książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#18) – młodzieżowy Jaguar

Na koniec roku jeszcze szybki rzut okiem na to, co w ostatnich miesiącach wydarzyło się w młodzieżowym fantasy wydawanym przez Jaguara.

Niepowszedni #3 Obława. Autor: Justyna Drzewicka. Jaguar 2017. Ocena: 80%

Pierwsze dwie odsłony cyklu Niepowszedni to jedne z najciekawszych propozycji młodzieżowego fantasy i to nie tylko na polskim, dość ubogim w tym względzie, rynku. Nic dziwnego, że oczekiwania wobec trzeciego tomu były ogromne, szczególnie, że trudno w wąskich ramach gatunku stworzyć coś świeżego i odkrywczego. Justyna Drzewicka traktuje tę sprawę jednak niemal personalnie i dokłada wszelkich starań, by każda kolejna powieść prezentowała znakomity poziom. Nie inaczej jest tym razem. Oto główni bohaterowie postanawiają wziąć los w swoje ręce i tym razem to oni organizują tytułową obławę na Welesa i Izbora. Autorka nie ułatwia im jednak tej wyprawy. Kłopoty piętrzą się od początku. Sulmir łamie nogę, a Nila… no cóż, zdradzić nie wypada, ale faktem jest, że bardzo dużo zmienia się u naszych kochanych Niepowszednich. Do tego dochodzą jeszcze problemy z rodziną Dalko, mroźna zima, przeprawa przez góry (jedyny tak wyraźny ukłon w stronę standardów fantasy) i bardzo szybko okazuje się, że to najpoważniejszy i najbardziej zaskakujący tom serii. Widać, że autorka z jednej strony bardzo starannie stworzyła nowatorski i pomysłowy świat, z drugiej – czuć, że postacie zaczęły wreszcie żyć własnym życiem. Ich rysy psychologiczne, motywacje, dylematy nabrały wyraźnej głębi, a wraz z wydarzeniami finału jeszcze stosownych w tym świecie blizn. Inicjacja została zakończona. Tym bardziej szkoda byłoby gdyby to rzeczywiście było zakończenie trylogii. Szczęśliwie, znając prawa rynku – wierzę, że jeszcze o Niepowszednich usłyszymy.

Pocałunek zdrajcy. Autor: Erin Beaty. Jaguar 2017. Ocena: 60%

No właśnie, prawa rynku. Ten nie znosi próżni i bardzo szybko znalazła się książka, która zachwyci czytelniczki (bo nie ukrywajmy, że do nich jest kierowana) cyklu „Rywalki” i „Klejnotu”. Oto poznajemy Sage Fowler, osieroconą dziewczynę, która przygarnięta przez wujostwo próbuje odnaleźć się w nowym świecie. Kłopoty z adaptacją narastają, gdy przychodzi do zamążpójścia, a młoda dziewczyna robi wszystko, by tego uniknąć. Zniechęcając kolejnych kandydatów trafia do swatki. Tam, po pierwszej nieudanej rozmowie, otrzymuje propozycję, by samemu zostać swatką i wynajdywać innym potencjalnych małżonków. Dziewczyna szybko odnajduje się w nowej roli, a w międzyczasie pojawia się i wątek miłosny i… wojenny. Tak, powieść Erin Beaty zaskakuje, przede wszystkim odmiennym od utartego schematu podejściem do literatury młodzieżowej dla płci pięknej. Przede wszystkim duże brawa za główną bohaterkę – stosownie naiwną, ale nie głupią, a co najważniejsze – odpowiednio przedstawioną i psychologicznie (biorąc pod uwagę konwencję) wiarygodnie przedstawioną. Bardzo wiarygodnie wypada jej motanie się między postanowieniami, typowa dla jej wieku niekonsekwencja i słomiany zapał (jak choćby chęć nauki walki i szybkie zmęczenie i rezygnacja). Autorka nie musi przekonywać jaka jest postać – to widać i czuć. Podobnie jest z innymi osobami pojawiającymi się na kartach powieści. Widać, że Beaty nie chciała tylko przypodobać się młodym czytelniczkom, ale naprawdę opowiedzieć interesującą historię. Czy jej się to uda, zobaczymy w następnych tomach. Na razie jest ciekawie, choć ostrzegam, że mniej tu romansu, a więcej akcji.

Rycerze pożyczonego mroku. Autor: Dave Rudden. Jaguar 2017. Ocena: 75%

Są historie, które są tak dobre, że się nigdy nie nudzą. No bo ile razy już było o nastoletnich, osieroconych chłopcach, którym w życiu nie szło, szarość dnia codziennego dokuczała bardziej niż dorosłym, a przyszłość rysowała się w jeszcze ciemniejszych barwach, gdy nagle zjawiał się ktoś, kto odkrywał przed bohaterem zupełnie nowy, magiczny świat, w którym on, właśnie ten nieszczęśnik, ma szansę zostać prawdziwym herosem, albo kimś absolutnie wyjątkowym. Oczywiście przykładów jest całe mnóstwo, zaczynając choćby od Adasia Niezgódki a na Harrym Potterze bynajmniej nie kończąc. Dziś do tego typu postaci można dorzucić Danizena Hardwicka, trzynastolatka, który odkrywa tajemnicę tytułowych rycerzy, a czytelnik wraz z nim może eksplorować świat i poznawać sekret zagrażających ludzkości Cieni. I choć postać została skrojona na miarę znanego schematu „od zera do bohatera”, to nie sposób odmówić autorowi nieszablonowych umiejętności kreacji świata przedstawionego, gdzie w znakomitych proporcjach miesza się młodzieżowa groza z odpowiednio dostosowanym humorem. Imponują zapędy słowotwórcze (brawa dla tłumacza, ale cóż – to pani Dominika Repeczko!), rozmach i akcja pędząca na złamanie karku, ale trzymana wyraźnie w ryzach przez Ruddena. Tu nie ma nic za dużo, nic za mało. Bardzo dobra młodzieżówka, choć złożona ze starych klocków.

Drużyna #7: Kaldera. Autor: John Flanagan. Jaguar 2017. Ocena: 55%

Bez wątpienia przygody Skandian zajęły miejsce Zwiadowców. Ich twórca po całkiem udanych, ale ostatecznie domykających wszystkie wątki „Wczesnych latach” powraca do świata swoich alternatywnych wikingów pływających na Czapli. Oczywiście to ten sam świat, w którym żyje najsłynniejszy zawiadowca Will, co pozwala autorowi na mrugnięcia okiem do wiernych czytelników. Na szczęście Flanagan nie korzysta z tej możliwości zbyt nachalnie, za to całkiem zgrabnie konstruuje kolejne przygody. Celowo używam tego zwrotu, bowiem często daje się odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z grą, jeśli nie komputerową, to fabularną, gdzie drużyna musi wypełnić konkretne zadanie, przy okazji zaliczając kolejne misje prowadzące ich do upragnionego celu. Nie jest to samo w sobie złe, młody czytelnik tak naprawdę nie musi za bardzo się przejmować, czy jego ulubieńcy zrealizują swoje plany. Inna sprawa, że autor potrafi rozciągnąć fabuły takich misji na kilka tomów, nie obędzie się więc bez emocji, choć sprytnie kontrolowanych. Wyjątek od tego schematu stanowił poprzedni tom cyklu – „Nieznany ląd”, który przy okazji pełnej akcji fabuły poruszał kilka ważkich tematów i przemycał nieco poważniejsze treści niż wcześniejsze odsłony. Może tym bardziej razi prostota nowej części, bo znów nastąpił powrót do schematu – ktoś zleca niemożliwą do wykonania misję, Czaple płyną na drugi koniec świata, Hal dokonuje cudów inteligencji (pozornych, bo głównie informuje nas o tym autor) i… wiadomo, co dalej. Przy okazji, tym razem autorowi jakoś umknął wątek miłosny, który wcześniej dyskretnie budował. Na plus należy zaliczyć nowe miejsce na mapie świata (tym razem odwiedzamy cesarstwo Byzantos i poznajemy cesarzową Justynianę (!)) i bardziej rozważny charakter Hala, który wyraźnie nabrał doświadczenia i pewności siebie. Niestety, mimo imponującej akcji i brawurowych scen walki z piratami, „Kaledra” jawi się najsłabszym tomem cyklu, dręczonym przez powtarzalny schemat i oczywiste rozwiązania fabularne.

Summoner – Zaklinacz #3: Bitwa. Autor: Taran Matharu. Jaguar 2017. Ocena: 60%

Zadziwiające, jak czas szybko leci. Jeszcze niedawno Taran Matharu był fenomenem platformy Wattpad, gdzie zdobył uznanie siedmiu milionów czytelników (!), a teraz w dłoniach trzymamy trzeci tom cyklu o Zaklinaczu. Rozpoczyna się on dokładnie w miejscu, w którym skończył się poprzednik, a więc w momencie, gdy bohaterowie wkraczają do Eteru. Przeprawa przez terytorium demonów to nie lada wyzwanie, zwłaszcza z orkami na karku. Los Hominium leży w ich rękach, a tytuł zapowiada, jak to wszystko się skończy. Cóż… Czy to rzeczywiście będzie koniec, czas pokaże. Na razie pokazał, że paradoksalnie, Matharu zabrakło trochę czasu na dopracowanie fabuły. Już wcześniej był to imponujący misz-masz wszystkiego co znane i uznane w fantasy, poczynając od Harry’ego Pottera i Władcy Pierścieni, na Warcrafcie kończąc, przy okazji dorzucając jeszcze Pokemony, League of Legends i wiele innych. Faktem jest, że autor radził sobie ze stworzonym przez siebie światem całkiem nieźle, a w trzecim tomie wyraźnie rozwija skrzydła jako pisarz, o wiele lepiej panując nad fabułą, opisami, logiką i emocjami postaci. Gorzej, że przekłada się to czasem na to, że jesteśmy informowani o tym, jaka postać jest, zamiast samemu to odkryć. Weźmy chociażby młodego króla, który charyzmy nie ma żadnej, mimo iż jesteśmy o niej informowani. Największą bolączką jest książki jest jednak brak konkretnego pomysłu na zakończenie trylogii. Gdzie są Orkowie przez niemal całą powieść? Ile miejsca w całej książce zajmuje tytułowa bitwa? Czemu większość bohaterów jest co chwilę nieobecna bez żadnych konkretnych powodów? Wreszcie – jaki jest n a p r a w d ę cel działania ich wszystkich? Ja wiem, że autor o tym wspomina, ale raz: w ogóle nie czuć tego u postaci (żadnej!), ani dwa: nie pokrywa się to z tym, co się dzieje później. Lektura dostarcza więc znów rozrywki na przewidzianym poziomie, niestety, jako zwieńczenie trylogii rozczarowuje, bardziej przypominając napisany na szybko kolejny tom cyklu.

Nethergrim #3: Dysk przeznaczenia. Autor: Matthew Jobin. Jaguar 2017. Ocena: 70%

Jak powinno się kończyć serie pokazuje z kolei Matthew Jobin. Jego historia o magu Edmundzie i jego przyjaciołach toczących walkę z tytułowym Nethergrimem, zwanym inaczej Otchłannym, Kołyskowym Złodziejem, Klątwą Matek zamyka się w trzech częściach zatytułowanych „Otchłanny”, Kostuny” i „Dysk przeznaczenia” właśnie. To cykl, który nie wybija się szczególnie ponad przeciętną, chociaż porównuje się go do Zwiadowców, Władcy Pierścienia i Kronik Narnii (tylko szczerze mówiąc, jakiego cyklu fantasy dla młodzieży się tak nie traktuje?), ale fascynuje konsekwencją i przede wszystkim równym poziomem od początku do końca trylogii. Podczas obcowania z serią ma się nieodparte wrażenie, że mamy do czynienia z jednolitą całością, od początku rozbitą na trzy tomy ze względu na swoją objętość. Troje przyjaciół – mag Edmund, wojowniczka Katherine i Tom, którego największym atutem jest mądrość uporali się z czarnoksiężnikiem Vithriciem, groźnymi Kostunami i teraz stają do finalnej walki z największym złem swego świata – Nethergrimem. Jest to starcie na które czytelnik czeka od początku serii i zgodnie z obietnicą je otrzymuje. Porównując to do cyklu Summoner – czy ktoś wcześniej mówił coś o jakiejś bitwie? W zasadzie nawet przez większość tomu tak zatytułowanego nikt nie mówi. Nieodparte wrażenie pisania na bieżąco, bez konkretnego planu aż nadto daje o sobie znać. Tymczasem Nethergrim… To seria, która na pewno nie zmieni niczyjego świata, ani nie zdobędzie kultowego statusu. Ale jako cykl zapewnia doskonałą, solidną rozrywką – od początku do końca, bez oszustw i obniżania lotów.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz