książki

Oto krew moja

Oto krew moja, Marek Kędzierski,Fabryka Słów

Fabryka słów O Boże… To wyjątkowo adekwatny komentarz do tej powieści. Dawno nie miałam aż tak mieszanych uczuć po lekturze. Zaczyna się super obiecująco, sprawnie prowadzona narracja zaciekawia i wciąga. Jesteśmy we Wrocławiu, przedstawiciel Kościoła szuka ochrony dla tajemniczej kurierki. Pewien bardzo ważny przedmiot musi być dowieziony do Watykanu. Kurierem jestem Joanna Wolińska, ochrania ją Andrzej Sznajder, twardziel z bogatą przeszłością – eks żołnierz najemny. Zna techniki walki i umie wychodzić cało z każdej opresji.

Myślę sobie – no, fajnie napisane, coś w rodzaju „Kodu Leonarda”. Ale to koniec zachwytów, bo akcja rozwija się nieoczekiwanie w stronę mocno paranormalną. Wieziony amulet okazuje się mieć wielką moc i część tej mocy spływa na Joannę, która dzięki temu może np. uzdrawiać śmiertelnie chorych, przewidywać przyszłość, zmieniać pracę urządzeń elektronicznych… No błagam! Ale powiedzmy, że to taka konwencja, zwłaszcza że pojawia się też postać Złego, który wydaje się być samym Diabłem – jest szefem wielkiej korporacji w Nowym Yorku, a poza tym potrafi dotknięciem zmieniać grzeczne dzieci w paskudne łobuzy. Czary-mary. Pogodziłam się i z tym, ale dobiła mnie przemiana Sznajdera, który pod wpływem dobrej Joanny z każdym przejechanym kilometrem łagodnieje, szlachetnieje, wreszcie zakochuje się (ale do żadnego seksu nie dochodzi oczywiście). A Joanna się cieszy, że pod jego grubą skórą bije w gruncie rzeczy dobre serce. I jeszcze coś, co irytowało – zawsze gdy sytuacja wydawała się bez wyjścia nagle pojawiał się jakiś kolejny przyjaciel Andrzeja, który akurat przewidział, że przyda się jego pomoc. Niby każdy z tych przypadków był logicznie uzasadniony, ale cholernie nieprawdopodobny. Przypominało to prosty scenariusz do bardzo prostej gry komputerowej, którego bohater miał przynajmniej 7 żyć.

 

Kategorie
książki

Dodaj komentarz