książki

Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze

Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze, John Gimlette, Wydawnictwo Czarne

 

Region Nowej Fundlandii, nie opiewany zbyt często w literaturze, odgrywa nagle ważną wolę w trzech książkach, które ukazały się niedawno na naszym rynku. Po dwóch powieściach Michaela Crummeya polski czytelnik dostaje do rąk reportaż z serii Orient Express.



 

 

Na kartach „Teatru ryb” podróżnik John Gimlette podąża śladami swego pradziadka, doktora Eliota Curwena, który pracował na Nowej Fundlandii ponad 100 lat wcześniej. Widzimy, w jaki sposób w ostatnich dziesięcioleciach zmieniało się życie mieszkańców tych surowych terenów i śledzimy losy kapryśnego króla, który niepodzielnie władał nimi przez wieki. Tym królem był dorsz.

 

Z wypowiedzi Nowofunlandczyków, których spotykamy na kartach książki, wynika, że ich codzienność wręcz unurzana jest w rybim smrodzie. Jedzą ryby, wdychają je i stąpają po ich wnętrznościach, a nawet kiedy postanawiają urozmaicić sobie rybną dietę i podjeść wieprzowiny, okazuje się, że karmiona dorszem świnia daje mięso, którego nie sposób przełknąć. „Nawet krowy żrą rybie wnętrzności i mleko smakuje rybą…” Niestety, dorsz (lub jego dotkliwy brak) nie jest tutaj jedynym kłopotem. Nowofundlandczycy przez całe życie muszą stawiać czoło całemu wachlarzowi innych problemów takich jak ubóstwo, bezlitosna pogoda, krwawa polityka i kaprysy oceanu.

 

Przemierzając Nową Fundlandię i wybrzeża Labradoru, Gimlette kreśli więc przed czytelnikiem portret mieszkańców okolicy, której los przez wieki nie oszczędzał. Jeśli zaś prawdą jest, że każdy kraj odbija się w swoich mieszkańcach, to zimne królestwo dorsza oglądać najlepiej w postaci typowej Nowofundlandki, którą autor portretuje z właściwą mu czułością: „Uosabiała to, co w starym Saint John’s było najlepszego; uwielbiała plotki i dorszowate języczki, placek z płetwami i mocny porter; mówiła o swoim mieście, że jest ‘brzydkie’ i ‘brudne’, chociaż uważała, że jest cudowne; nazywała wyspę ‘Skałą’, ale naskoczyłaby na każdego, kto ośmieliłby się powiedzieć, że jest jałowa; nie cierpiała zimowego lodu – ‘twardego jak diabelskie kopyta’ – ale w każdym innym miejscu czułaby się nieszczęśliwa.”

 

Niestety, podczas lektury czytelnik coraz częściej zastanawia się, czy życiorys Eliota Curwena był aż tak fascynujący, by uczynić go trzonem tego ponad 500-stronicowego reportażu. Przemieszanie doświadczeń Gimlette’a i jego pradziadka, a potem jeszcze okraszenie książki licznymi dygresjami oraz plejadą bohaterów pobocznych – zarówno tych współczesnych jak i zmarłych przed dziesięcioleciami – czyni z „Teatru ryb” lekturę wyłącznie dla uważnych i wytrwałych. Po kilkudziesięciu stronach narracyjny chaos niejednego czytelnika wypędzi zapewne z tego rybiego teatru, a szkoda, bo pod gąszczem zbędnych wątków kryje się książka, która mogła być ciekawa.

Teatr ryb na Gandalf.com.pl

Kategorie
książki
Jakub Małecki

Jakub Małecki – urodzony w 1982 roku w Kole – pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla.

Dodaj komentarz