Albatros
książki

Mroczna Wieża #1: Roland

Nazwisko Stephena Kinga wciąż pozostaje jednym z najjaśniej błyszczących na panteonie współczesnej literatury. I choć dla większości jest ono synonimem grozy i horroru, to on sam uważa, że dziełem jego życia jest cykl „Mroczna Wieża”. Wraz ze wznowieniami wydawnictwa Albatros, warto skonfrontować tę opinię.

Świat po zagładzie. Ludzka cywilizacja cofnęła się w rozwoju, uwsteczniając się do poziomu prymitywnych plemion, względnie niewielkich zgrupowań osiedlonych wokół niewielkich osad wzorem z Dzikiego Westernu. To świat, w którym istnieje magia, zagrożenie stanowią demony, wiedźmy, czarnoksiężnicy, ale także mutanci, potwory i zdziczali ludzie. Tu właśnie wędruje tajemniczy mężczyzna, ostatni z dumnego klanu rewolwerowców, Roland. Jego marzeniem jest dotarcie do Mrocznej Wieży, tajemniczego miejsca stojącego w centrum świata. A może światów? Wędrówka jest nad wyraz niebezpieczna, a za spełnianie marzeń trzeba czasem bardzo dużo zapłacić.

Całymi latami wzbraniałem się przed owym cyklem. Nie należę do fanatycznych wyznawców prozy Kinga i chociaż posiadam i przeczytałem wszystkie jego utwory, uważam, że obok arcydzieł zdarzały mu się również rzeczy słabe, co najwyżej świetnie napisane. Świata Mrocznej Wieży i fantasy w kingowskim wydaniu liznąłem poprzez „Oczy smoka” i powieści napisane do spółki z Peterem Straubem i doszedłem do wniosku, że cykl ów będzie ostatnim na mojej liście „do przeczytania” pod inicjałami SK. Wyszło idealnie, bowiem okazuje się, że zapewniłem sobie idealne zwieńczenie, ukoronowanie twórczości autora „Lśnienia”, a „Roland” niemalże rzucił mnie na kolana. Nie wiem, czy to zasługa wznowienia, poprawionego i rozszerzonego przez pisarza, czy faktu, że do pewnych książek trzeba dojrzeć. Może wystarczyło wyjście z getta horroru. Ważne jest to, że pierwszy tom zbliża się niebezpiecznie do poziomu arcydzieła.

King mówi o Mrocznej Wieży jako skrzyżowaniu prozy Tolkiena ze światem ze spaghetti westernów. I o ile porównania do tego pierwszego w tym tomie są jeszcze niezbyt wyraźne, to już motywy z filmów Sergio Leone uderzają pełną mocą. Ponieważ zawsze podkreślam swoje uwielbienie do tych obrazów, nic dziwnego, że dałem się całkowicie porwać tej niezwykłej historii, która prezentuje absolutnie ponury i wyzuty z człowieczeństwa świat po zagładzie. Pobrzmiewają tu echa horroru, widać wyraźnie skąd czerpali twórcy „Fallouta”, ciągle się zastanawiam nad podobieństwami do genialnej „Imajici” Clive’a Barkera. Absolutnie wyjątkowy świat, w który czytelnik wpada już od pierwszej tragedii w miasteczku, a potem tylko brnie dalej, z nadzieją, że wkrótce, czy może wreszcie, odnajdzie promień światła w tym smutnym świecie. Nie udałoby się to żadnemu innemu autorowi, ale o tym, jak wiarygodne i przejmujące postacie tworzy King wspominać nie trzeba, efekt więc jest oczywisty.

Nowe, twardookładkowe wydanie zostało dodatkowo wzbogacone o obszerne opowiadanie „Siostrzyczki z Elurii”, które polscy czytelnicy mogli znaleźć w antologii „Wszystko jest względne”. Przyznaję, że wówczas je ominąłem i tym samym znów zrobiłem sobie prezent, bowiem doskonale wkomponowuje się ono w pierwszy tom Mroczna Wieża, jednocześnie przenosząc czytelnika w rejony grozy i horroru bardziej typowego dla Kinga. Z „Rolandem” trzeba się zapoznać, a jeśli kupić, to właśnie to wydanie.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz