Vesper
książki

Terror – XIX-wieczny klasyk z końca wieku XX-go [recenzja]

W ubiegłym tygodniu zapadła decyzja, że powstanie serial na motywach powieści „Terror” Dana Simmonsa. To doskonała okazja, by przypomnieć to arcydzieło literatury wymykające się jednoznacznemu zaszufladkowaniu.

Twórczość Dana Simmonsa zawsze i nieodmiennie kojarzyła mnie się z wysmakowaną i skomplikowaną literaturą science fiction, gdzie prym wiódł genialny cykl „Hyperion” i znacznie słabszy, ale przecież również znakomity „Ilion”. „Terror” umknął jakoś mej uwadze (skupionej zapewne przed laty na tandetnych horrorach) i nawet jego pierwsze wydanie w Polsce nie rzuciło mnie się w oczy. Dopiero rok temu zaległości udało się nadrobić za sprawą wydawnictwa Vesper. Wielokrotnie, w różnych miejscach chwaliłem owo wydawnictwo, które pieczołowicie dobiera swoją ofertę i, co nie bez znaczenia, dba o oprawę graficzną swych produktów (jakże niefortunne określenie w tym przypadku). Tak też, odkryłem jedną z najbardziej przerażających i mroźnych powieści, jakie miałem okazję w życiu czytać.

Podstawą do zrozumienia mojej reakcji jest fakt, że chronicznie nie znoszę zimna i mrozu, a przede wszystkim boję się głębokości. To nie jest choroba morska, a batofobia to zbyt wygórowane słowo, ale prawda jest taka, że czuję się bardzo nieswojo na wszelkiego rodzaju łódkach, łodziach, statkach i kajakach. Dlatego też nie miałem najmniejszych problemów z postawieniem się na miejscu bohaterów utworu, załogi dwóch okrętów badawczych, które pod koniec XIX-go wieku utknęły w lodach Arktyki. Historia ta jest tym bardziej przerażająca, że prawdziwa. Tytułowy „Terror” to jeden z dwóch okrętów (drugi to „Erebus”), które wypłynęły na północne wody, by odnaleźć przejście z Morza Baffina do Morza Berringa. Wyprawa zaginęła, a losy jej uczestników były owiane tajemnicą przez wiele kolejnych lat. Dopiero czterdzieści wypraw poszukiwawczych zdołało częściowo zrekonstruować tragiczną historię okrętów, które zostały uwięzione w lodzie na… trzy lata. Historyczny aspekt opowieści wzmaga wydanie Vesper. Sugestywna okładka, opierającą się na szkicu jednego z okrętów, wewnątrz liczne ilustracje i zdjęcia pochodzące z okresu opisanego w książce, w tym autentyczne fotografie bohaterów. Dan Simmons porwał się bowiem na rzecz z pozoru szaloną, spróbował wyjaśnić, do czego mogło dojść w trakcie tej tragicznej wyprawy. I dokonał tego w sposób mistrzowski, lawirując pomiędzy grozą, a powieścią przygodowo-podróżniczą, pomiędzy wstrząsającymi faktami, a równie niesamowitymi niedopowiedzeniami. Wreszcie nie zawahał się przed wprowadzeniem elementów fantastyki, ale w sposób tak subtelny, że nawet miłośnicy literatury faktu nie powinni być zawiedzeni. Nie powinno to dziwić nikogo, kto zna fantastyczne powieści autora, gdzie epicki rozmach i wielowątkowość, również intertekstualna wprawiały w niemy podziw. Można wręcz stwierdzić, że w porównaniu do choćby „Hyperiona”, „Terror” jest wprost ascetyczny. Nie mogło być zresztą inaczej, bowiem Simmons dokonał tu specyficznej stylizacji na klasyczną powieść XIX-wieczną i momentami można wręcz odnieść wrażenie, że obcuje się z zaginionym utworem z tego okresu, podczas gdy mistrz Poe na spółkę z Lovecraftem z uśmiechem uznania kiwają głowami. Obaj niewątpliwie chcieliby napisać taki utwór, obaj odnaleźliby bez trudu swój ślad w nim odciśnięty. Simmons skłania się im subtelnie, fenomenalnie budując nastrój alienacji, zagubienia i zagrożenia, czasem zaś potrafi dosłownie odwołać się do mistrzów. Jego parafraza „Maski szkarłatnej śmierci” jest równie brawurowa, co genialna.

[quote align=’right’] To powieść po prostu wybitna, ujmująca stylem, poezją opisów i pieczołowitością w przedstawieniu detali historycznych i technicznych. Wywołuje prawdziwe dreszcze. I strachu, i zimna, i zachwytu.

Autor idzie jednak dalej, niż tylko w perfekcyjne odtwarzanie historii i lekcji zadanych przez wyżej wymienionych klasyków. Nie unika scen bardziej drastycznych, lecz nie epatuje okrucieństwem bez potrzeby. Już od czasów „Nocy Żywych Trupów” wiadomo, że największym horrorem nie są potwory i demony, ale zło ukryte w człowieku, które wydostaje się na zewnątrz, gdy ludzie zostają odizolowani i postawieni w skrajnych sytuacjach. Nakręcająca się spirala agresji, niechęci i nieposłuszeństwa, prowadzi do eskalacji konfliktu i zerwania norm społecznych, moralnych i ludzkich. Horror sięga jednak dużo dalej, a finał nie tylko przyprawia o dreszcze, ale autentycznie zachwyca, wprowadzając zaskakujący promień światła w tę ponurą i niezwykłą powieść. Zresztą finałowe sceny w przypadku wielu pisarzy mogłyby się skończyć tragicznym kleceniem i zlepianiem wątków, tymczasem Simmons prowadzi wszystko perfekcyjnie do samego końca, niby od niechcenia rozrzucając pytania i myśli, które po lekturze nie będą chciały opuścić czytelnika.

„Terror” to powieść po prostu wybitna, ujmująca stylem, poezją opisów i pieczołowitością w przedstawieniu detali historycznych i technicznych. A przy tym porażająca nieograniczoną wyobraźnią, perfekcyjny hołd dla klasyki grozy, wykraczający jednak daleko poza szufladkę zwykłego horroru, który jawi się tu głównie jak bezustannie dręczący, podskórny lęk i niepokój. To powieść historyczna, fantastyczna, psychologiczna. Powieść, która wywołuje prawdziwe dreszcze. I strachu, i zimna, i zachwytu.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz