książki

Książkowy maraton, czyli czytamy hurtowo (#10) Pola dawno zapomnianych bitew

Tym razem serwujemy potrójną recenzję z Pól dawno zapomnianych bitew Roberta J. Szmidta. Dwa pierwsze tomy omówimy ekspresowo, w ramach przybliżenia cyklu, a potem czas na danie główne – najnowszą powieść zatytułowaną Na krawędzi zagłady.

Pola dawno zapomnianych bitew, t. 1: Łatwo być bogiem

Klasyczne twarde sf miewa swoje wzloty i upadki, ale już rozpędzone, zawadiackie space opery trzymają się dobrze. I w ten pozytywny nurt wpisuje się pierwszy tom Pól dawno zapomnianych bitew, Łatwo być bogiem.

Nawiązanie do tytułu braci Strugackich nie jest przypadkowe – choć powieść Roberta J. Szmidta przedstawia odmienną konwencję, to podejmuje podobną problematykę. Oczywiście, od trochę innej strony. Mamy tu bowiem do czynienia z – może nie najoryginalniejszą, ale ciekawie przedstawioną – refleksją kulturoznawczą z przegródki o groźnie brzmiącej nazwie „postkolonializm”. Śliski temat, z którego autor wybrnął zgrabnym, baletowym krokiem przydając wartości wysokooktanowej space-operze.

Bo tym w istocie Pola są. Kosmiczną historią o bandzie łotrów, szabrowników i innych zbójów, dla niepoznaki opakowanych w mundury międzygalaktycznej floty. To zbieranina uroczych, a na pewno charyzmatycznych mętów, których nie powstydziłby się choćby Starcraft Blizzarda czy klasyki space opery (rekomendacje tuzów gatunku też dużo mówią o samej książce). Opowieść przeciąga nas przez obrzeża galaktyki, dantejskie sceny kolonii karnej i wreszcie – kontakt z mniej zaawansowanymi cywilizacjami. By dowiedzieć się, co z tego wszystkiego wyniknie, odsyłam do lektury książki i szczerze polecam, nawet jeśli nie przepadacie za kosmosem, ufokami i wydarzeniami rozgrywanymi na pokładach statków przemierzających przestworza.

Pewnie, zdarzają się drobne zastoje w narracji, spowolnienia spowodowane nagromadzeniem technicznych szczegółów, ale są one niezbędne do wprowadzenia Czytelnika w świat przyszłości i pokazania, jak wszystko tam działa. I autor zrobił to tak, że całość ma ręce i nogi.

Łatwo być bogiem to kawał wartościowej prozy rozrywkowej wciągającej jak nowiutki odkurzacz, choć skonstruowany na klasycznych podzespołach-motywach fabularnych. I zarazem intrygująca rozbiegówka, kawałek większej całości, którą można powoli odkrywać w następnych tomach. Co więcej, książka została niedawno wydana na Zachodzie w przekładzie na angielski…

Pola dawno zapomnianych bitew: Łatwo być Bogiem, Robert J. Szmidt, seria wydawnicza Horyzonty Zdarzeń, Dom Wydawniczy Rebis 2017. Ocena: 75%

Pola dawno zapomnianych bitew, t.2: Ucieczka z raju

Kto sieje wiatr, zbiera burzę. Po wstrząsach z końcówki poprzedniego tomu ludzkość musi zmierzyć się z konsekwencjami ostatnich odkryć oraz z własnymi słabościami. W „Ucieczce z raju” zastajemy naszą cywilizację stojacą w obliczu zagrożenia płynącego ze strony zaawansowanej rasy Obcych. Przybysze dysponują bardziej zaawansowaną technologią i potężną siłą ognia, z którą flota Federacji zwyczajnie sobie nie radzi.

Póki co trzeba więc ewakuować, kogo się da i obmyślać, jak przetrwać nawałnicę. Tym pierwszym zadaniem zająć się ma kapitan Henryan Święcki, jeden z bohaterów poprzedniej odsłony. Oskarżony o zabójstwo skazaniec i uparty jak osioł, przedsiębiorczy żołnierz, który zginie, ale postawi na swoim. To bardzo prosta, ale chwytliwa konstrukcja. Tak samo zresztą jak i cała książka – bawi się kliszami, które dobrze znamy, ale ogrywa je bardzo kreatywnie, z szelmowskim zacięciem, obnażając przy okazji mechanizmy władzy, strachu i innych zjawisk towarzyszących ludzkości od zarania dziejów. Co więcej, w fabułę zgrabnie wpleciono zabawę z mitem prometejskim – i to w sposób, z którego pewien znany reżyser kina sf powinien wyciągnąć wnioski, nim przystąpi do zamęczenia swojej filmowej franczyzy na śmierć.

Obok siłowania się za bary ze starożytnym toposem, w ruch idzie też niepokojący obrazek o tym, jak tworzy się współczesnego żołnierza, niszcząc jego osobowość i budując od podstaw na nowo – i jest to jeden z najmocniejszych momentów w książce, zasugerowany już w poprzednim tomie. Wszystko zapakowane w rozdział, z którym dawno temu mogli się zapoznać czytelnicy magazynu Science Fiction Fantasy i Horror. Fragment ten został jednak zgrabnie wpleciony w resztę historii.

Bawić mogą zaktualizowane przekleństwa i okołotechniczne neologizmy, które odrobinę burzą nastrój dramatyzmu, ale ponownie – wynikają z konstrukcji świata. Pewnie, znamy to od czasu, kiedy powieści i filmy wojenne zaczęły przejawiać jakiekolwiek znamiona autorefleksji, ale dynamiczne, mocne przypomnienie, na czym ten świat stoi jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Pola dawno zapomnianych bitew nie są cyklem, który rewolucjonizuje space operę, ale widać, że powstał z miłości do gatunku. Z wielką radością bawi się utartymi schematami, pokazuje nam bohaterów-łajdaków w akcji i zręcznie buduje napięcie przed kolejnymi wydarzeniami.Ta seria nie bez przyczyny okupuje topki Empiku i innych księgarń.

Pola dawno zapomnianych bitew: Ucieczka z raju, Robert J. Szmidt, seria wydawnicza Horyzonty Zdarzeń, Dom Wydawniczy Rebis 2017. Ocena: 80%

Pola dawno zapomnianych bitew, t. 3: Na krawędzi zagłady

Gdzie diabeł nie może, tam Święckiego pośle. Z upartym oficerem Federacji spędziliśmy już dwa tomy space operowego cyklu Pola dawno zapomnianych bitew Roberta Szmidta. W najnowszej odsłonie autor podbija stawkę i tempo, jednocześnie zaś dokłada kolejne elementy do układanki przed zbliżającą się rozgrywką.

Międzygalaktyczny konflikt z Obcymi trwa w najlepsze. W sercu wojny targającej galaktyką tkwi wielu starych znajomych z poprzednich tomów – i kilka nowych twarzy. Wszyscy próują przetrwać w obliczu zagrożenia, jednak to nie znaczy, że ludzkość raźnym krokiem rusza do boju, by rozprawić się z wrogiem.

Pod przykrywką przygód Święckiego, perypetii jego dowódców i kilku nieszczęśników znajdujących się w środku tej samej intrygi dostajemy wiwisekcję biznesowych i politycznych mechanizmów związanych z konfliktami. I choć Szmidt powtarza prawdę starą jak świat, to i tak warto wysłuchać jej raz jeszcze, bo idealistów nie brakuje. Wojna to interes. Okrutny, podły biznes, gdzie nad ludzkie życie przedkłada się słupki, wykresy i korzyść przywódców – bo już nawet nie dobro cywilizacji. To właśnie na tego typu sceny przeniesiono ciężar historii w najnowszych Polach. Inwazja pełni tu rolę istotnego motoru napędowego historii, ale jest trochę jak żywioł czy plaga zombie, która pomaga pokazać, na co stać człowieka w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Nagle w ruch idą mechanizmy, których inaczej byśmy nie obnażyli. I tylko garstka trzeźwo myślących ludzi próbuje nie dać się wciągnąć w machinacje małostkowych polityków i biznesmenów. To nie znaczy, że są idealni i nie mają czegoś na sumieniu.

Bohaterowie Szmidta raźnie kroczą w paradzie uroczych szubrawców, tak samo ludzkich i wątpiących, jak każdy z nas. Trafiają się tu bezwzględni skurwiele i zimne, wyrachowane suki oraz paru odważniejszych cwaniaków – którzy też mają krew na rękach. Wszyscy muszą grać ostro, bo inaczej nie przetrwaliby żadnego rozdania, a nikt nikomu nie może zaufać do końca. Ich zachowania składają się na bardzo brudny i gorzki obraz sytuacji. Dla nas – niezwykle atrakcyjny i sprawiający, że cały czas chcemy wiedzieć, co będzie dalej.

Akcja bowiem płynie wartko i choć skupia się raczej na cichych zagrywkach niż epickich bitwach, to napięcie wytraca bardzo rzadko. Chyba tylko wtedy, gdy powiela błędy poprzednich tomów cyklu, o których mogliście przeczytać powyżej. To te rzeczy – jak opisy technikaliów – których i tak nie dałoby się uniknąć, bez szkody na wiarygodności świata przedstawionego. A i czasem w tych szczegółach można wyłapać zabawne smaczki czy zapowiedź tego, co się niedługo będzie dziać. Fabuła skupia się głównie na ludziach wiedzionych rozmaitymi ambicjam i celami, mimo wielkiej skali, przez większość czasu zachowuje kameralny klimat rozgrywki między konkretnymi osobami.

Jeśli ktoś spodziewał się ciągłej kanonady w kosmicznej otchłani, srodze się zawiedzie. Cała reszta dostanie porządną i niegłupią rozrywkową powieść z fajnymi bohaterami skupioną na brutalnej walce o władzę i przetrwanie. Widać wprawdzie, że autor raz czy drugi zagrał zachowawczo i najlepsze zostawia na koniec.

Ale parę wybuchów też się znajdzie.

Pola dawno zapomnianych bitew: Na krawędzi zagłady, Robert J. Szmidt, seria wydawnicza Horyzonty Zdarzeń, Dom Wydawniczy Rebis. Ocena: 75%

Kategorie
książki
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

3 komentarze
  • waldee
    22 maja 2017 at 14:48
    Skomentuj

    Nic dodać, nic ująć. W ramach wstępu do cyklu poleciłbym jeszcze Toy Land..

  • Robert J. Szmidt – wszyscy funkcjonujemy w branżowej bańce medialnej [recenzja] – Dzika Banda
    13 sierpnia 2017 at 10:18
    Skomentuj

    […] początek chciałbym pogratulować wydania Łatwo być Bogiem na Zachodzie. Jak się czujesz, wypływając na szerokie […]

  • Robert J. Szmidt – wszyscy funkcjonujemy w branżowej bańce medialnej [wywiad] – Dzika Banda
    13 sierpnia 2017 at 10:46
    Skomentuj

    […] początek chciałbym pogratulować wydania Łatwo być Bogiem na Zachodzie. Jak się czujesz, wypływając na szerokie […]

  • Dodaj komentarz