książki

Pokój

 

Pokój, Gene Wolfe. Wyd. MAG.

 

 

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem książkę, która byłaby tak bardzo nastawiona na skonsternowanie czytelnika, jak „Pokój” Gene’a Wolfe’a. W praktyce oznacza to, że minęło bardzo dużo czasu, od kiedy ostatni raz sięgnąłem po książkę napisaną przez tego niezwykłego pisarza.

 

 

Jest to wczesna powieść w dorobku autora, który ma dzisiaj osiemdziesiąt trzy lata i spokojnie można o nim powiedzieć, że jest najwybitniejszym modernistą współczesnej fantastki. Wiele jego dzieł, jak choćby fenomenalny cykl „Księga Nowego Słońca”, na stałe weszło do historii literatury, a „Pokój”, który pierwotnie ukazał się w 1975 roku, pokazuje, że Wolfe od początku swojej kariery był w pełni ukształtowanym pisarzem, który doskonale wiedział, jakiego rodzaju literaturę chce uprawiać i jak wodzić czytelnika za nos.

 

 

Głównym bohaterem i narratorem „Pokoju” jest Alden Dennis Weer, nieco zgorzkniały starszy pan, który samotnie mieszka w wielkim domu i wspomina dzieje swojego życia. Anegdoty, które przytacza są kapitalne i szybko wciągają czytelnika w nurt narracji, lecz równie szybko pojawiają się wątpliwości, bo wyraźnie widać, że Weer coś kręci. Często zmienia temat, w kluczowych momentach ucieka w baśniowe przypowiastki i sugeruje, że potrafi swoją obecną, dojrzałą osobowość, przemieścić w czasie nawet do najdawniejszych wspomnień, a także wpływać na ich przebieg i kształt. Zdanie po zdaniu okazuje się, że Weerowi nie można ufać i to, co mówi, ma swoje drugie, trzecie, a może i czwarte dno. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, jaka jest natura domu, w którym mieszka Weer i kim tak naprawdę – jaką formą istnienia – jest on sam. A to, co wyraźnie przemilcza, sporo mówi o jego mrocznej naturze, którą usilnie stara się ukryć w swoich opowieściach…

 

 

W krótkim, ale bardzo dobrym posłowiu do tej książki Neil Gaiman napisał, że gdy przed laty przeczytał pierwszy rozdział „Cienia kata” Gene’a Wolfe’a to nie miał pojęcia, co przeczytał ani dlaczego. I w zasadzie to samo można powiedzieć o wielu książkach tego pisarza, bo zazwyczaj są one napisane w tak sprytny i nieoczywisty sposób , że nadają się do wielokrotnej lektury i są otwarte na rozliczne interpretacje. Tak też jest w przypadku zwodniczego, szkatułkowego „Pokoju”, który należy czytać bardzo uważnie, przyglądając się opowieściom narratora z każdej możliwej perspektywy. Początkowo trudno się zorientować, o co tu właściwie chodzi, ale gdy zacznie się dostrzegać i łączyć ze sobą intrygujące aluzje, podteksty i znaczące dziury w narracji, czyli gdy podejmie się grę, do której zaprasza Wolfe, melancholijne wspomnienia pana Weera staną się punktem wyjścia dla czytelniczego śledztwa, zmierzającego do odkrycia tego, co tak naprawdę się w nich kryje. Tego, co autor „Pokoju” jedynie zasugerował, mistrzowsko ukrył między słowami, będącymi w tej książce czymś w rodzaju konturów obrębiających kształt, który da się ujrzeć jedynie wtedy, gdy odkryje się sposób na to, jak wypełnić go swoją wyobraźnią.

Kategorie
książki

Dodaj komentarz