książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#12) – lektury z Albatrosa

Dawno nie zaglądaliśmy, co się dzieje w Albatrosie, a ponieważ dzieje się tam dużo, musimy sięgnąć do hurtowego przerobu czytanych przez nas ostatnio książek. Na dziś pierwsza, wielce intrygująca piątka.

Najmroczniejszy sekret. Autor: Alex Marwood. Albatros 2017, ocena końcowa: 100%

Alex Marwood to autorka, której powieści autentycznie mnie przerażają, działając na psychikę silniej niż najbardziej wymyślne horrory. A przecież opowiadane przez nią historie nie mają pozornie nic wspólnego z rekwizytornią grozy. To genialne thrillery, poparte dogłębną analizą psychiki bohaterów, które po prostu zostawiają czytelnika ze szczęką na ziemi. Tak było ze znakomitymi „Dziewczynami, które zabiły Chloe”, nieco łagodniejszą, ale niebagatelną dawkę emocji serwował „Morderca z sąsiedztwa”. Nieopatrznie założyłem więc, że zgodnie z prawem serii, tym razem będzie jeszcze łagodniej, Marwood tymczasem w „Najmroczniejszym sekrecie” serwuje taki rollercaster, że po lekturze naprawdę trudno się pozbierać.
Zaznaczę jeszcze jedno – „Morderca z sąsiedztwa” jest na pewno najbrutalniejszą powieścią autorki, ale po raz kolejny okazuje się, że to nie krew i flaki decydują o tym, czy powieść jest mocna i przerażająca. Wystarczy tylko odpowiednio uderzyć we właściwe struny empatii.
Powieść skupia się na sprawie zaginięcia przed laty jednej dziewczynki, która wraz ze swoją bliźniaczką została pod opieką nieodpowiedzialnego, imprezującego ostro ojca. Po latach, gdy mężczyzna umiera, jego córka z wcześniejszego małżeństwa próbuje nawiązać kontakt z ocalałą bliźniaczką. Pogrzeb jest też okazją do poznania wszystkich osób zamieszanych w tragedię sprzed lat.

Dawno temu już zdołano ostatecznie wyświechtać stwierdzenie o Hitchcockowskiej formule opowieści, a więc trzęsieniu ziemi na początek i rosnącym potem napięciu. Cóż jednak poradzić, że Marwood naprawdę pojmuje i stosuje tę zasadę? „Najmroczniejszy sekret” od początku daje do zrozumienia, że na imprezie przed laty, tej, na której zaginęła Coco, wydarzyła się jakaś tragedia, którą skutecznie spróbowano zamieść pod dywan. A gdy z każdym kolejnym rozdziałem odkrywamy ów tytułowy sekret, włos na głowie jeży się coraz bardziej. I gdy przy finale już osiągamy apogeum emocjonalnego rozdrażnienia (pod warunkiem posiadania stosownego poziomu empatii), Marwood wyciąga z rękawa ostatniego asa. Czyni to zaś tak podstępnie, że gdy czytelnik już prawie się uspokaja, otrzymuje największy cios. Powieść wstrząsa i szokuje do głębi, a najbardziej przerażające jest to, że czyni to bez uciekania się do nachalnych i sztucznie kontrowersyjnych chwytów. Autorka mistrzowsko rozpisała dramat i genialnie poparła go portetami psychologicznymi postaci. Nie ma co ukrywać – jej nazwisko staje się dla mnie synonimem najlepszych thrillerów.

Pogrzebani, autor: Graham Masterton, Albatros, 2017, ocena końcowa: 80%

Graham Masterton od paru lat coraz śmielej poczyna sobie w świecie thrillerów i kryminałów, a seria o irlandzkiej detektyw Katie Maquire należy bez wątpienia do jego najlepszych i najbardziej dochodowych dokonań. Jak to bywa u Mastertona, szczególnie jeśli chodzi o serie, zdarza się czasem zaniżyć loty względem pierwszych odsłon, albo zmienić diametralnie charakter głównych postaci. O ile jednak poprzednia odsłona, „Siostry krwi”, lekko rozczarowywała, tak w „Pogrzebanych” wszystko wraca na właściwe tory, a Masterton znów udowadnia, że potrafi tworzyć nie tylko mocne historie, ale i prowadzić wyjątkowe bohaterki.

Fabuła kręci się wokół zbrodni dokonanej prawie dziewięćdziesiąt lat temu. W remontowanym domu na przedmieściach Cork, pod podłogą, zostają znalezione zwłoki zamordowanej rodziny. Szybko okazuje się, że sprawa wcale nie jest przedawniona, a odwet pociąga kolejne ofiary. Katie Maguire tymczasem stara się ująć Bobby’ego Quilty’ego, niebezpiecznego przestępcę, który zajmuje się handlem i przemytem papierosów. Skala jego działań jest tak szeroka, a on sam tak bezwzględny, że wkrótce bezpośrednio stwarza zagrożenie dla bohaterskiej pani komisarz.

Najnowsza, jak do tej pory, powieść Mastertona ma wszystko, czego potrzebuje trzymający w napięciu thriller, plus typowy sznyt autora w postaci kilku charakterystycznych dla niego rozwiązań. Oprócz wartkiej akcji otrzymujemy więc sporą dawkę brutalności typową, idealnie pasującą do mrocznych i bezwzględnych historii zawartych w powieści. Szczególnie cieszy, że autor przypomniał sobie o inteligencji i sprycie Katie, która w poprzednich powieściach pobłądziła trochę emocjonalnie i umysłowo. „Pogrzebani” to znów mocny thriller, z równie mocną bohaterką. Czekamy na część siódmą. I ósmą. I dziewiątą i dziesiątą (jak zapowiedział nam w specjalnym wywiadzie autor).

W skorupce orzecha autor: Ian McEwan, wydawnictwo Albatros, 2017, ocena końcowa: 80%

Przepiękna książka. Jak każda tego autora. I w sumie już to mogłoby wystarczyć za recenzję, bo każdy, kto choć raz zetknął się z twórczością Brytyjczyka, wie, czego po niej oczekiwać. A jednak i tym razem twórcy udaje się głęboko zaskoczyć, przede wszystkim za sprawą niezwykłego narratora, którym jest… a właśnie i tutaj, niestety, trzeba opuścić zasłonę milczenia, by nie psuć czytelnikowi przyjemności odbioru i interpretacji.

Zasadniczo mamy tu do czynienia z powieścią opowiadającą starą jak świat historię miłosnego trójkąta, gdzie wszystko prowadzi do tragedii, bo przecież w takim przypadku zawsze jakaś tragedia nastąpić musi. A niezależnie, w którą stronę potoczy się fabuła, właśnie ów niezwykły narrator poniesie konsekwencje decyzji podjętych przez głównych bohaterów dramatu. Ian McEwan jak zwykle kreśli piękny i skomplikowany świat uczuć, gdzie słodycz miesza się z goryczą, gdzie najsmaczniejszy owoc może się okazać tym najbardziej zatrutym. Pomiędzy nieskomplikowaną fabułę wtyka mniej lub bardziej czytelne nawiązania do literatury i filozofii, które pozwalają na intrygującą zabawę z odbiorcą pod warunkiem, że ten wykaże odrobinę chęci, by nie tylko wejść do świata przedstawionego (który jest tutaj zarysowany jedynie teatralnie, chciałoby się rzec w formie atrapy), ale przede wszystkim, by poszukać między wierszami czegoś więcej w sferze emocjonalnej i właśnie intertekstualnej. Nie powiem, mimo niewielkiej objętości, nie jest to lektura lekka, nie zdziwię się, gdy wielu czytelników się od niej odbije. Ale taka jest już specyfika twórczości McEwana. Kocha się ją lub… nie rozumie.

Nocny film autor: Marisha Pessl, wydawnictwo Albatros, ocena końcowa: 100%

O tej książce pisałem już sporo w zeszłym roku, tuż po premierze. I w zasadzie, dziś, gdy mamy do czynienia ze wznowieniem, nic się nie zmieniło. W poprzednim roku uznałem powieść za najlepsze dzieło 2016, dziś powiem tylko, że do tej pory nie trafiło mi w ręce nic lepszego. Misternie utkana fabuła, opowiadająca o poszukiwaniu tajemniczego i kontrowersyjnego reżysera, którego dzieła wykraczają poza normalne formy pojmowania (i dystrybuowania) jest wycieczką do świata psychologicznego horroru. Tu Dawid Lynch spotyka Williama Boroughsa, jest tu obecny wczesny (ten udany) Jonathan Carroll, jest dominujący William Hjortsberg, a nad wszystkim unosi się duch Johna Fowlesa. To genialna opowieść o szaleństwie, poświęceniu, obsesji, sztuczności i pogoni za marzeniami. To także traktat o granicach artyzmu, wolności, ludzkiej głupoty i okrucieństwa.

Między wierszami, a czasem zamiast nich mnożą się zaś tropy okultyzmu, mistycyzmu i całego rekwizytorium związanego z horrorem. Rok temu, świeżo po lekturze miałem drobne zastrzeżenia do niektórych rozwiązań, dziś, stwierdzam, że upływ czasu i ponowne obcowanie z książką tylko umocniło jej wysoką ocenę. To bez wątpienia dzieło, do którego warto wracać, jedna z najlepszych powieści ostatnich lat.

 

 

Pocztówki z Grecji autor: Victoria Hislop, wydawnictwo Albatros, ocena końcowa: 70%

Czas na lekturę znacznie lżejszego kalibru. Opowieść Victorii Hislop to wyjątkowo malowniczy przewodnik po kolebce kultury europejskiej sprytnie odziany w szaty pamiętnika udającego powieść. Skomplikowane? Pozornie, w gruncie rzeczy chodzi o to, by uniknąć ewentualnego rozczarowania. Romantyczna fabuła, prowadząca zresztą do przewidywalnego zakończenia jest w rzeczywistości tylko pretekstem do opowiedzenia historii Grecji z perspektywy zwiedzającego go turysty. Nie nastawiajcie się jednak na nudne wykłady o mitach i dziejach Hellenów. To opowieść o zwyczajach, tradycjach, miejscowych legendach i intrygujących postaciach występujących w danych regionach. Bohaterami są tutaj artyści, malarze, przedsiębiorcy. Zaskakujące? Na pewno dla czytelników, którzy na podstawie opisu będą liczyli na miłosną opowieść. Oczywiście, ta też się pojawia, ale bardzo szybko autorka kieruje całość na sentymentalne tory, które przywodzą na myśl tęsknotę za ojczyzną Homera. Dla tych, którzy koniecznie muszą wiedzieć, o co chodzi, w największym skrócie – ona (Ellie) wynajmuje mieszkanie, do którego tajemniczy A. (czyli on) przesyła co tydzień pocztówki z Grecji, adresując je do poprzedniej lokatorki. Gdy pewnego razu załącza notatnik z podróży, Ellie decyduje się wyruszyć jego tropem. Rozwiązanie tyleż banalne, co genialne, pozwala bowiem spojrzeć na tytułowy kraj z innej perspektywy. Całość zaś podrasowana unikalnym piórem Hislop okazuje się być zaskakująco dobrą, choć nie wybitną lekturą. Ale przecież podróże nie muszą nas zawsze zmieniać i za wszelką cenę wzbogacać. Czasem wystarczy, że po prostu relaksują i pozwalają inaczej odbierać świat.

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz