książki

Trupia otucha


Trupia otucha, Dan Simmons, MAG

 

Od lat nie pisałem nic o Danie Simmonsie. Każdą jego powieść, która trafia do redakcji oddawałem do recenzji komuś innemu. I wcale nie znaczy to, że nie przepadam za jego twórczością. Przeciwnie – uwielbiam. Tyle że Dan Simmons wiąże się u mnie z pewną traumą. Otóż w czasach, kiedy pracowałem w „Nowej Fantastyce” ówczesny redaktor naczelny Arek Nakoniecznik (miłośnik i tłumacz Simmonsa) stał nade mną niczym ponury kat, wrzeszcząc do ucha: – Co to ma znaczyć! Tylko dwa tysiące znaków o „Olimpie”! Masz napisać więcej, to jest Simmons! To najwybitniejsza powieść… bla, bla, bla. Od tamtej pory zwyczajnie bałem się pisać gdziekolwiek o powieściach Simmonsa, bo wydawało mi się, że nagle spod ziemi wyłoni się Nakoniecznik i zacznie swoją mantrę: – Tylko dwa tysiące znaków… bla, bla, bla. Ale w końcu wpadła mi do łap „Trupia otucha” – wydana właśnie w Polsce wczesna powieść autora „Terroru”. Na naszych łamach miał omawiać ją ktoś inny, ale po pierwszych trzech stronach uznałem, że… może sobie i Nakoniecznik z lodówki wyskoczyć, a ja i tak o Simmonsie napiszę.

 

 

Nieczęsto bowiem trafiam na powieści, które hipnotyzują mnie od pierwszych zdań. Akcja „Trupiej otuchy” rozpoczyna się w obozie koncentracyjnym w Chełmnie. Młody Żyd, Saul czeka na pewną śmierć z rąk niemieckich oprawców. Z całych sił pragnie żyć, ale rzeczywistość go otaczająca nie daje nadziei. Pewnej nocy przydarza mu się coś dziwnego. Jakaś obca siła wnika w jego ciało… Z obozu zagłady przenosimy się w przyszłość do Stanów Zjednoczonych w latach 80. Dwie starsze panie i ich równie wiekowy przyjaciel spotykają się w domu jednej z nich. Od początku domyślamy się, że coś z niepozornymi staruszkami jest nie w porządku. Jedna z nich przyznaje się do zabicia Johna Lennona, starszy pan z łezką w oku wspomina zabójstwa Charlesa Mansona… Owa trójka, bowiem to wiekowi i silni telepaci, którzy siłą woli zmuszają ludzi do popełniania najgorszych zbrodni. Przyjaźń, która ich łączy szybko także okazuje się być pozorna. Telepaci zaczynają wojnę między sobą, w którą wciągnięty zostanie przypadkowo poczciwy szeryf i córka jednej z ofiar.

 

Powyższy opis to streszczenie raptem kilku stron z blisko tysiąc stronicowej powieści Simmonsa. To, co dzieje się potem trudno streścić w kilku słowach. Autor „Hyperiona” sprawnie żonglować będzie tu tak planami czasowymi (akcja przenosi się ze współczesności do czasów drugiej wojny światowej), narracją (bohaterowie zmieniać się będą niemal, co rozdział, a relacje łączące ich to istny literacki rollercoaster) i wreszcie literackimi gatunkami. Bo „Trupia otucha” niezwykle sprawnie łączy w sobie elementy wampirycznego horroru (telepaci są jak wampiry tyle, że żywią się nie krwią, a siłami witalnymi), powieści sensacyjnej (do akcji włączają się Mosad i FBI), fantastyki przyprawionej sporą ilością teorii spiskowych (w świecie powieści Simmonsa telepaci nie tylko odpowiadają za wszelkie tajemnicze zbrodnie, ale przede wszystkim manipulują rządami), powieści historycznej (opisy wojny i obozowej rzeczywistości są niebywale drobiazgowe i wiarygodne) i a nawet romansu. Z braku lepszego porównania roboczo określiłem powieść Simmonsa, jako szalone połączenie „Scanners” Davida Cronenberga z „Martwą strefą” i „Podpalaczką” Stephena Kinga. Zresztą „Trupią otuchę” z tymi tytułami łączą nie tylko wspólne elementy fabularne, ale też klimat opowieści. Film Cronenberga, powieści Kinga i Simmonsa to w końcu nieodrodne dzieci grozy lat 80.

 

Zimnowojenne straszenie mutacjami i kosmitami tak popularne w latach 50. odeszło w zapomnienie, podobnie jak kontrkulturowy podział „my kontra oni”, demoniczni sataniści i rodziny kanibali polujący na przestraszone dzieciaki. Wraz z gospodarczą i polityczną stabilizacją lat 80. narodził się nowy horror, który obnażał grozę pozornej stabilizacji. Straszył nie wymyślnymi potworami, kosmitami czy obdarzonymi osobowością nawiedzonymi domami, a spokojem właśnie. Ów horror wyrastał ze złudnego przekonania ludzi, że to, co najgorsze już za nimi, a zło dzieje się gdzieś daleko. Nic bardziej mylnego. Zło wciąż ma się dobrze i mieszka tuż obok, tyle, że teraz nosi drogie garnitury, ma dobrą pracę a przed sobą wielkie perspektywy. Bo teraz zła nie widać. Świat dzięki rozwojowi technologicznemu, telewizji, eskalacji medialnej przemocy stał się miejscem, w którym okrucieństwo przestało już zaskakiwać przeciętnego człowieka. Stało się częścią codziennego krajobrazu. Dzięki temu zło może nami manipulować, wodzić na pokuszenie i bawić się. W ekstremalny sposób taki  świat pokazywał w swoich filmach Cronenberg, Stephen King był o wiele subtelniejszy, zaś w „Trupiej…” Simmons sytuuje się dokładnie pośrodku między mini stanowiąc swoisty pomost łączący mainstreamową grozę Kinga z tą dziką i nieokiełznaną proponowaną przez kanadyjskiego barona gore. W każdym z przypadków mamy tu jednak do czynienia ze złem, które urosło w siłę dzięki naszej ignorancji i wygodzie.  

 

Pewnie, że nie jest to wizja nowa. Omamione spokojem społeczeństwo pokazywano już wcześniej. Tyle że dopiero w latach 80. artystyczne wizje świata rządzonego przez korporacje, wpływowych polityków i ich tajemniczych partnerów zaczęły niebezpiecznie przenikać się z rzeczywistością. Z tego horroru zaś wyrośnie groza współczesna, która dopasuje wizję zła żerującego na spokoju i stabilizacji do naszych o wiele bardziej okrutnych i technologicznie rozwiniętych realiów. Choć tak naprawdę nie jestem pewien czy poza dosłownością jakikolwiek współczesny horror jest w stanie dać czytelnikowi więcej niż powieść Simmonsa. Paranoiczny, chwilami homofobiczny i seksistowski  horror wyrastający z lęków paranoicznego, homofobicznego i seksistowskiego świata.  

 

(Arku ta recenzja ma 5785 znaków, więc nie musisz mnie straszyć wyskakując z lodówki)

Kategorie
książki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz