Rebis
książki

Moriarty

Powieść podpierająca się legendą Sherlocka Holmesa, w której słynny detektyw praktycznie się nie pojawia? Do tego biorąca tytuł od nazwiska arcywroga Holmesa, ale już na pierwszych stronach ujawniająca, że jest on już tylko i wyłącznie stygnącym trupem? To właśnie „Moriarty” Anthony’ego Horowitza – druga książka tego autora nawiązująca do detektywistycznego kanonu Sir Arthura Conan Doyle’a.

Cała historia zaczyna się nieopodal słynnego wodospadu Reichenbach, gdzie to Holmes i Moriarty stoczyli właśnie swoją ostateczną walkę. Holmes znika w morderczej toni, a ciało jego przeciwnika udaje się wydobyć. Badają je wspólnie amerykański pracownik Agencji Pinkertona i Brytyjczyk pracujący dla Scotland Yardu, odnajdując w ubraniu pewien tajemniczy liścik – niby nic nie znaczący, będący tylko krótkim fragmentem jednej z powszechnie znanych historii, jakie przez lata spisywał i publikował doktor Watson, ale być może niosący jakieś zaszyfrowane przesłanie. Pinkertończyk sugeruje, że stanowi on część korespondencji z niejakim Clarence’em Devereux – największym amerykańskim przestępcą, któremu po sponiewieraniu Stanów Zjednoczonych zamarzyło się podbicie Europy. A przecież wspólnie z Moriartym Devereux faktycznie mógłby stworzyć niepokonany międzykontynentalny zbrodniczy duet. Zwłaszcza teraz, gdy po Holmesie zaginął wszelki ślad.

 

Horowitz na pewno ma talent do mieszania w uniwersum stworzonym przez Conan Doyle’a: wydobywa zapomniane postaci z trzeciego albo czwartego planu i robi z nich głównych bohaterów; nieco pogardliwie odnosi się do pisaniny Watsona, zarzucając jego słynnym opowieściom przeróżne nielogiczności i przekłamywanie rzeczywistych wydarzeń, co jego bohaterowie muszą teraz prostować; przy każdej okazji próbuje też napisać coś, co pod różnymi względami przebija dawne historie o Watsonie i Holmesie: w „Domu Jedwabnym” opowiadał o najbardziej kontrowersyjnej sprawie słynnego detektywa (chodziło o zdemaskowanie siatki przestępców zajmujących się seksualnym wykorzystywaniem dzieci), a teraz opowiada o najbardziej bezwzględnym mordercy, jaki kiedykolwiek zawitał do Londynu. Niby nic w tym złego, ale ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu żeby Horowitz tworzył po prostu kolejne, „nieznane dotąd” odcinki przygód Holmesa i Watsona, a nie na siłę wstrząsał światem, który znam i kocham. Wolałbym żeby zamiast doszukiwać się nieprawdopodobieństw u Conan Doyle’a, sam zadbał o stworzenie własnej fabuły, która nie tylko będzie olśniewała kolejnymi zwrotami akcji, ale też zaimponuje logiczną spójnością zarówno w obrębie postaci, jak i całej opowiadanej historii – a tego niestety w „Moriartym” brakuje. Bohaterowie Horowitza zbyt często rzucają niedbałe zdania, których nikt nie podważa, a sztukę dedukcji zbyt często zastępuje u nich zwykłe zgadywanie (co akurat zauważają w końcu nawet oni sami, zbywając to śmiechem).

 

Owszem, powieść Horowitza wciąga i kilkakrotnie naprawdę porządnie zaskakuje (choć Wielki Finałowy Twist wydaje się być jednak lekkim oszustwem ze strony autora), ale też momentami denerwuje i w porównaniu do dzieł Conan Doyle’a wypada cokolwiek blado. Co oczywiście nie znaczy, że nie macie jej przeczytać…

Kategorie
książki
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz