książki

Kapitan Jamróz – Militarne porno [recenzja]

Na werdykt w przypadku wielu książek przekładają się nasze oczekiwania. Jeśli szukaliście powieści, w której militaria i losy dzielnych żołnierzy grają pierwsze skrzypce, to chyba znalazłem coś, co się niektórym spodoba. Przedstawiam „Kapitana Jamroza” od Marcina Ciszewskiego, autora serii „CyklWojna.pl”.

Dostajemy szereg malowniczych, pełnych wojskowych detali obrazków, z których bucha testosteron i paruje żołnierskie poświęcenie. Niestety, zebrane do kupy przypominają bazarową wystawę chałtur.

Powieść traktuje o losach tytułowego oficera, którego dowódca ginie podczas akcji. Dowcip polega na tym, że żołnierze pochodzą ze współczesności, jednak wykonują misję jako kontyngent wysłany w przeszłość, do malowniczych, ale jakże okrutnych czasów II Wojny Światowej. Konkretniej zaś – w okolicach Powstania Warszawskiego. Cel: zmiana historii na lepszą. Problem polega na tym, że historia tak łatwo nie odpuszcza i kładzie naszym dzielnym, nowocześnie uzbrojonym wojakom, staroświeckie, ale skuteczne, kłody pod nogi. Choć Powstanie przebiega w sposób sprzyjający białemu orzełkowi, to jednak wrogie siły nie odpuszczają – i przesyłają do Warszawy nowego dowódcę wprost z GRU. Tymczasem podniesienie morali oddziału, który przejął Jamróz nie będzie należało do najłatwiejszych zadań. A to dopiero początek problemów…

Na pierwszy rzut oka historia nie powala oryginalnością, ale zapowiada się na przyjemnego akcyjniaka. W dodatku stanowi mokry sen wszystkich tych, którzy nie mogą pogodzić się z historią. Historią pełną obrazów, w których Polska zwyczajnie zbierała po dupie, bo na loterii dziejowej wybrała kiepskie położenie geograficzne. Do tego tekst na okładce zapowiadał ciekawe dylematy ludzi wyrwanych z korzeniami ze swoich czasów i rzuconych w przeszłość ku chwale Ojczyzny. Produkt końcowy nie do końca spełnia pokładane w nim oczekiwania…

Kłopot w tym, że z „Kapitana Jamroza” wychodzi literackie porno. Nie, nie spodziewajcie się jednak erotyki, która rozpaliłaby Wasze zmysły do czerwoności. Po prostu fabuła jest nieco pretekstowa i napędza akcję tak, by autor mógł wepchnąć naszą wyobraźnię w kamasze, przedefilować z całą kompanią wojska i zrobić prezentację współczesnego uzbrojenia na tle historycznego sprzętu. Dostajemy więc szereg malowniczych, pełnych wojskowych detali obrazków, z których bucha testosteron i paruje żołnierskie poświęcenie. Niestety, zebrane do kupy przypominają bazarową wystawę chałtur, nastawionych na kicz i tani efekt.

Dylematy bohaterów są w „Kapitanie Jamrozie” martwe. Płytkie, jednowymiarowe. Wszelkie rozważania bohaterów o zaistniałej sytuacji wyglądają jak doczepione na siłę dygresywne notki, które spokojnie można by wyciąć.

A jednak „Kapitana…” jakoś się czyta. Szpiegowsko-wojskowa intryga daje radę, styl trzyma znośny i czytelny poziom (choć nie obyło się bez kilku wpadek). To po prostu jest idealnie przeciętne czytadło, które zaprzepaściło potencjał na bycie naprawdę fajną rozrywką, która rzeczywiście w miły sposób uderzyłaby w patriotyczną nutę. Powieść Ciszewskiego na pewno znajdzie swoich odbiorców, pasjonatów, ale jeśli do nich nie należysz, to spokojnie zacznij szukać czegoś innego.

Kategorie
książki
Hubert Sosnowski

Miłośnik popkultury pod każdą postacią – literacką, muzyczną, filmową, komiksową, grową, serialową. Publikował w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach”, „Playboyu” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy. Człowiek sympatyczny, acz nękają go napady wyjątkowo czarnego humoru.

Dodaj komentarz