książki

Pacjent Zero – „Z archiwum X” na metaamfetaminie [recenzja]

Pierwszy tom cyklu o przygodach Joe Ledgera, to wysokooktanowe połączenie powieści sensacyjnej, technothrillera, noir i horroru. Brzmi kuriozalnie? Być może. Ale czyta się to diabelnie dobrze. I szybko.

Joe Ledger to kawał sukinsyna. Były żołnierz, mistrz jujitsu, obecnie policjant w Bostonie. Pewnego dnia podczas akcji Joe zabija terrorystę. Dwa strzały oddane z pięciu metrów. Kaliber czterdzieści pięć. Facet powinien nie żyć. A w zasadzie to na pewno nie żył. Tyle, że kilka dni po akcji Joe spotyka swoją ofiarę w biurze tajemniczego Wojskowego Departamentu Nauki. Terrorysta zachowuje się jak zombie rodem z Resident Evil, zaś szefowie WDN cierpliwie przyglądają się temu czy Joe poradzi sobie z potworem. Poradzi. Tak zaczyna się dziwna, za to pełna niebezpieczeństw współpraca policjanta z rządową agencją. Agencją, która ratuje świat przed potworami.

Brzmi to trochę jak „Z archiwum X” na metaamfetaminie i będąc szczerym – dokładnie taki ten cykl jest. Z tą różnicą, że Joe Ledger nie walczy tu z nadprzyrodzonymi stworami, a pochodzenie jego wrogów zawsze znajduje naukowe wytłumaczenie. Terrorysta-zombie jest więc bronią biologiczną, którą szaleni terroryści planują użyć ostatecznie upokarzając Stany Zjednoczone. W kolejnych tomach zaś Joe walczyć będzie z armią genetycznie modyfikowanych żołnierzy, sztucznie stworzonymi wampirami i tak dalej.

Jonathan Maberry jest jednym z najlepszych współczesnych – choć i absolutnie niedocenionym w Polsce – autorem horrorów w Stanach. Jego bluesowy cykl „Pine Deep” to perełka współczesnej grozy. Cykl o Ledgerze tak dobry nie jest. Ale też ma zupełnie inne założenia. Tam Maberry żonglując nawiązaniami do kultury amerykańskiego Południa, tworzył klimatyczną, powolną i wysmakowaną opowieść. Tu na powolność i odniesienia do tradycji nie ma miejsca. Jest za to galopująca na złamanie karku akcja i cięte, niemal wyrwane z powieści noir dialogi. Ci zatem, którzy kojarzą autora tylko z „Bluesem duchów” mogą poczuć się zawiedzeni. Sam taki na początku byłem. Ale „Pacjent Zero” napisany jest w tak dynamiczny i brawurowy sposób (chwilami wręcz aż za bardzo dynamiczny), że szybko zapominamy o tym, że oczekiwaliśmy czegoś innego. A wtedy „Pacjent Zero” zaczyna bawić w pełni. I choć to tylko proste czytadło, to trzeba przyznać – po zakończonej lekturze człowiek nabiera chęci na kolejny tom.

Pacjent Zero, Jonathan Maberry, MAG 2017
6.5
Pacjent Zero, Jonathan Maberry, MAG 2017
Kategorie
książki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).
Komentarz
  • K
    13 listopada 2017 at 11:43
    Skomentuj

    Ludzie, nauczcie się w końcu. Nie ma czegoś takiego jak „metaamfetamina”. Jest metamfetamina.

  • Dodaj komentarz