książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#6) Nowości SQN

Wydawnictwo Sine Qua Non coraz sprawniej poczyna sobie na rynku literatury fantasy, czego dowodem są najnowsze powieści Jacka Łukawskiego czy Kena Liu. Nie zapomina jednak i o swoich korzeniach – książkach podróżniczych i biografiach. Te ostatnie pomijamy tym razem – oto nowości z SQN.

„Grom i szkwał” Jacek Łukawski, SQN 2017

Jacek Łukawski pierwszym tomem Kraina Martwej Ziemi udowodnił, że jeszcze nie wszystkie karty z talii „Asy polskiej fantastyki” zostały rozdane. Nic więc dziwnego, że kując żelazo póki gorące zmobilizował się i ledwie rok po premierze „Krew i stal” oddał w ręce czytelników tom drugi.
Jak to zwykle bywa w tego typu literaturze, szczęście spotykające bohaterów ma specyficzne poczucie humoru i mimo zwycięskiej wyprawy Arthorn znów wpada w poważne tarapaty – musi powrócić na Martwicę, ale bez przygotowania i drużyny. Polityczno-wojenna intryga rozkręca się wraz z knowaniami lorda Aurissa i Garharda, a jedyną nadzieją na załagodzenie konfliktu jest odnalezienie księżniczki Azure. Zadanie to przypada oczywiście Arthornowi, ale Łukawski już poprzednim razem udowodnił, że jego fantasy nie jest tak oczywiste, jak się może zdawać na początku.
To, co wyróżnia twórczość autora od armii epigonów Tolkiena i Howarda, to wierność w przedstawianiu realiów średniowiecznych i misterne konstruowanie pełnokrwistych postaci. Ktoś powie, że to samo robi Joe Abercrombie czy jeszcze lepiej Cameron Miles. Ktoś dorzuci Andrzeja Sapkowskiego, jako reprezentanta inkrustowania treści słowiańskimi motywami. A jednak Łukawski czerpiąc z bogatego we wzorce źródła tworzy nową jakość, jego świat imponuje rozmachem, ale też zachwyca złożonością – każdy detal ma tu swoje miejsce, każde zdarzenie jest uzasadnione. Przede wszystkim zaś, autor znakomicie bawi się schematami i toposami, niczym wirtuoz, który odgrywając nowe melodie wplata motywy świadczące o swoim rodowodzie. „Grom i szkwał” można więc odbierać na wiele sposobów – zarówno jako wyśmienitą, pełną przygód opowieść, alegorię politycznych działań ludzi w historii świata, manifest ekologiczno-słowiański, czy po prostu doskonałą potrawę, w której smakosze odnajdą sekretne smaki ukryte przez szefa kuchni. W każdej postaci powieść sprawdza się znakomicie.

„Ściana Burz” Ken Liu, SQN 2017

Niewątpliwie najbardziej oczekiwaną premierą w wydawnictwie SQN był dla mnie drugi tom silkpunkowej serii autorstwa Ken Liu. Pierwszy, znakomity – „Królowie Dary” nie pozostawiał obojętnym, znakomicie wprowadzając czytelnika do tej niezwykłej formy fantastyki naukowej, wchłaniał całkowicie nierozważnego odbiorcę, który odważył się zapuścić w rejony świata wykreowanego przez wyobraźnię autora. Oto alternatywny świat, w którym rozwój naukowy poszedł nieco inną drogą, skupiając się wokół staroazjatyckiej filozofii, natury i biomechaniki opartej jednak na zwierzęcych i roślinnych tworzywach. Sam świat stanowi jednak tylko tło dla intrygującej fabuły pełnej oryginalnych pomysłów i rozwiązań. W imperium pojawia się zagrożenie, któremu nie mogą sprostać ani ludzie, ani bogowie. Zza tytułowej ściany przybywa siła zdolna unicestwić całą Darę. Cesarz Ragin musi zrobić wszystko, by ocalić świat i swoich najbliższych.
Liu wie jak pisać epickie opowieści, dowodem na to są liczne nagrody i nominacje dla autora. Najważniejsze jednak jest to, że twórca stale próbuje się rozwijać i nie zaprzestaje na ogrywaniu sprawdzonych schematów. W kontynuacji swojej przełomowej powieści nie tylko wymyka się sztampie typowej dla gatunku, wyraźnie stara się przełamać ograniczenia, które sam sobie nałożył wcześniej. Wystarczy zwrócić uwagę na ilość kobiecych bohaterów w tym tomie, ich role i sposób kreowania. To nie tylko zadośćuczynienie tym, którzy mogli narzekać na marginalną rolę płci pięknej w pierwszym tomie. To całe spektrum doświadczeń i możliwości, z których autor skrzętnie korzysta tworząc jedną z najlepszych powieści fantasy, jakie ukazały się w tym roku. Wychwalaliśmy „Królowie Dary”… Zasłużenie. Ale „Ściana Burz” jest znacznie lepsza. Po prostu.

„Busem przez świat – Australia za 8 dolarów”, Karol Lewandowski, SQN 2017

Wspomnienia jednej z najbardziej oryginalnych wypraw podróżniczych kierowanych przez Karola Lewandowskiego to przykład, że jedynym ograniczeniem w spełnianiu naszych własnych marzeń jesteśmy właśnie my sami. Z nierealnego, zdawać by się mogło, pomysłu, udało się stworzyć markę, która pozwala rekrutować kolejnych podróżników i realizować kolejne wyprawy. Szkoda tylko, że tak długo trzeba było czekać na kolejną książkę z serii (trzy lata!). Cieszę się, że padło akurat na Australię, bo recenzując poprzedniczkę („Ameryka za 8 dolarów”) dywagowałem, że właśnie ta odsłona mogłaby być teraz najciekawsza.
Moim pragnieniom stało się zadość. Ten najpóźniej odkryty kontynent fascynuje mnie niezmiennie od lat, a opisana w książce Lewandowskiego podróż utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że nigdy tam nie pojadę. To kraj, gdzie przyroda nie daje szans człowiekowi, gdzie środowisko naturalne co rusz przypomina, że to my jesteśmy intruzami na świecie. Znamienne, że tu temperatury częstokroć są wyższe niż te w afrykańskich krajach okołorównikowych. I właśnie tu, gdzie większość kontynentu wciąż stanowią tereny dzikie, trafił Supertramp, zmodernizowany bus, którym Karol z ekipą zwiedził ponad 50 krajów.
Z jednej strony podczas lektury można poczuć się jak w domu, czy raczej jak w gronie starych znajomych, z drugiej, znów mamy drastyczne zmiany w ekipie (których nie śledząc bloga można nie wyłapywać). A przecież to właśnie ekipa, zaraz obok celu wyprawy, jest najważniejszym elementem składowym podróży. To dzięki niej rozgrywają się perypetie mogące posłużyć za kanwę przygodowego filmu. Potrzeba czegoś więcej poza polskimi turystami, krokodylami i samobójczymi kangurami?
No właśnie. Nie wiem, czy to zasługa pracy nad kolejnymi książkami i odsłonami bloga, czy też wymiana i pomoc redaktora, ale trzecią część podróży busem po świecie czyta się lżej niż poprzedniczki, a język i humor Lewandowskiego znacznie się wyrobiły. Oczywiście nie mamy tu do czynienia z poziomem gawędziarstwa Tony’ego Halika czy Wojciecha Cejrowskiego. To raczej zbeletryzowany dziennik. Wciąż przez opisywaną wyprawę przebija się obraz człowieka nienachalnego, potrafiącego zarażać swoją pasją, skromnego, ale zdeterminowanego by spełniać marzenia. Szacunek i podziw.

„Wojny alchemiczne: Powstanie” Ian Tregilis, SQN 2017

Druga część śmiało eksploruje tereny, których podwaliny stworzył poprzednik. Od wydarzeń przedstawionych w pierwszym tomie minęło ledwie kilka tygodni, a akcja nie zwalnia nawet na moment. Wojna Francji z Holandią trwa w najlepsze. Berenice, bohaterka Nowej Francji, była szpiegmistrzyni, została wygnana z ojczyzny, obecnie oczekuje na karę śmierci. Kapitan Hugo Longchamp ma za zadanie zmierzyć się ze zmobilizowaniem zmęczonych i niepokornych obrońców Zachodniej Marsylii przeciwko nadciągającemu atakowi armii mechanicznych. No i najważniejszy bohater – Jax – zbuntowany Klakier, odrodzony w płomieniach może wreszcie zacząć życie wolnej istoty. Okazuje się jednak, że wolność to brzemię, z którym trudno sobie poradzić, a cel, do którego dążył przez tyle czasu mija się z oczekiwaniami.
Ianowi Tregillisowi udała się ponownie ta sama sztuczka – w zmyślny sposób kwestionuje człowieczeństwo i pyta, co to właściwie znaczy być człowiekiem. W steam punkowym sosie mieszają się wątki religijne i kwestie moralne, a przy okazji funduje czytelnikowi pełną pary i metalowych śrubek akcję. Unika przy tym błędów poprzednika (dość kuriozalnych zachowań niektórych bohaterów), wpadając jednak momentami w koleiny przewidywalności. Ostatecznie jednak z całego starcia wychodzi zwycięsko, tak więc książkę możemy polecić spokojnie nie tylko fanom pierwszej odsłony serii, ale wszystkim miłośnikom alternatywnych historii i tej specyficznej odmiany fantastyki naukowej.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz