książki

Demon – koszmary (po)wojenne [recenzja]

Jakiś czas temu miałem okazję czytać „Podziemne miasto” Łukasza Henela. Historia to była fajna, bo mocno nawiązująca do wciąż budzącego niepokój Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego i sprawnie wplatająca weń paranormalny horror. „Demon” tego autora, to znów powieść grozy z motywem drugiej wojny światowej w tle – na tym jednak podobieństwa się kończą.

Historie w książce Henela tym razem mamy de facto dwie, splatające się w całość – w pierwszej z nich poznajemy cierpiącego na nieuleczalną chorobę doktora medycyny Jana Piołuna. Cierpiący na schorzenie powodujące szybkie starzenie się mężczyzna, którego życie wali się w gruzy z prędkością lawiny, decyduje się na wyjazd w Góry Sowie, by tam objąć posadę opiekuna owianego złą sławą schroniska na Wilczycy. Druga część książki koncentruje się na postaci policjanta Dominika Lamberga, zmagającego się z traumą i jątrzącą się niczym ropień chęcią zemsty na człowieku odpowiedzialnym za śmierć jego rodziny. Drogi obu panów wkrótce się przetną, a wszystko to za sprawą sił, które nieopatrznie zostały sprowadzone do naszego świata przez poszukujących sposobu na wygranie wojny nazistów – sił z rodzaju tych, które nigdy nie powinny zostać obudzone.

Napisać horror który naprawdę potrafi postawić włosy na karku na baczność to sztuka wyjątkowo trudna – z ręką na sercu jestem w stanie wymienić bodaj dwie powieści, którym do tej pory się to udało: „Pamiętam Cię” Yrsy Sigurdardottir i „Cmętaż Zwierząt” Stephena Kinga. Tak było przynajmniej do momentu, w którym zabrałem się do lektury „Demona” – i o ile nie nazwałbym książki Henela nieustannie przerażającą, tak już niepokój który potrafiła wywołać, czułem wręcz namacalnie.

Wielka w tym zasługa faktu, że Henel potrafi bardzo fajnie stopniować napięcie, a praktycznie każda scena w „Demonie” jest znakomicie zaplanowana. Od samego początku czujemy, że święci się coś złego, jednak informacje są nam dawkowane na tyle oszczędnie, by ów „stan podwyższonej gotowości” nieustannie podtrzymywać. Autor nie epatuje przy tym szczególnie graficznym przedstawieniem okropieństw (choć kilka działających na wyobraźnię opisów również się znajdzie), w miejsce tego bazując bardziej na niedopowiedzeniach – i to, nawet kiedy już dokładnie wiemy w czym rzecz, jest strzałem w dziesiątkę. Dodatkowe brawa należą się także za zapanowanie nad mnogością wrogiej menażerii jaką w książce przyjdzie nam spotkać – będą duchy, demoniczni nazistowcy doktorzy, demony, a nawet wampirzyca. Taki zespół strachów równie dobrze mógłby zakrawać na śmieszność, ale Henel robi świetny użytek z ludowych legend i podań i okazji do drwin nie ma przy tym ani trochę.

Fajnie wypada też tempo akcji, które jest odpowiednio szybkie, ale w kluczowych momentach spowalnia tak, by dać nam czas dobrze zwizualizować sobie, co też może czaić się za potencjalnymi drzwiami. Jedynym wyjątkiem od reguły jest zakończenie, które osobiście odebrałem jako zbyt mało rozbudowane i pozostawiające po sobie spory niedosyt- być może to jednak efekt tego, że całość stoi na wyjątkowo wysokim poziomie i po prostu chciałoby się więcej.

„Demon” podobał mi się bardzo – na tyle, że z niecierpliwością wyczekuję następnej powieści Łukasza Henela. Jeśli lubicie książkowe horrory, w szczególności te o duchach, bierzcie bez wahania, bo to rzecz tak niepokojąca, jak intrygująca – a w dodatku pięknie wydana. Warto!

Demon. Autor: Łukasz Henel. Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017. Ocena: 85%

Kategorie
książki
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz