W.A.B.
książki

Istota zła – różne oblicza obsesji [recenzja]

Powieść Luca D’Andrei dokonała rzeczy niezwykłej – jeszcze przed premierą, prawa do jej wydania zostały sprzedane do trzydziestu krajów. Reklamowana jako wybuchowe połączenie prozy spod znaku Stephena Kinga z elementami rodem z klasyków Lovecrafta, siłą rzeczy oczekiwania rozbudziła wręcz ogromne.

[quote align=right] D’Andrea z wprawą łączy z pozoru nieistotne dla fabuły wydarzenia, stopniowo ukazując czytelnikowi jak pokrętnymi ścieżkami potrafi podążać ludzka psychika.

Jeremiasz Salinger to dokumentalista z całkiem niezłym dorobkiem, który w pewnym momencie swojego życia, zmęczony nieustannymi naciskami ze strony szefostwa przybywa wraz z rodziną do położonego w urokliwych górskich zakątkach Siebenhoch. Zauroczony niezwykłą urodą miejsca, postanawia zdobyć materiały do filmu o funkcjonującej nieopodal jednostce ratownictwa górskiego, co wkrótce stanie się przyczyną dramatycznych wydarzeń w życiu bohatera. Niedługo potem Salinger bierze bowiem udział w katastrofie śmigłowca, z której jako jedyny uchodzi z życiem. Nękany nieustannymi stanami lękowymi, sposób na pozbycie się traumy znajduje w najmroczniejszej i jak dotąd nierozwiązanej historii okolic – wyjątkowo brutalnego morderstwa, jakiego przed laty dokonano w pobliskim wąwozie Bletterbach. Historii, która pożarła niejedną duszę.

Lwią część książki spędzimy na śledzeniu wewnętrznych bitew toczonych przez z wolna popadającego w obsesję na punkcie tragicznej historii bohatera. Uczciwie należy powiedzieć, że akcji tu tyle co kot napłakał, suspensu za to już nie brakuje. Luca D’Andrea wykreował iście przesiąknięty pierwotnym złem nastrój powieści, w której nic nie jest takie jak mogłoby się pozoru wydawać. Odpowiedzi na najbardziej oczywiste z pytań rzecz jasna przyjdą, ale autor z premedytacją dozuje informacje na tyle oszczędnie, że w zasadzie nie sposób domyślić się kto (lub co) w rzeczywistości odpowiada za masakrę w Bletterbach. Takie przeciąganie akcji może w pewnych momentach drażnić, jednak tło wydarzeń buduje niezwykle sprawnie.

Obok zawiesistego klimatu, znakomicie „Istota zła” wypada również pod względem konstrukcyjnym – D’Andrea z wprawą łączy z pozoru nieistotne dla fabuły wydarzenia, stopniowo ukazując czytelnikowi jak pokrętnymi ścieżkami potrafi podążać psychika. Znajomość meandrów ludzkiego umysłu ma swoje odzwierciedlenie w wyjątkowo interesujących bohaterach – na każdej z napotkanych przez Salingera postaci, przeszłość odcisnęła trwałe piętno i momentami wydaje się, że maleńka mieścina aż iskrzy od skrywanych przez lata wzajemnych uraz i sekretów.

Istota zła to powieść nietypowa, z rodzaju tych które tylko zyskują w miarę rozwoju fabuły. Jeśli szukacie książki niekoniecznie nastawionej na zawrotne tempo, a bardziej na tajemnicę i dogłębną eksplorację mrocznych zakątków ludzkiej duszy – bierzcie bez wahania.

Kategorie
książki
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz