książki

Hel 3 – Czarne lustro Grzędowicza [recenzja]

Jarosław Grzędowicz wraca z mocnym strzałem, powieścią „Hel 3”. Nie będzie czarowania, trzymania w niepewności i zwodzenia pytaniami retorycznymi o jakość dzieła. Powiem wprost. Ta książka jest przerażająca.

Autor „Pana Lodowego Ogrodu” jest mistrzem w tworzeniu nastroju – potwierdza to również w „Hel 3”. Robi ze słowami co chce, ma charakterystyczny styl ubarwiony histeryczną, neurotyczną ironią człowieka szarpiącego się ze współczesnością.

Grzędowicz jest trochę jak Blizzard, jego dzieła niemal zawsze mają status „When it’s done”. Ale kiedy już wyjdą nie pozostawiają nikogo obojętnym. Jedni się wściekają, że przerysowane, że nieśpieszne, że to jakiś XIX-wieczny troglodyta musiał pisać, co to mu się wolność i odpowiedzialność jednostki zamarzyła (było też parę uroczych zarzutów o mizoginię, ale to nawet nie zmieściło się w przegródce zabawne). Na szczęście trafił się też legion czytelników urzeczonych nastrojem, wciągniętych w piekło codzienności „Księgi Jesiennych demonów” oraz przygodę na kartach „Pana Lodowego Ogrodu”. Obstawiam, że podobny jazgot i rozdźwięk zdarzy się i tym razem. Tylko mocniej. „Hel 3” nie jest książką idealną. Ale tym bardziej nie jest też literaturą letnią – nie pozostawia obojętnym.

„Hel 3” zabiera nas w nieodległą przyszłość do 2058 roku. Nie jest to czas, w którym chcielibyście się znaleźć. Świat stał się bardzo skrajnym miejscem, gdzie państwa poszły w drapieżność albo pluszowy totalitaryzm schowany za ograniczeniami i propagandą bezpieczeństwa. Słowem, obywatela traktuje się tu jak niewolnika albo upośledzone dziecko, za które trzeba myśleć i oblepić wszystko zakazami.

W tej rzeczywistości egzystują ivenciarze, bogowie wiadomości – a właściwie infotainmentu (spłyconej informacji podanej w bardziej rozrywkowej formie). Polują ze swoimi omnifonami i kamerkami w okularach na efekciarskie wydarzenia, które zagwarantują mnóstwo wejść na portalach w MegaNecie. To oni kształtują trendy i kulturę, przynajmniej na chwilę. Bo tutaj praktycznie całe życie rozgrywa się w sieci, która zastąpiła Internet. Dostajemy wgląd we wszechogarniające augmented reality, nakładke na naszą rzeczywistość, ożywającą, gdy tylko nałożymy zwykłe okulary i wyciągniemy następcę smartfonów z kieszeni. Wszystko tu trwa chwilę.

W tym pokrzywionym, złamanym świecie egzystuje Norbert, ivenciarz jakich wielu, tyle, że nie zgasły w nim resztki przyzwoitości i oporu. Choć czają się dobrze zamaskowane. Naszego bohatera poznajemy, gdy w Dubaju wypatruje iventu, który wyciągnie go z ekonomicznego dołka. Gdy już na takie wydarzenie trafia – rozpętuje się piekło będące tylko początkiem drogi na Księżyc. Z paroma mocnymi przystankami po drodze. Jakim cudem Norbert dołączy do ekipy wyruszającej w poszukiwaniu minerału, który może zapewnić stabilność energetyczną całemu światu na długie lata? To już pozostawiam Wam do odkrycia.

Grzędowicz zrobił tym razem głęboki ukłon w stronę fantastyki socjologicznej rodem z lat 70′ i 80′, tylko że ukrył ją za sensacyjnymi wydarzeniami, akcją komandosów, poczuciem zagrożenia oraz lotem na Księżyc. Ale nie o efekciarstwo tu chodzi, lecz o snucie ponurej wizji przyszłości, która może nastać już zaraz. Dlatego fabuła w wielu momentach schodzi na dalszy plan i ustępuje klimatowi, refleksji oraz panoramie świata widzianej oczami pseudo-dziennikarza. Jeśli oczekiwaliście wartkiej zadymy non-stop, to się zawiedziecie, bowiem narracja zazwyczaj nigdzie się nie spieszy. Poza gwałtownymi zrywami. Jeśli jednak przywykliście do sposobu opowiadania Grzędowicza, poczujecie się jak w domu.

Idzie za tym specyficzna konstrukcja książki. Wyprawa po tytułowy minerał stanowi mniej niż jedną trzecią objętości powieści. Reszta to budowanie – i tak dosyć luźnego – ciągu przyczynowo-skutkowego, który do całego zamieszania doprowadził. Oraz eskapada przez wszystkie dziewięć kręgów piekła współczesnego społeczeństwa. „Hel 3” przypomina „Black Mirror”. Podobnie jak brytyjski serial roztacza wizję futurystycznego koszmaru. Sami go stworzyliśmy, rozmieniając wolną wolę na drobne, za które kupiliśmy nowe, ułatwiające życie gadżety. Poziom grozy jest w obu wypadkach podobny. Tutaj Grzędowicz niewątpliwie osiągnął zamierzony cel i gwarantuję, że przynajmniej kilka scen porządnie Wami potrząśnie.

Autor „Pana Lodowego Ogrodu” jest mistrzem w tworzeniu nastroju – potwierdza to również w „Hel 3”. Robi ze słowami co chce, ma charakterystyczny styl ubarwiony histeryczną, neurotyczną ironią człowieka szarpiącego się ze współczesnością. Potrafi uwieść czytelnika z lekkością i łatwością, jednocześnie zaś wymaga od niego pewnego obycia.

Niestety, zawodzi końcówka. Odniosłem wrażenie, że jest nie tylko przewidywalna, ale też odrobinę leniwa. Można ją przewidzieć z dużym wyprzedzeniem i nawet, jeśli wskazówki rozsiano po książce wcześniej – wybija z rytmu. Szkoda. Niemniej, nie ona tu jest tu najważniejsza. Kurczę, nawet luźno zawiązana sensacyjna intryga nie jest tak istotna, choć stanowi koło zamachowe fabuły.

Odnoszę wrażenie, że Grzędowicz już dawno chciał napisać taką książkę. Inną od „Pana Lodowego Ogrodu” czy „Popiołu i Kurzu”. Równie lekką dzięki narracji, ale poświęconą problemom, które tam były zasygnalizowane w tle. Hel 3 jest w pewnym sensie lustrzanym odbiciem „Księgi Jesiennych Demonów„, skupionym na technologii i codzienności dławiącej człowieka, z odrzuceniem mistycyzmu. To wreszcie bilet na przemarsz przez piekło lęków i obaw, jakie wywołuje dzisiejszy świat. Powieść jest przerysowana. Momentami wręcz przegięta – i boli ta nieszczęsna końcówka.

Ale to wciąż kawał świetnego i potrzebnego tekstu.

Kategorie
książki
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Komentarz
  • capsel
    23 lutego 2017 at 17:55
    Skomentuj

    Nieźle się zapowiada trzeba przyznać. Ja ostatnio siedzę trochę innych klimatach, bardziej kryminalnych i czytam „Taniec Wdowca” Ricka Riordana. Kawał dobrego, kryminalnego mięsa – tak jak lubię. Szczególnie główny bohater przyciąga no i cała intryga, która się rozgrywa w muzycznej branży..

  • Dodaj komentarz

    REKLAMA
    Instagram
    • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
    • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
    • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero