książki

Wilcza godzina – intrygi w kłębach pary [recenzja]

Debiutancka powieść Andriusa Tapinasa narobiła swego czasu sporo szumu na ojczystym, litewskim rynku wydawniczym. Teraz rusza na podbój polskich księgarń – i wcale nie jest u nas bez szans.

Fabuła powieści startuje na samym początku XX wieku, w czasach przemysłowej rewolucji. W rzeczywistość jaką serwuje nam autor, kilka miast, w tym Wilno i Kraków sprzymierzyły się pod wodzą rodu Rotschildów w „Alians”, stowarzyszenie wolnych miast, a także ośrodków postępu tak nauki jak i magii. Na przełomowe odkrycia nie trzeba było długo czekać, a najbardziej spektakularne z nich – potężne sterowce – stanowią teraz regularny środek transportu. Tym niemniej, porozumienie miedzy Aliansem, a ciemiężącym wszystkie obszary poza nim mocarstwem Rosyjskim jest raczej z tych kruchych i w taki oto sposób lądujemy we Wilnie, w przeddzień arcyważnego zjazdu delegatów różnych krajów. Tam z kolei okazuje się, że plany co do przebiegu międzynarodowego szczytu ma niejedno stronnictwo.

„Wilcza godzina” jest literackim debiutem autora, ale tak naprawdę podczas lektury niemal tego nie czuć. Styl autora pozostaje płynny i przejrzysty, krótkie rozdziały fajnie dynamizują całość rzucając czytelnika to tu, to tam. Można co prawda odnieść wrażenie, że w kilku fragmentach Tapinas usiłował chwycić zbyt wiele srok za jeden ogon, ale cóż – to mankament wielu „pierwszych części”, kiedy to autor musi po równo sprzedać czytelnikowi swoją wizję świata, jak i zaproponować fabułę na tyle ciekawą, by ten nie umarł przy tym z nudów.

Do tego pierwszego zarzutów mieć nie można. Ba, samo Wilno i jego równie majestatyczne, co obskurne zakamarki odmalowane jest z taką szczegółowością, że można się zastanawiać, czy rzeczywiście nie mamy tu do czynienia z jedną z tych powieści, w których najważniejszym bohaterem jest miejsce. Co istotne, litewska stolica to nie jedyne miejsca jakie przyjdzie nam odwiedzić: zawitamy z wizytą również do Londynu, czy rodzimego Krakowa. Przekonująco wypadają również alternatywne realia świata przedstawionego – mamy tu wystarczająco wiele napędzanych parą dziwów, by nie mieć wątpliwości z jakim gatunkiem obcujemy.

Samej historii nie można jednak określić mianem specjalnie odkrywczej – ot mamy trochę kryminału w steampunkowych realiach i sięgający najwyższych szczebli spisek – nihil novi dla wyjadaczy gatunku zatem, a w dodatku mniej więcej od połowy powieści  można już nabierać podejrzeń, z której strony nadejdzie wielki fabularny twist. Całość ratuje za to niewątpliwie wielowątkowość. Ba, postaci będących bohaterami poszczególnych rozdziałów jest tak wiele, że autor zdecydował się umieścić na początku książki całą ich listę, co niewątpliwie pomaga odnaleźć się w intrydze. Świetnym posunięciem jest również mapa książkowego Wilna, dzięki której zawsze wiemy w jakim punkcie miasta aktualnie się znajdujemy.

„Wilcza godzina” jest książką nierówną, co absolutnie nie znaczy, że słaba. Fabuła ustępuje nieco detalicznej wizji świata, ale w książce Andriusa Tapinasa można się dopatrzeć rzeczy zwiastujących naprawdę ciekawy cykl w steampunkowej rzeczywistości. Dobre otwarcie.

Wilcza godzina (Vilko Valanda). Autor: Andrius Tapinas. Tłumaczenie: Laurynas Candravicius. Sine Qua Non, 2017. Ocena końcowa: 75%

Kategorie
książki
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz