książki

Wypuść mnie, proszę i inne opowiadania – wyjątkowy zbiór Edwarda Lee [recenzja]

Edward Lee to w Polsce pisarz tyleż popularny, co niemal legendarny. Uwielbiają go niemal wszyscy, którzy zetknęli się z jego twórczością i nie zostali przez nią zmieleni. I niemal wszyscy ci tworzą jego legendę, rozprawiając o bezkompromisowości nie wydanych dotąd u nas utworów. Po latach oczekiwań, możemy wreszcie cieszyć się kolejnym polskim przekładem.

Kolejnym, bowiem do tej pory mieliśmy do czynienia z „Sukkubem”, „Ludźmi z bagien” i „Golemem”, powieściami wydanymi przed laty w wydawnictwie Replika. I chociaż apetyt fanów ekstremalnego horroru został wystawiony na trudną próbę, nie zanosiło się na to, by sytuacja uległa zmianie. Z szokującą inicjatywą wystąpił Tomasz Czarny, przyjaciel pisarza, który wreszcie zrobił to, co należało zrobić. Zamiast opowiadać ciągle o promocji najmocniejszych odmian literackiego horroru, założył wydawnictwo i doprowadził do tego, że spragnieni makabry czytelnicy mogli dostać w ręce zbiór mistrza gatunku. Wielki ukłon dla Tomasza w tym miejscu, tym bardziej, że od strony wydawniczej nie ma za bardzo do czego się przyczepić. Za bardzo, co nie znaczy, że wcale. Jak to bywa w początkujących, niszowych wydawnictwach, kuleje korekta, trafiają się literówki, dwóm tekstom przydałaby się dodatkowa redakcja. okładka przypominająca zabawę w Photoshopie i zakład o to jak dużo da się nawciskać na front, też nie musi się podobać. Ale być może o to chodziło – żeby po książkę sięgnęli ci, którzy wiedzą, czego oczekiwać po prozie Lee. Wydawca jednak zadbał, by i oni byli zaskoczeni.

Nie wiem, jakimi zasadami kierował się Tomasz dobierając teksty do zbiorku (nie jest to określenie pejoratywne, po prostu całość liczy ledwie sto sześćdziesiąt parę stron zadrukowanych dość dużą czcionką). Zastanawia fakt, dlaczego „Header” pojawia się ledwie w formie zapowiedzi, a „Pani Kadłubek” występuje tutaj bez poprzedzającego go „Pana Kadłubka” (wydanego wcześniej w jednej antologii „Repliki”), co pozbawia utwór kontekstu i podwójnego dna. Podejrzewam, że sprawa rozbiła się o prawa autorskie. Szkoda, co nie znaczy, że wspomniany utwór został pozbawiony siły rażenia. W przypadku prozy Edwarda Lee jest to niemożliwe. Skupmy się więc na konkretach. Na mięsie.

[quote align=’right’] Dzięki zbiorkowi „Wypuść mnie, proszę” polscy czytelnicy mogą zobaczyć nie tylko jego kunszt tworzenia ohydnych i krwawych historii, ale docenić jego warsztat, wrażliwość, pomysłowość i humor. I być może wreszcie w pełni docenić jego fenomen.

W tej recenzji powinny paść hasła horror ekstremalny, horror naturalistyczny, a przy okazji jeszcze podkreślenie uwielbienia przez Lee Lovecrafta. Ale ustaliliśmy już, że nie dotarły tutaj, jak i nie sięgnęły po książkę osoby nie znające twórczości Amerykanina. Wspomniane zaskoczenie może wynikać natomiast z faktu, że wszystkie zawarte w zbiorze utwory są znacznie lepiej przetłumaczone, niż to miało miejsce wcześniej, a translatorzy zadbali, by w tym wszystkim nie zgubić specyficznego humoru i stylu autora. Kolejna sprawa, to jak na standardy Lee dość łagodne na wstępie teksty. Podkreślam, jak na standardy autora, bowiem już od początku zostajemy zaatakowani potężną dawką pornografii, zwyrodnień seksualnych („Pani Kadłubek”), seksualnej przestępczości („Wypuść mnie, proszę”), by powoli skręcić w stronę prawdziwie ekstremalnej przemocy („Niewłaściwy facet”). Nawet to jednak nie przygotuje czytelnika na dawkę obrzydliwości i ohydy jaka brutalnie i bezlitośnie wylewa się z opowiadań „Przejażdżka” i „Gówniany dom”. Szczególnie to drugie to poziom, przy którym zrobi się nieswojo nawet najbardziej hardcorowym miłośnikom pisarza.

To co jednak najbardziej ujmuje w tym zbiorku, to fakt że Tomasz Czarny wraz ze swym wydawnictwem nie poszedł na łatwiznę i nie zaproponował żadnej z najpopularniejszych powieści Lee (chociaż już marzę, że jest to realne), tylko postanowił zaprezentować spektrum warsztatu autora. Bo że Edward Lee jest bezlitosny, bezkompromisowy i momentami wręcz skrajnie obrzydliwy, to wiadomo. Ale mamy tu utwory, w których wspaniale buduje suspens („Stół”), doskonale operuje klimatem („Powiedziała: śmierć”, „Pomyśl życzenie”), co więcej, szczególnie w tych dwóch ostatnich tekstach genialnie parafrazuje klasyków literatury, a przy tym skłania do niebanalnych przemyśleń. Czyni to zresztą w każdym tekście, a mistrzostwo osiąga w „Postaciach”, gdzie wprost czaruje autoironią i czarnym humorem.

Wcześniejsze publikacje Edwarda Lee w Polsce pozwalały stwierdzić, że to pisarz ekstremalny, nierzadko po prostu wulgarny i zwyczajnie perwersyjnie brutalny. Dzięki zbiorkowi „Wypuść mnie, proszę” polscy czytelnicy mogą zobaczyć nie tylko jego kunszt tworzenia ohydnych i krwawych historii, ale docenić jego warsztat, wrażliwość, pomysłowość i humor. I być może wreszcie w pełni docenić jego fenomen. Brawa dla Domu Horroru, czekamy na więcej. Przede wszystkim na „Innswich Horror”.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz