książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#13) – lektury z Albatrosa

Dziś kolejna porcja lektur z Albatrosa. Tym razem stawiamy na powieści dostarczające mocnych wrażeń. Przynajmniej w założeniu.

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki. Autor: Colson Whitehead, Albatros 2017, ocena końcowa: 80%

Są powieści, które zdarzają się raz w życiu. Może to być moment, w którym autor stworzy coś, co będzie dziełem jego życia, może to być ta chwila, że po lekturze książki czytelnik stwierdzi, że nigdy już do tej powieści nie wróci, bo wryła mu się ona w pamięć na zawsze. I taką właśnie jest „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”, wstrząsająca historia rasizmu w Stanach Zjednoczonych opowiedziana z perspektywy Cory, niewolnicy, która w poszukiwaniu wolności przemierza kontynent korzystając z tytułowej kolei, czyli specjalnej sieci przerzutowej zbiegłych niewolników. Autor perfekcyjnie kreśli świat, w którym zatracono podstawowe wartości, gdzie zgubiła się istota człowieczeństwa odciskając gigantyczne piętno na historii Stanów Zjednoczonych, co pokutuje w niej do dnia dzisiejszego, zarówno w kulturze, jak i sztuce czy polityce. Misternie przedstawia mechanizmy funkcjonowania niewolnictwa, wiernie odwzorowuje epokę i jej realia. A jednak w całości dominuje wątek przygodowy, przez co narzucone tempo nie pozwala zatrzymać się w ważniejszych momentach. Z jednej strony lektura tej powieści staje się dzięki temu lżejsza (nie lekka!), ale niektóre znakomite sceny ulegają rozwodnieniu, bo autor już gna do kolejnej. Dlatego, choć jest to powieść wyjątkowa, której zapomnieć nie sposób, to nie mam wątpliwości, że dzieło życia jest jeszcze przed Whiteheadem.

 

Skandal z Modiglianim. Autor: Ken Follett, Albatros 2017, ocena końcowa: 65%

Oto mamy wznowienie debiutu Kena Folletta, autora, którego przedstawiać nikomu nie trzeba. Mam to ogromne szczęście, że przed laty była to pierwsza książka twórcy „Igły”, z jaką się zetknąłem. Dzięki temu mogłem zachwycić się kapitalną intrygą rozgrywającą się w świecie malarzy, fałszerzy i kolekcjonerów. Mnogość intrygujących postaci, gwałtowne zwroty akcji i przede wszystkim wspaniały świat przedstawiony sprawiły, że powieść, jak i nazwisko autora na długo zapadły mi w pamięć. Dziś, z perspektywy czasu widzę pewne niedociągnięcia debiutanta, szczególnie w odniesieniu do późniejszych powieści daje znać o sobie skłonność do przeskakiwania pomiędzy sprawdzonymi schematami w poszukiwaniu własnego stylu. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to poziom, jakiego życzyłbym większości twórców. Może i w dorobku Folletta jest to powieść najbardziej przystępna, by nie powiedzieć wprost – rozrywkowa, ale cóż złego jest w dobrej rozrywce?

 

Kopaliśmy sobie grób. Autor: Antti Toumainem, Albatros 2017, ocena końcowa: 55%

Pierwsza książka Antti Toumainema, z którą się zetknąłem – „Czarne jak moje serce” nie wywołała we mnie zachwytów, jakimi obdarzali ją inni czytelnicy. Ale, paradoksalnie, choć dziś już niemal w ogóle nie pamiętam, o czym była owa lektura, zapamiętałem ładunek emocjonalny, który został mi podczas niej zaserwowany. Typowo fińska melancholia, podbita skandynawskim sznytem uczyniła z poprzedniej powieści utwór, o którym mimo wszystko pamiętam. Nowa powieść autora natychmiast przypomniała mi tamte odczucia, rzucając w śnieżne zaspy, na nieprzebyte drogi, na trop intrygi, którą tropi dziennikarz pracoholik. Sama fabuła nie należy do oryginalnych i, niestety, po lekturze kilku książek Harlana Cobena czy Johna Grishama (tu akurat kłania się wątek nadużyć w kopalni przez wielką korporację) niczym odkrywczym nie zaskakuje. Toumainem znów snuje opowieść w sposób niezwykle smutny, a przy tym zaskakująco lapidarny. Z jednej strony stanowi to atut, z drugiej, odrzuci wszystkich spragnionych dynamiki czytelników. Proza Fina jest bowiem bardzo specyficzna i zdecydowanie wymaga od odbiorcy odpowiedniego nastawienia. „Kopaliśmy sobie grób” nie jest bowiem rasowym thrillerem, to raczej historia miłosna w stylu noir naznaczona morałem o potędze rodziny. Czyli coś podobnego, jak w poprzedniej powieści, a jednak na nieco niższym, mniej targającym uczucia poziomie.

 

Nawet zdziczałe psy. Autor: Ian Rankin, Albatros 2017, ocena końcowa: 80%

No i mamy wreszcie w rękach dwudziesty (!) tom przygód detektywa Johna Rebusa. Jeden z najpopularniejszych współcześnie bohaterów powieści kryminalnych kończy właśnie trzydzieści lat, a w świecie literackim jest już na emeryturze, co jednak wcale nie przeszkadza mu dalej prowadzić spraw, z którymi inni nie mogą sobie poradzić. Szczególnie, gdy sprawa jest prywatna i od początku wydaje się bardzo podejrzana. Poza tym Rebus nie ma nic lepszego do roboty, znudzony przesiadywaniem w Oxford Bar chętnie podejmuje się wyzwania… i dalej czytelnicy otrzymują dokładnie to, czego oczekiwali. Świetny kryminał z zaskakujacą intrygą i fenomenalnym bohaterem. Ian Rankin do perfekcji doprowadził swój fach i doskonale wie, jak poprowadzić fabułę i postacie, by odbiorca dostał zarazem i to czego oczekuje, jak i to, czego się nie spodziewa. Jest to mechanizm, który przypomina mi zawsze cykl o Jacku Reacherze autorstwa Lee Childa. Niby nie zmienia się nic, a każda kolejna część udowadnia, że w wąskich ramach konwencji można wciąż zrobić coś doskonałego. Tak jest właśnie tutaj. Rewelacja.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz