Sonia draga
książki

Genialna przyjaciółka [recenzja]

Elena Ferrante jest najbardziej znaną, pośród nieznanych włoskich pisarek. Nie, to nie błąd.  Do tej pory  nie wiadomo kto chowa się za pseudonimem, pod którym wydano książki cenione przez krytyków i zdobywające rzesze czytelników. Jej (jego?) fanką jest m.in. Zadie Smith.

O Ferrante opublikował obszerny tekst „The Guradian”  zaś, czytelnicy pytają kim ona (on) jest, gdzie mieszka, jak wygląda, czy pali – próbując stworzyć sobie namacalny wizerunek tajemniczej autorki (więcej zdań jest, że to ONA). Oczywiście pojawiło się mnóstwo teorii, również takich, że to J.K. Rowling.

Wydaje się jednak, że jest to Włoszka i raczej z okolic Neapolu niż z modnych pasaży mediolańskich czy rzymskich salonów. Chyba nie da się napisać książki tak prawdziwej o  codzienności neapolitańskich przedmieść lat 50. nie mając południowych korzeni. Bohaterki to  dwie przyjaciółki Elena i Lila; powieść zaczyna się „od końca”, gdy mają po sześćdziesiąt parę lat i pewnego dnia jedna z nich znika, usuwając wszelkie ślady po sobie łącznie z fotografiami. Druga, próbując zrozumieć ten krok cofa się we wspomnieniach do czasu, gdy wszystko się zaczęło…

Są dziewczynkami w wieku szkolnym, a my śledzimy ich losy w kolejnych latach. Narracja jest prosta, precyzyjna i nieubłaganie wciąga do samego środka kreowanego świata. Choć osadzona w Neapolu to powieść uniwersalna – o dorastaniu, dojrzewaniu, wchodzeniu w dorosłość. O poznawaniu siebie, o ewoluujących przyjaźniach, wyborach i kształtowaniu własnego dekalogu wartości.
Pojawiające się na dalszym planie wątki związane z faszystowskim epizodem w historii Włoch nasunęły mi skojarzenie z filmem Felliniego „Amarcord”, pokazującym życie mieszkańców prowincjonalnego miasteczka w latach 30. i może dlatego włoscy aktorzy z różnych lat już do końca lektury wizualizowali mi fabułę. Sophia Loren, Monica Bellucci (obie uwielbiam) – gdybym mogła zekranizować tę powieść po swojemu, partnerowałyby sobie właśnie one, pal licho różnicę wieku, coś bym wymyśliła. Do roli Lili pasowałaby też nasza, ale już bardziej włoska Kasia Smutniak.

To nie jest jedna z tych pogodnych opowiastek chwaląca życie pod włoskim niebem i zachęcająca do przeprowadzki oraz jedzenia oliwek. Oczywiście bohaterom zdarza się chodzić na pizzę (w końcu to południe Włoch), ale powieść sięga znacznie głębiej.

Kategorie
książki

Dodaj komentarz