WAB
książki

Wszystko się stało – swojska apokalipsa [recenzja]

„Wszystko się stało” literacki debiut byłej minister sportu Joanny Muchy, to rzecz dziwna i intrygująca. Mucha bowiem w swojej powieści łączy dwie wydawałoby się wykluczające estetyki – niebywale silnie zakorzenioną w polskiej literaturze prozę nurtu wiejskiego, z klasyczną opowieścią post-apokaliptyczną. Efekt? Debiut nierówny, ale wciągający.

Wszystko stało się nagle. Jakiś czas temu. Po tajemniczej zagładzie dawne życie przestało mieć sens. Technologia stała się czymś zbędnym i niepotrzebnym, bo nikt już nie potrafi jej obsługiwać. Zagłada zamieniła nowoczesnych ludzi w dzikusów. Ci, którzy nie postradali zmysłów żyją w ukryciu. Jedną z nich jest nasza bohaterka – Anna. Przed kataklizmem była państwowa urzędniczką. Teraz jest nikim. Wrakiem kobiety, ukrywającym przed światem za zaryglowanymi drzwiami. Pojawienie się prostej, wiejskiej dziewczyny Teresy wszystko zmieni. Ale czy na pewno? I czy jakakolwiek zmiana ma jeszcze sens?

Rozkosznie jest przyglądać się awanturkom jakie „Wszystko się stało”  wywołuje w fantastycznym środowisku. Oto bowiem Joanna Mucha swoją powieścią miała czelność wkroczyć między grupę samców alfa, którzy o zagładzie i apokalipsie wiedzą wszystko. I za tę próbę Mucha zebrała baty. Czy słuszne? Otóż nie. Bo „Wszystko się stało” nie jest powieścią fantastyczną. Zagłada i to co stało się z ludźmi jest tu wątkiem pobocznym i w zasadzie nieistotnym. Dla autorki o wiele bardziej od snucia kolejnych wizji życia w podziemiach metra, zdaje się być snucie opowieści o tym jak wyglądałoby  życie kobiet, gdyby musiały nauczyć się, tego wszystkiego, w czym dziś wyręczają je mężczyźni. Powieść feministyczna – tak. Antymęska? Jak najbardziej. Ale przede wszystkim głęboko humanitarna. Bo bohaterowie próbując przeżyć, ucząc się od nowa uprawy pola, dojenia krów, uczą się tak naprawdę na nowo tego, co znaczy być człowiekiem.

Wszystko to oczywiście ubrane jest w kostium opowieści fantastycznej, co niestety jest najsłabszym elementem „Wszystko się stało”. Mucha nie zna fantastyki. Żeby była jasność – nie musi. Większość czytelników (poza tymi ośmioma tysiącami stałych wielbicieli gatunku), ma o niej takie same pojęcie jak pisarka. Problem polega na tym, że te osiem tysięcy jest głośne. Przez co „Wszystko się stało” zbiera burzę. A nie musiałoby.

Gdyby redaktor, wspólnie z wydawcą, zdecydowali się nie wrzucać tej powieści do worka z fantastyką, a postawili na nową prozę wiejską, odbiór byłby lepszy. I bardziej uczciwy. Bo książce Muchy z jej wiejskim okrucieństwem, wszystkimi elementami nauki życia na wsi, o wiele bliżej do prozy spod znaku „Malowanego ptaka”, niż „Metro 2033”. Nie żeby od razu Mucha wzbijała się na poziom Kosińskiego. Nic z tych rzeczy. Za dużo tu oczywistych figur literackich i powtarzania zgranych motywów. Ale i tak bliżej jej do takiej prozy, niż literackiej fantastyki. No i językiem polskim posługuje się sprawniej niż większość fantastów.

Kategorie
książki

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).
4 komentarze
  • Mirek G-ski
    24 kwietnia 2017 at 16:08
    Skomentuj

    Rozumiem, że autor recenzji nie zna fantastyki (nie wiem, skąd wziął te „osiem tysięcy wielbicieli”, skoro literatura ta w ultrakapitalistyczym Empiku ma półek tyle co mainstream czy kryminał, a ludzi kręci się przy nich więcej), ale że nie zna języka, którym z taką swobodą się posługuje? Proponuję sprawdzić znaczenie słowa „humanitarny”, a później zastanowić się, co ono oznacza w powyższej recenzji.
    Skoro więc polszczyznę zna w takim samym stopniu jak literaturę fantastyczną, to jakim cudem go publikujecie?

  • Trivia
    24 kwietnia 2017 at 21:45
    Skomentuj

    Ojej ile snobizmu i pogardy się przebija. A ja tylko pana uświadomię, że Orwell albo Huxley to też fantastyka naukowa. Podobnie jak Zajdel czy Lem, no ale to tacy podrzędni pisarze są, nie warto wspominać.

  • Ala
    25 kwietnia 2017 at 18:26
    Skomentuj

    Ojej, widać Autor recenzji utrafił w punkt, skoro samą recenzją już zdążył zaskarbić sobie uwagę mocno wzburzoną na tyle, że przybrała postać dwóch urażonych komentarzy, bynajmniej nie ad meritum.

    • Trivia
      25 kwietnia 2017 at 20:27
      Skomentuj

      Bo też nie widzę sensu rozmawiania merytorycznie z taką recenzją. Autor opowiada głównie czym książka nie jest i jakie to reakcje wywołała w danym środowisku, wypowiadając się przy tym lekceważąco o grupie odbiorców i gatunku literackim, o którym nie ma zbytniego pojęcia.

    Dodaj komentarz