książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#7) męski punkt widzenia

Przed nami kolejna porcja recenzji książek, w tym pozycje takich gigantów literatury jak Neil Gaiman i Howard Philips Lovecraft.

„Mitologia Nordycka” Neil Gaiman, Mag 2017   
Właśnie na ekranach telewizorów ma swoją premierę serial oparty na „Amerykańskich Bogach” Neila Gaimana. Kto zna ową książkę, wie, że trudno sobie wyobrazić lepszą osobę, która miałaby opowiedzieć na nowo mity nordyckie, tak bogate i inspirujące, z jednej strony powszechnie znane, bo przenikające popkulturę od lat choćby za sprawą ich przetworzenia w dziełach Johna Reula Rolanda Tolkiena czy Clive’a Staples’a Levisa. Z drugiej zaś całkowicie przeinaczone i zapomniane. Tajemnicze, piękne i ponure. Czyli idealne, by opowiedział je autor „Nigdziebądź”. I zrobił to idealnie opierając się na dwóch wersjach islandzkiej „Eddy”, wcielając się przy tym w sędziwego skalda, który snuje opowieści dzieciom przy ognisku. Wyjaśnia im, jak powstał świat, jacy bogowie nim rządzili i jak odeszli wraz z Ragnarokiem, zmierzchem ich świata. W tym momencie też następuje z jednej strony największe zaskoczenie, z drugiej największy zgrzyt owej książki. Gaiman bowiem przedstawił historie Odyna, Thora, Lokiego i innych bogów Asgaardu w możliwie jak najwierniejszej wersji, więc dla tych, którzy niektóre z mitów (utrata oka Odyna, wybryki Lokiego) znali wcześniej, niespodzianek tu wielu nie będzie (poza szczyptą gaimanowskiego humoru). Ci zaś, którzy sięgną po książkę licząc, że Gaiman rozprawi się tym razem z nordyckimi mitami tak, jak to wcześniej zrobił z innymi wierzeniami we wspomnianych „Amerykańskich Bogach”, ucierając przy okazji nosa Jakubowi Ćwiekowi, srodze się zawiedzie. To niezwykła, choć bardzo krótka w gruncie rzeczy książka, którą można postawić śmiało na półce obok „Mitologii greckiej” Jana Parandowskiego, albo jeszcze lepiej przy „Synu latającej czarownicy” Annuka i Samuli Aikko prezentujące baśnie lapońskie. Gaiman bowiem złożył hołd niesamowitym mitom, starając się ocalić je od zapomnienia, odpuszczając sobie wszelkie popkulturowe zabawy. Z tą świadomością należy sięgać po tę książkę.

„Bycie w śmierci. Athantopia” Mikołaj Marcela, Pascal 2017
Namnożyło się ostatnimi czasy polskich autorów piszących o zombie, trzeba przyznać to otwarcie. Fakt ten cieszy mnie niezmiernie, wywołuje to bowiem zdrową konkurencję, a to może prowadzić tylko do jednego – podniesienia poziomu literatury. I tu następuje niespodzianka, bowiem spośród wszystkich autorów zajmujących się tym tematem w dziedzinie literatury grozy (nie wymienię ich z wiadomej przyczyny), Mikołaj Marcela odstaje najbardziej i to nawet nie w kwestii poziomu, co samego podejścia do zagadnienia. Już w pierwszej swojej książce: „Niemartwi. Ciała wasze jak chleb” prezentował swoją wizję żywych trupów tak dalece odległą od konwencji, że pozostawił wielu czytelników w poczuciu głębokiej konsternacji. W swojej najnowszej powieści, będącej w zasadzie spin-offem cyklu, idzie jeszcze dalej. Całość skupia się wokół Tomasza Kellera i jego przemyśleń na temat zagłady świata, jakiej byliśmy świadkami w pierwszym tomie. Zombie są tu jedynie tłem, i to dosłownie, nie jak to zwykle bywa w powieściach z tej odmiany gatunkowej, gdzie niby żywe trupy mają być tylko pretekstem do odizolowania ludzi, a później i tak dochodzi do krwawych ataków. Marcela nie dystansuje się do tej poetyki, ale w swojej najnowszej powieści odkłada ją na bok, na pierwszy plan wysuwając emocje i przemyślenia, koncentrując się na ludziach i ich zachowaniach. Niby też nic nowego, ale sposób w jaki to robi jest dalece oryginalny, śmiem twierdzić nawet na skalę światową. Wyraźnie górę wzięły tu naukowe doświadczenia autora, który rezygnując z klasycznej akcji (ba, nawet dialogów) skupił się na opowieści bliskiej wykładowi, ale jakże niezwykle pasjonującemu, jakże dającemu do myślenia! Znamienne również, że o ile w przypadku „Niemartwych” czasem na karty powieści wkradał się lekki chaos, a przez pierwsze kilkadziesiąt stron trzeba było przebrnąć z zaciśniętymi zębami zanim odkryło się wszystkie karty rozdane przez twórcę i na dobre weszło w świat przedstawiony, to w przypadku „Bycia w śmierci” panuje nad wszystkim niepodzielnie i perfekcyjnie. Bardzo dobra, niebanalna książka dla wymagającego czytelnika.

„Sprawa generała” Antoni Lager, Warbook 2017
Wydawnictwo Warbook serwuje tymczasem kolejną powieść, która trafi w gusta tych, którzy wiedzą czego po lekturach z tej stajni się spodziewać. Upominam na wypadek, gdyby zaplątał się tu ktoś, kto oczekuje, że otrzyma powieść wierną historycznym realiom, co więcej, doskonale oddającą rzeczywistość. Urok propozycji serwowanych w Warbook’u tkwi właśnie w tym, że opierając się na historyczno-militarnych informacjach pisarze tworzą intrygujące opowieści sensacyjno-wojenne, jednak zawsze ujęte w swoisty nawias. Należy o tym pamiętać sięgając również po najnowszą powieść Antoniego Lagera: „Sprawa generała”. Fabuła zaczyna się jak w przyzwoitym thrillerze: Zbigniew Sieradzki, uwielbiany przez wszystkich generał dywizji zostaje zamordowany we własnym domu. Szybko okazuje się, że nie był to napad rabunkowy, a ofiara uprzednio została poddana brutalnym torturom. Ktoś stara się zatuszować sprawę, ale prowadzący śledztwo policyjny weteran i młoda oficer kontrwywiadu nie ustępują, odkrywając tym samym wielki spisek.
Trzeba to powiedzieć wprost – Lager wie, jak napisać wciągające political-fiction (choć z drugiej strony niebagatelna rola ugrupowań nacjonalistycznych w tajnym funkcjonowaniu państwa nie jest już taka „fiction”) i bardzo dobrze korzysta z tej wiedzy. Umiejętnie plącze wątki, ciekawie kreśli postacie, niebanalnie prowadzi akcję. Dla miłośników teorii spiskowych i historii alternatywnych rzecz warta uwagi. Jedna z najlepszych propozycji od Warbooka.

„Widowisko” Piotr Langenfeld, Warbook 2017
Twórczość Piotra Langenfelda ma tyleż samo sympatyków, co i przeciwników, do czego przyczyniła się jego flagowa seria „Czerwona ofensywa”. Jednak czytelników oczekujących znów wielkich batalii ciągnących się przez całą powieść muszę uprzedzić. Autor postanowił tym razem sprawdzić się na gruncie sensacyjno-kryminalnym i z poprzednimi książkami najnowszą łączy w zasadzie tylko zakończenie. Ale o tym nieco później. Skoncentrujmy się na fabule, która obowiązkowo, jak na kryminał przystało, koncentruje się wokół morderstwa i to wyjątkowo brutalnego, bowiem ofiarą pada cała rodzina kolekcjonera artefaktów (!) historycznych. Zajmujący się sprawą młody policjant Adam Thomal ma być tylko przykrywką dla specjalistów, którzy sami poprowadzą dochodzenie. Ambitny młodzieniec ma jednak inne plany. Odkrywa (oczywiście!) wielki spisek dotyczący… nie powiem czego, ale okładka już nieco zdradza.
Langenfeld ma niebanalną wyobraźnię, czasem jednak trudno mu uporządkować wszystkie pomysły, które wylewają się na papier. Podobnie jest też tutaj, gdzie momentami dzieje się tak dużo, że wręcz można poczuć się jak na rubieżach chaosu. Do tego dochodzi jeszcze antypatyczny bohater – lekkoduch i bawidamek, którego trudno jest polubić i szczerze mu kibicować. Intryga też wielkiego szoku nie wywołuje, ot, typowy średniak sensacyjno-kryminalny. Na szczęście na koniec autor po swojemu wykonuje woltę, niewielką, ale wystarczającą, by jak w finale „Czerwonej ofensywy” wlać trochę nadziei w serca, błysnąć talentem i podnieść trochę ocenę książki.

„W górach szaleństwa” H. P. Lovecraft, Zysk i S-ka 2017
Gdy przypomnę sobie jeszcze jak wielkim problemem było zdobycie jakichkolwiek tekstów Lovecrafta jeszcze piętnaście lat temu, cieszę się z dobrobytu, jakim mogą się cieszyć czytelnicy w dniu dzisiejszym. Cieszę i martwię jednocześnie, bo prawda jest taka, że na niewątpliwej popularności Samotnika z Providence zarobić stara się każdy, nie zawsze przykładając się do tego z należytą starannością. Tak czy inaczej, wydawnictwu Zysk i S-ka należą się brawa za to, że od lat pieczołowicie dbają, by raz na jakiś czas polski czytelnik otrzymał zbiór tekstów, teoretycznie starannie wyselekcjonowanych. Tak było w przypadku serii Kameleon wspomniane piętnaście lat temu, tak było w Klasyce Opowieści Grozy kilka lat później. I dziś do jednego zbioru, ozdobionego intrygującą okładką trafiły właśnie wybrane stamtąd opowiadania. Nad wyborem nie ma co dyskutować, trafiły tu absolutne klasyki: „Zew Cthulhu”, „Muzyka Ericha Zanna”, „Szczury w murach”, „Szepczący w ciemności”, „Widmo nad Innsmouth”, „Kolor z Przestworzy”, „Przypadek Charlesa Dextera Warda”, czy tytułowe „W górach szaleństwa” (dziwi więc brak sztandarowej „Zgrozy w Dunwich”), dorzucono kilka bardziej i mniej udanych utworów. Teksty umieszczono jednak dość chaotycznie, jakość podnosząc twardą oprawą. Lektura klasyka takiego jak Lovecraft zawsze dostarcza niezapomnianych przeżyć, ale trzeba jasno powiedzieć, że po absolutnie mistrzowskim wydaniu tekstów H.P.L-a przez Vesper w nagrodzonym tłumaczeniu Macieja Płazy trudno zrobić coś na podobnym poziomie. I rozumiem, że Zysk i S-ka próbuje, podobnie jak Biblioteka C&T. Ale po prostu pewnej poprzeczki przeskoczyć się nie da.

Kategorie
książki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.
Komentarz
  • Anonim
    5 maja 2017 at 12:54
    Skomentuj

    A nie powinien odcinek nosić już numer #8? 🙂

  • Dodaj komentarz