książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#14) – co w SQN piszczy?

Wydawnictwo SQN nie zawodzi pod względem wydawanych tytułów. A jednak nawet u nich zdarzają się książki prawdziwie zaskakujące. Oto trzy z nich, na które chcielibyśmy zwrócić Waszą uwagę.

Drobinki nieśmiertelności. Autor: Jakub Ćwiek, SQN 2017, Ocena: 80%

Kuba Ćwiek to twórca niepokorny, nie przejmujący się panującą modą, nie unikający zaskakujących zmian w stylistyce – wystarczy porównać choćby cykle „Kłamca” czy „Chłopcy” z „Grimm City” lub „Ciemność płonie”. Jest więc i pulpowa zabawa popkulturą i naturalistyczno-metafizyczny horror, jest też i kryminał noir w sosie mrocznego fantasy. Fani autora przyzwyczaili się więc, że Kuba za każdym razem zaskakuje, wciąż poszukuje, wciąż się rozwija. „Drobinki nieśmiertelności” to ukoronowanie tych poszukiwań, to obraz artysty dojrzałego – twórcy w pełni świadomego swego warsztatu, mistrza opowiadanych historii. Nie ma tu słabych punktów, każde opowiadanie to majstersztyk krótkiej formy, poczynając od fenomenalnego opowiadania tytułowego, na smutnym bonusie kończąc. Co więcej, zbiór zaskoczy niewątpliwie również dotychczasowych krytyków autora, którzy widzieli w nim tylko popkulturowego prześmiewcę i grafomana. Kuba pokazuje tutaj ostatecznie jak pewnie włada nad językiem i opowiadaną historią, jak pięknie tka świat przedstawiony, wreszcie jak wielką wrażliwością i subtelnością potrafi się wykazać, gdy wymaga tego tekst. Można oczywiście ponarzekać, że najlepsze opowiadania („Drobinki nieśmiertelności”, „Uśmiech”, „Dumni amerykanie”, „Święty”) są w pierwszej połowie zbioru, ale późniejsze niewiele im ustępują. Opus magnum Ćwieka i tyle.

Kuba Ćwiek w swojej najnowszej książce niemal całkowicie zrywa z fantastyką. To przejmujące opowiadania przepełnione melancholią i smutkiem, naznaczone amerykańską wyprawą w miejsca popkulturowe, co daje piorunujący efekt. Żaden polski pisarz nigdy nie był tak bliski literatury zachodniej jak właśnie Ćwiek w tym zbiorze – większości z zawartych tu opowiadań nie powstydziłby się sam Stephen King. Kilku na pewno by zazdrościł. Naprawdę warto!

Wszyscy patrzyli, nikt nie widział. Autor: Tomasz Marchewka, SQN 2017, Ocena: 75%

Tomasz Marchewka to debiutant, ale trudno nazwać go naturszczykiem, w swoim życiorysie ma bowiem choćby opracowanie fabuł do gier komputerowych, z których najpopularniejszą jest „Wiedźmin: Dziki Gon”. I już choćby za to ma u mnie ogromnego plusa, bo otwarcie przyznaję, że przez kilkadziesiąt (!) już lat swoich zabaw z komputerem, nigdy nie przeżyłem większej przygody niż właśnie ta z Geraltem. I ja wiem, że Marchewka był tam tylko jednym z wielu, że burze mózgów, itp. Ale jednak gdzieś w jego debiutanckiej powieści odznacza się ten bezczelny, zadziorny sznyt, jakim kipi „Dziki Gon”. Na tym na szczęście podobieństwa się kończą, autor zabiera nas do niezwykłego świata urban fantasy, gdzie w fabule największe znaczenie będą miały… karty. Jeśli na myśl przychodzi Wam „Wielki Szu”, czy „Casino Royale” to jesteście mniej więcej w domu. Mniej więcej, bo Marchewka w przewrotny sposób składa też hołd nieco zapomnianemu już gatunkowi powieści łotrzykowskiej i robi to w sposób naprawdę znakomity. Wspaniała, oryginalna intryga, mieszanie czasów i przestrzeni i barwni bohaterowie, którzy na długo zapadają w pamięć. I jak to zwykle bywa w przypadku tego typu powieści, tak naprawdę są oni przytłoczeni przez bohatera głównego – miasto. Swoista hybryda XIX-wiecznego Londynu i współczesnego Nowego Jorku – Hausenberg, Miasto Szulerów to świat, w którym mrok i zbrodnia osaczają mieszkańców. I choć literatura zna wiele takich miejsc (Nightside Simone’a R.Greena, czy, żeby daleko nie szukać, Grimm City Ćwieka), to miasto Marchewki jest ze wszech miar oryginalne i zbudowane z niesamowitą wręcz dbałością o szczegóły. Aż chce się do niego wracać. Nie ma co ukrywać – SQN ma świetną rękę do debiutantów.

Wojny Alchemiczne: Wyzwolenie. Autor: Ian Tregillis, SQN 2017, Ocena: 70%

Wreszcie doczekaliśmy się trzeciego tomu Wojen Alchemicznych, a historia Jaxa/Daniela i innych wreszcie dobiega końca. Jakiego? No cóż, już sam tytuł trzeciego tomu można traktować w kategoriach spoilera, ale przecież nie zawsze chodzi o to, jaką historię się opowiada, ale w jaki sposób. Tym bardziej, że Tregillis przyzwyczaił czytelnika, że nie wszystko jest takie, jak się początkowo wydaje. I rzeczywiście, w ostatnim tomie trylogii dwoi się i troi (nomen omen), żeby zwieńczyć historię w sposób mistrzowski. Rozwija powieść w stronę epickiej wojny godnej największych klasyków fantasy i science fiction, oczywiście w stworzonym przez siebie specyficznym świecie clockwork punk. Jeszcze lepiej niż wcześniej zazębia się dynamiczna akcja, polityka i tragedie pojedynczych jednostek stawianych przed trudnymi dylematami moralnymi. Tregillis doskonale prowadzi wszystko do finału, przy okazji stawiając kilka egzystencjalnych pytań. Oczywiście, wszystko w ramach konwencji, odzianej w nad wyraz oryginalne szaty, ale jednak nie wypadającej poza schemat ustalony przed laty przez Isaaca Asimova. Trzeba też przyznać uczciwie, że w powieści wdarło się kilka uproszczeń, jakby autor starał się wyrobić w terminie i zamknąć całość w odpowiedni sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że wydawnictwo SQN zapewniło czytelnikom literacką przygodę, która zostanie na długo z każdym, kto zdecyduje się wejść do świata Klakierów. Jeśli jeszcze uwzględni się genialne autorskie okładki, to po prostu każdy miłośnik dobrej fantastyki powinien mieć trylogię na półce.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz