książki

Trauma – rodzinny biznes panów Palmerów [recenzja]

Pisania „Traumy” Michael Palmer nigdy nie dokończył. Po zmarłym ojcu schedę przejął mający już na koncie kilka książek z pogranicza technothrillera jego syn, Daniel. Czy jednak z tej fuzji talentów mogła powstać rzeczywiście dobra powieść?

Przyciągająca wzrok minimalistyczną okładką „Trauma”, podejmuje ważki i kontrowersyjny temat PTSD – zespołu stresu pourazowego – trapiącego spory odsetek powracających do codziennego życia z pól bitewnych żołnierzy (choć nie tylko ich). Fabuła koncentruje się wokół młodej rezydentki oddziału neurochirurgii bostońskiego szpitala, doktor Carrie Bryant. Jej kariera zawisa na włosku po tym, jak przemęczona po stresującym zabiegu, przy okazji następnej operacji popełnia mogący kosztować pacjenta życie błąd w sztuce. W taki sposób bohaterka trafia do rodzinnego domu z misją pomocy jej zmagającemu się z PTSD bratu. Szansa na to trafia się zupełnie nieoczekiwanie, gdy usiłująca odbudować wiarę w siebie lekarka zostaje zaprzęgnięta do eksperymentalnego programu, mającego potencjał by ów problem całkiem dosłownie wymazać z głów cierpiących nań nieszczęśników. Carrie nie zdaje sobie jednak sprawy, że gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze i być może jeszcze większe odkrycie, niektórzy są gotowi zrobić wszystko by odnieść sukces. Łącznie z odebraniem innym życia.

Początkowe strony „Traumy” to prawdziwy dynamit dla każdego pasjonata thrillerów medycznych. Masa lekarskiego żargonu i detalicznych opisów szpitalnych procedur, a pośród nich umiejętnie dozowane, wzmagające napięcie informacje, całkiem niejednoznacznie sugerujące, że nieszczęście zbliża się z siłą wodospadu. I kiedy rzeczywiście następuje, wraz z jego sprawczynią odczuwamy ten sam dyskomfort i palące uczucie wstydu. Po tak przebojowym początku, spodziewałem się powieści w swym gatunku niemal wybitnej. Później jednak fabuła nieco zwalnia, skupiając się w większym stopniu na pajęczej sieci spisków szczelnie spowijającej rewolucyjną terapię, a kiedy ma zamiar ponownie przyspieszyć, robi to w niekoniecznie podręcznikowym stylu. W efekcie, do spodziewanego przeze mnie stanu rzeczy nieco, jednak w ostatecznym rozrachunku zabrakło.

Książkę dwójki Palmerów czyta się płynnie, a kolejne kartki przewracają się same.. Potomek mistrza gatunku pisać potrafi i robi to z wprawą wyuczonego rzemieślnika, hołdując technothrillerowej szkole scen tyleż bogatych w detale, co bezstronnie i rzeczowo odbiorcy podanych. Mimo tego, granica w na której kończy się pierwotny pomysł na „Traumę”, a zaczyna wariacja na jego temat wydaje się dość wyraźna. To ciekawy przypadek, bo paradoksalnie, od momentu gdy książka zaczyna skręcać w rejony bliższe sensacji, a medyczny żargon ustępuje miejsca dramatycznym pościgom i jakby w przeciwieństwie do nich, powoli rozkręcającej się intrydze, napięcie gdzieś zanika a nad całością zaczyna niebezpiecznie nisko unosić się widmo powtarzalności. Łącznie z końcowym twistem na czele trzeba tu dodać – który jest tak złudnie podobny do amerykańskiego kina akcji klasy B, że niemal niestrawny. Przewidywalność to spory minus „Traumy”, który ujawnia się tym bardziej, im dalej brniemy w historię.

Mimo, że obarczona pewnym bagażem wad i nierówna, „Trauma” wciąż dobrze sprawdza się jako odskocznia od standardowych thrillerów. Świetny początek i sprawnie napisana, mimo że schematyczna część dalsza, ale przede wszystkim intrygujący temat powodują, że czas spędzony na lekturze nie powinien być straconym.

Kategorie
książki
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz