Sonia Draga
książki

Łańcuch Zdarzeń – rzecz o końcu świata [recenzja]

„Łańcuch Zdarzeń” to wzbogacony elementami katastroficznymi i science fiction doskonały thriller, a przy tym pierwsza książka w dorobku szwedzkiego autora scenariuszy filmowych, Frederika T. Olssona.

Okładkowy blurb informuje nas, że prawa do filmowej ekranizacji zakupione zostały już przez Warner Bros, a sama książka ma ukazać się w dwudziestu pięciu krajach. Osiągnięcie jak na debiutancką powieść istotnie niebywałe, ale czy rzeczywiście cały ten szum jest uzasadniony?

[quote align=’right’]Przez większą część historii będziemy poruszali się po omacku wraz z bohaterami, próbując dopasować do siebie poszczególne elementy układanki.

Początek jest raczej enigmatyczny. Głównego bohatera, Williama Sandberga, poznajemy w momencie kiedy trafia do szpitala po nieudanej próbie samobójczej. Były kryptolog wojskowy przegrał to, co miał w życiu do przegrania – a przynamniej tak mu się do tego momentu wydaje, bo wkrótce sprawy przybiorą dla niego jeszcze gorszy obrót. Kilka godzin później William zostaje porwany przez tajemniczą organizację i zmuszony do współpracy przy rozszyfrowaniu zestawów zagadkowych kodów. W tym samym czasie, na świecie zaczyna rozprzestrzeniać się epidemia wyjątkowo paskudnego wirusa i wszystko wskazuje na to, że oba te wydarzenia są ze sobą w jakiś sposób powiązane.

Jak widać, ogólny rys fabuły nie przedstawia się nader oryginalnie – wygląda to nieco jak „Kod Leonarda da Vinci” zaadaptowany do nowego settingu. Szczęśliwie jednak, im dalej w szczegóły, tym lepiej. Olsson postanowił bowiem zaproponować czytelnikom zabawę pod tytułem „o co tutaj chodzi?” i zrealizował swój pomysł nader konsekwentnie.

Przez większą część historii będziemy więc poruszali się po omacku wraz z bohaterami, próbując dopasować do siebie poszczególne elementy układanki. I to właśnie możliwość wysnuwania własnych wniosków i konfrontowania ich z pomysłami autora  stanowi największą siłę  „Łańcucha Zdarzeń. A te, nie wchodząc w szczegóły, są momentami przerażające, momentami wzruszające – nieodmiennie jednak potrafiące wywołać wypieki na twarzy.

Mimo, że „Łańcuch zdarzeń” jest debiutem powieściowym Olssona, doświadczenie autora w pisaniu scenariuszy czuć na wskroś. Rozdziały są odpowiednio krótkie, naprzemiennie przedstawiające wydarzenia z perspektywy różnych postaci i praktycznie zawsze zakończone zostawiającymi czytelnika w niepewności cliffhangerami. Jak to się czyta? Po prostu znakomicie – Olsson umiejętnie spowalnia i przyspiesza narrację, myli tropy i dawkuje kluczowe dla historii informacje na tyle oszczędnie, że od lektury momentami nie sposób się oderwać.

Bardzo dobrze rozpisani są również bohaterowie. Niezależnie od tego, czy śledzimy wydarzenia oczami zniechęconego do życia kryptologa, desperacko poszukującej byłego męża pani redaktor, czy dowodzącego tajną organizacją oficera –  każde z nich ma swój pogląd na dziejące się wydarzenia i po prostu czuć, że oddycha, żyje i ewoluuje na kartach powieści, zmierzając do określonego celu.

„Łańcuch Zdarzeń” wychodzi obronną ręką z tych miejsc, w których mógł łatwo polec. Jest oryginalny i nieprzewidywalny wystarczająco, by utrzymać czytelnika w ciągłej niepewności, nie popadając przy tym w śmieszność. Olsson miał tę książkę przemyślaną od początku do końca – a kilka ostatnich zdań potrafi wręcz pozostawić czytelnika w emocjonalnej rozsypce. Tak powinno się pisać thrillery. Wyjątkowo satysfakcjonująca lektura.

Kategorie
książki
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz