, zatęchły klimat i naturalistyczne wręcz opisy, w kilku momentach potrafiące czytelników o słabszych żołądkach nieźle zniesmaczyć.

Życie Lisy Dunn zakończyło się w momencie, gdy pracując w jednym z ekskluzywnych Londyńskich klubów widziała o jedną rzecz za dużo – brutalne morderstwo dokonane przez jej mocodawców. W taki sposób narodziła się Colette, kobieta bez przeszłości, wiecznie na walizkach, uciekająca przed zemstą . Kiedy po trzech latach tułaczki, zmuszona wrócić do Londynu zamelduje się w jednej z zapuszczonych kamienic, nie spodziewa się, że prawdziwe zagrożenie może znajdować się tuż za rogiem. Bo w tym szczególnym budynku przy Beulah Grove 23, zarówno szóstka mieszkańców jak i osobliwy właściciel mają swoje sekrety. Niektóre znacznie bardziej przerażające od pozostałych…

Alex Marwood już w „Dziewczynach, które zabiły Chloe” udowodniła, że pisarką jest wnikliwą, potrafiącą celnie sprzedać swoje spostrzeżenia wplatając je w usta wykreowanych postaci. W „Zabójcy z sąsiedztwa” prowadzi narrację z perspektywy każdego z mieszkańców kamienicy, nie wyłączając tytułowego zabójcy. Dzięki takiemu zabiegowi mamy okazję poznać wszystkich głównych aktorów dramatu od podszewki i trzeba od razu przyznać, że psychologia postaci wypada tu naprawdę dobrze. Każdy z bohaterów ma do opowiedzenia własną historię, która nie dość, że sprytnie zawiera się w wątku głównym, to w dobitny sposób będzie determinowała jego dalsze relacje z pozostałymi domownikami.

O ile budowanie postaci to niewątpliwie jedna z silniejszych  stron „Zabójcy..”, tak co do konstrukcji samej fabuły można się już nieco przyczepić. Kosztem rozbudowanej analizy bohaterów kuleje dynamika historii, która to szczególnie w pierwszej połowie wydaje się nieco przeciągnięta. Tak naprawdę, ciekawie zaczyna się dziać gdy w wyniku splotu pewnych wydarzeń dochodzi do konfrontacji między mieszkańcami. Choć i tu nie obyło się bez łyżki dziegciu – jako że spajający całość wątek mordercy, mimo całej swej detaliczności specjalnie zaskakujący nie jest i osobiście odniosłem nieodparte wrażenie, że gdyby autorka zdecydowała się pokierować fabułę nieco inną drogą, książka spokojnie obroniłaby się bez niego.

Warsztatowo jest za to po raz kolejny bez zarzutu. Marwood sprawnie operuje słowem i obok kreacji bohaterów, na plus książce można niewątpliwie zaliczyć mroczny, zatęchły klimat i naturalistyczne wręcz opisy, w kilku momentach potrafiące całkiem celowo nieźle zniesmaczyć. Sympatycznie na tle całości wypada też pomysłowe zakończenie, sprawnie domykające wszystkie wątki.

Mimo, że nowa powieść Alex Marwood nie jest dziełem bez wad, nie mogę powiedzieć, żeby w ostatecznym rozrachunku mi się nie podobała. Wyjątkowo dobrze wykreowani bohaterowie i dynamika relacji między nimi pozwalają przymknąć oko na nieco słabszą główną linię fabularną, co daje efekt w postaci książki gorszej w swej sile oddziaływania niż „Dziewczyny które zabiły Chloe”, nadal jednak dobrej.

Kategorie
książki
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz