książki

Maszyna – antologia horroru industrialnego [recenzja]

„Maszyna – antologia horroru industrialnego” okazuje się być zbiorem naprawdę interesującym, któremu udało się uchronić przed najczęstszym grzechem wszelkich antologii:  byciu zbieraniną tekstów znakomitych, średnich i totalnych gniotów. Tutaj mamy w dużej mierze opowiadania co najmniej średnie i dobre. Ale pojawiają się i perełki, a wśród nich najlepsze opowiadanie minionego roku w  swoim gatunku. A to już wystarczający powód, by po „Maszynę” sięgnąć.

Niewątpliwie już okładkowe nazwiska przyciągają uwagę i każdy, kto orientuje się w polskim horrorowym światku, będzie z grubsza wiedział, czego się spodziewać.

Co ważne – a o czym już na wstępie wspomniałem – brak tu tekstów zupełnie słabych, których pojawienie się w antologii tłumaczyć można tylko chęcią zwiększenia objętości – jak to w  antologiach bywa. „Maszyna” – jako całość – trzyma poziom najmniej przyzwoity, a kilka tekstów z całą pewnością zasługuje na wyróżnienie.

Jak słusznie zauważa we Wstępie Wojciech Gunia: „Maszyna, choć nie ma swojej własnej woli, poprzez siłę i bezwład nie do końca podłego też woli człowieka, który wprawia ją w ruch

I to właśnie ma budzić w odbiorcy, w obserwatorze – a wreszcie i w czytelniku zawartych w tomie opowiadań – ten poznawczy dysonans, kiedy to, co martwe, co jest nieożywioną materią zdaje się na naszych oczach ożywać, wprawiać się w ruch, a jednocześnie często okazuje się silniejsze, potężniejsze od człowieka – twórcy, operatora, współistniejącego.

Autorzy opowiadań podeszli do tematu różnorako, co z pewnością można poczytać antologii na plus. Niejednokrotnie maszyna – jako taka – sama w sobie jest tylko narzędziem, wykorzystywanym zbrodniczo przez człowieka ( jak u Karbowskiego), ale  – co ciekawe – swoisty podświadomy dyskomfort emocjonalny – a co za tym idzie najwyższą ocenę pod względem jakości tekstów – uzyskują w moich oczach te opowiadania, gdzie maszyny są po prostu częścią coraz mocniej stechnicyzowanego, a co za tym idzie wyobcowanego, świata. Maszyny nie są w tych historiach złem samym w sobie. Nie prowadzą do zbrodni, nie są w tym celu użyte, ale stanowią swoiste tło, podkreślające maleńkość człowieka w zestawieniu z nieznanym, niezrozumiałym zbiorem mechanizmów sterujących światem. Opierającym się bezsprzecznie na mechanice, jako przeciwwadze dla naturalizmu, dla natury, której prawa maszyny łamią, pomagają pokonywać, lub im zaprzeczać.

Tak właśnie jest w opowiadaniu wspomnianego już autora wstępu – Wojciecha Guni. Jego mistrzowskie operowanie językiem opowieści i umiejętność tworzenia dusznej atmosfery izolacji, wyobcowania i nieuchronności, z jaką zderza się jednostka ludzka sprawia, że samo miasto pokazane w „Wieży milczenia” staje się katalizatorem naszego podświadomego lęku wynikającego z nieumiejętności wytłumaczenia, odnalezienia sensu w beznadziejnej, stagnacyjnej sytuacji bohaterów.

U Karbowskiego w „Zerowej grawitacji” mamy interesującą opowieść okraszoną elementami makabry. Może nieco dałoby by się „wygładzić” filozoficzne wywody, może warto by mocniej wpleść je w fabułę, by nie odcinały się tak mocno i naturalniej wynikały z wzajemnych relacji bohaterów, jednak nie zmienia to faktu, że całość opowiadania wyszła całkiem zgrabnie i potrafi skupić uwagę czytelnika.

Oniryczna „Cela z widokiem na zdrowie” Marka Zychli to kolejny przykład mocnych punktów „Maszyny”. Fantasmagoryczne, nieoczywiste wizje stały się już niewątpliwie znakiem rozpoznawczym autora, a to w połączeniu ze znakomitym opanowaniem literackiego warsztatu i mocno poetyckim stylem pisania zawsze sprawiają duże wrażenie. Jednak nieodzownie pozostają w kręgu opowiadań nie dla każdego, bowiem specyfika prozy Zychli czyni go nieco hermetycznym i sprawia, że nie trafi do każdego.

Jednak z całą pewnością najlepszym opowiadaniem w zbiorze – pod względem konstrukcji fabularnej, nakreślonego tła i wykreowanego tym samym klimatu niepokoju jest opowiadanie „Sex, drugs & industrial”. Mroczne, niespokojne, brudne realia uprzemysłowionych dzielnic Londynu, gdzie wszystko pokrywa fabryczna sadza, dodatkowo przesycone psychodelicznymi dźwiękami szukających swojej muzycznej tożsamości lat 80-tych czyni opowieść znakomitą wycieczką w odmęty szaleństwa. Wspomniana dekada to jedne z bardziej interesujących muzycznie czasów, gdzie wiele gatunków zdawało się powolnie wymierać, a na ich drżących, jeszcze ciepłych truchłach tworzyły się nowe, często niezwykle kuriozalne, dźwiękowe eksperymenty. W takiej atmosferze opowieść o dwóch mocno nietypowych „łowcach dźwięków”, umiejętnie spleciona z autentyczną historią ( niedoszłej) ofiary pewnej obłąkańczej pary morderców, jaka zaszokowała swego czasu nie tylko Anglię, okazuje się zdecydowanie nie tylko najmroczniejszą, ale też najlepiej napisaną historią w całej antologii. Zdecydowanie opowiadanie Agnieszki Biskup jest najlepszym przykładem, jak powinna wyglądać dobrze napisana groza. Nie tylko tematyczne dopasowanie do industrialnej konwencji zasługuje tu na brawa. Tak samo przesycenie muzyką, duszną atmosferą wykorzystanej scenerii i swoistym emocjonalnym fatalizmem lat 80-tych sprawia, że cała opowieść  jest doskonała w formie i treści. Bardzo dobry twist końcowy tylko umacnia mnie w przekonaniu, że to najlepsze opowiadanie grozy zeszłego roku. I tym bardziej zaskakuje fakt, że to dla Biskup debiut prozatorski, którym niewątpliwie wybija się ponad przeciętność często będąca przypadłością polskiej grozy.

I – co tu dużo mówić – opowiadanie to mocno podnosi poprzeczkę dla innych autorów antologii, jednak niezgorzej radzą sobie Piotr Ferens w  klimatycznej i niepokojącej „Industrii” czy Dagmara Adwentowska w „Szkiełku w oku”.  Różne spojrzenia na maszynę, na industrial, ale podane w ciekawej formie i umiejętnie napisane.

Antologię wieńczy „Kwern” Kornela Mikołajczyka. Autor nie ukrywa swojej fascynacji twórczością Philipa K. Dicka i z całą pewnością jest to w jego prozie fascynacja wyczuwalna. Już w zamieszczonej w antologii „Hardboiled” –  „Chińskiej podróbce”, autor daje upust swoim dickowskim zapędom. W „Maszynie” nadal zmierza w tym kierunku, jednak mocno skręcając w duszną atmosferę grozy. I jeśli z początku opowiadanie Mikołajczyka zdawać się może bardziej gatunkowym hard SF, to w dalszej części opowiadania z całą pewnością otrzymujemy rasowy horror.

Podsumowując, „ Maszyna – antologia horroru industrialnego” z całą pewnością jest jedną z ciekawszych pozycji (jeśli chodzi o zbiory opowiadań), jakie mogliśmy przeczytać w minionym roku. Mimo zróżnicowanego podejścia do tematu przewodniego, mimo różnej konwencji (a może dzięki temu) dostajemy antologię która z pewnością powinna znaleźć się na półce miłośnika horroru. Znajomość co najmniej kilku opowiadań z tej książki wydaje mi się obowiązkowa dla tych, którzy śledzą literacki horror w Polsce.

Różni autorzy. Maszyna - antologia horroru industrialnego. Wydawnictwo Dom Horroru 2017
8
Różni autorzy. Maszyna - antologia horroru industrialnego. Wydawnictwo Dom Horroru 2017
Kategorie
książki
Mariusz Wojteczek

R rocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Prowadzi blog Co przeczytać? - subiektywny blog literacki. Regularnie pisuje recenzje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologii „Słowiańskie koszmary”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W styczniu 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Mieszka z dwoma kotami i jest mu z tym dobrze.

Dodaj komentarz