książki

Cienie – najwyższa półka literackiego kryminału [recenzja]

W kryminałach chodzi z grubsza o to, by kogoś zabić. A potem prowadzić śledztwo, mające odpowiedzieć na pytanie: kto zabił. Wojciech Chmielarz odrobił tę lekcję, jednak uznał, że mu to nie wystarcza. Bowiem w „Cieniach” (ale i we wcześniejszych powieściach autora) rzecz nie w tym, kto zabił, ale dlaczego. I jakie jeszcze, większe brudy wypłyną na wierzch przy okazji.

Największym atutem powieści Chmielarza jest jej złożoność. Zaczyna się od niby prostej zbrodni i oczywistego podejrzanego. Jednak komisarz Mortka nie dowierza. A dlatego, że wszystkie dowody wskazują na jego przyjaciela – Kochana. A to się w postrzeganiu Mortki nijak zmieścić nie chce. Kochan – owszem – idealny nie jest. Niewiele brakowało, by dyscyplinarnie zwolniono go z pracy w policji za znęcanie się i pobicie żony. Jednak w dokonane przez niego zabójstwo komisarz Mortka wierzyć nie chce.

Rozpoczyna więc śledztwo i z całą pewnością zaskoczy go to, co odkryje. A przy okazji zaskoczony będzie i czytelnik, bowiem Chmielarz prowadzi fabułę umiejętnie, myląc tropy, podsuwając kolejne wątki, splatając je w misterną siatkę wzajemnych powiązań i dokładając spraw, które zaskakująco się ze sobą łączą. Ale jednocześnie potrafi nie pogubić się w niuansach historii, doprowadzić wszystkie wątki do końca, nie wpaść w przesadę a jednocześnie wykreować bardzo niejednoznaczny świat, w którym nikt nie ma czystych rąk, ale też niewielu możemy jednoznacznie potępić.

Dwuznaczność bohaterów to jeden z największych plusów tej powieści, ale i rzecz znana z wcześniejszego dorobku Chmielarza. Tutaj nawet główne postacie pozytywne nie są kryształowo czyste. By nie powiedzieć, że trudno tak do końca z nimi sympatyzować. A antagoniści okazują się równie niejednoznaczni, równie trudni do moralnej oceny. Owszem, mogłoby się wydawać, że zbrodnia jest zbrodnią i to nie powinno podlegać dyskusji. Jednak w „Cieniach” zbrodnia osadzona w kontekście społecznym nie jest już tak zero-jedynkowa. Wiele zależy właśnie od tego, kto ją popełnił, a jeszcze więcej – dlaczego? Chmielarz nie formułuje wniosków, ale podsuwa nam kolejne fakty, kreśli szerszy obraz. A dzięki tak uzyskanej perspektywie uruchamia się nasz wewnętrzny relatywizm. Zaczynamy rozważać, może nie tyle pełne rozgrzeszenie zbrodniarzy, co szukamy dla nich wytłumaczenia. Próbujemy zrozumieć. Osadzić siebie samych w ich roli i odpowiedzieć sobie na pytanie – co byśmy zrobili na ich miejscu?

To właśnie największa siła „Cieni”, która czyni je jednym z najlepszych polskich kryminałów (a z pewnością najlepszych autora) i pokazuje konsekwentny rozwój Chmielarza jako pisarza.

Już w poprzednich książkach ten moralny relatywizm i ta dwuznaczność kreowanych postaci uwidaczniała się silnie, jednak tutaj ma chyba najwiekszy z dotychczasowego dorobku autora „Wampira” wydźwięk.

Świat kreowany w „Cieniach” to odcienie szarości, gdzie nie ma rzeczy oczywistych, a wszystko zależy od perspektywy. Tylko śmierć zdaje się stała, nieuchronna, jednoznaczna. Ale jej konsekwencje i – co ważniejsze – umotywowanie – już tak łatwe nie jest. Chmielarz prowadzi nas przez światek polskiej policji, któremu daleko od idealnego. Światek, gdzie mało kto ma czyste ręce, ci którzy nawet chcą dobrze, niejednokrotnie dokonują złych wyborów, jakie wiodą ich do upadku, a pojęcie sprawiedliwości zdaje się być abstrakcyjne i na wskroś umowne.

Rozwiązanie początkowej zagadki owszem, jest. I z całą pewnością pasuje do wszystkich, porozrzucanych w całej powieści tropów. Ale w trakcie lektury staje się – paradoksalnie – jednym z najmniej znaczących elementów, bowiem wykreowana intryga rozwidla się na wiele ważniejszych, z początku tylko pozornie pobocznych, wątków.

Autorowi udała się sztuka uniknięcia banału w opowiadanej historii. Mamy tu wszystko, czego potrzebuje dobry kryminał, ale mamy też coś więcej. Realizm tła, na jakim Chmielarz buduje swoją opowieść jest tu kluczem do sukcesu „Cieni”, do siły ich wyrazu, finalnego, znakomitego efektu. Łatwo nam osadzić powieściowe zdarzenia i postaci w świecie rzeczywistym, bowiem ten książkowy precyzyjnie go odzwierciedla. To rzadki przykład autora, który nie nagina realiów dla potrzeb fabuły, ale właśnie fabułę idealnie dopasowuje do uwarunkowań rzeczywistości, które przenosi do powieści w skali 1:1. Brak tu dłużyzn, brak zbędnych zapychaczy. Prostota języka i jego dosadność umożliwia autorowi bazowanie na naszej wyobraźni, kreującej z łatwością zobrazowanie poszczególnych scen. A to sprawia, że „Cienie” są zarówno przystępną, ale i wciągającą lekturą.

Po lekturze „Cieni” nikogo nie powinny dziwić zachwyty nad twórczością Chmielarza i nazywanie go „najbardziej obiecującym autorem kryminałów młodszego pokolenia”. Cóż, te opinie mają solidne podparcie choćby taką powieścią, jak właśnie „Cienie” udowadniające, że ich autor to najwyższa półka literackiego kryminału w Polsce.

Cienie. Wojciech Chmielarz. Marginesy 2018
10
Cienie. Wojciech Chmielarz. Marginesy 2018
Kategorie
książki
Mariusz Wojteczek

R rocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Prowadzi blog Co przeczytać? - subiektywny blog literacki. Regularnie pisuje recenzje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologii „Słowiańskie koszmary”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W styczniu 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Mieszka z dwoma kotami i jest mu z tym dobrze.

Dodaj komentarz