SQN
książki

Chłopcy 4. Największa z przygód – wielki finał… bez finału [recenzja]

O ile dwa pierwsze tomy „Chłopców” świetnie wkomponowały się w lekką fantastykę igrającą w najlepsze z kliszami popkultury, trzeci okazał się ponurą powieścią stawiającą pod znakiem zapytania dalsze losy bohaterów cyklu. Nic dziwnego, że wypatrywałem czwartej części z wielką niecierpliwością.

Nie ukrywam, że owa niecierpliwość wiązała się także z dużymi obawami. Nie tylko dlatego, że wahałem się, czy Jakub Ćwiek utrzyma poziom serii, ani czy rzeczywiście w tym punkcie ją zakończy. Obawy wiązały się też z podobieństwami do najsłynniejszego cyklu autora – „Kłamcy”. Tam również najpierw pojawiły się dwa lekkie, popkulturowo bezczelne zbiory opowiadań, część trzecia okazała się powieścią, w której nie wszystko już było lekkie i przyjemne, a tom czwarty… No cóż, kto nie czytał, to ode mnie się nie dowie. Ale istotnie, żywiłem obawy, że Ćwiek może wpaść w koleiny własnego sukcesu. Autor „Ciemność płonie” nie byłby jednak sobą, gdyby nie zrobił wszystkiego na przekór i po swojemu. Wolta jaką tutaj wykonał może jednym przypaść do gustu, innych kompletnie rozczarować, niemniej „Największa z przygód” znakomicie koronuje (mam nadzieję, że nie wieńczy) cykl o gangu motocyklistów z Nibylandii.

Cień i Piotruś stopniowo realizują swój plan i w zasadzie jedyną istotą, która może im przeszkodzić, jest Pan Proper. Dramatyczny finał tomu trzeciego znajduje swoje przedłużenie w tej powieści, gdy Dzwoneczek próbuje odzyskać swoich Chłopców, ale by wyrwać ich z fałszywej rzeczywistości, czasem musi wiele poświęcić. Stopniowo zbiera ekipę i szykuje się do konfrontacji z Cieniem i Piotrusiem.  Pytanie tylko, czy rzeczywiście zmierza do walki, czy bezwiednie wykonuje misterny plan Lubego?

[quote align=’right’]Ci więc, którzy oczekują spektakularnej rozwałki z okrzykiem „Bangarang”, srodze się rozczarują.

Wspomniałem o wolcie. W niej tkwi największy problem i zarazem atut powieści. Poprzedni tom przygotowywał nas na wielką rozgrywkę pomiędzy ekipą Cienia a Chłopcami, wspominaliśmy nawet tutaj, że Luby wyrósł na zaskakująco świetny czarny charakter. Tym razem jednak Ćwiek nie dał mu zabłysnąć, a jeśli chodzi o wielki finał… to go nie ma. Ciężar gatunkowy wynikający z poprzedniej części został nieco przytłumiony przez wyjątkowe (nawet jak na tę serię) salwy wulgaryzmów i duże szczęście Chłopców podczas starć, ale i tak wybrzmiewają tu refleksyjne i ponure nuty. Ci więc, którzy oczekują spektakularnej rozwałki z okrzykiem „Bangarang”, srodze się rozczarują. Oczywiście walk, bójek i okrzyku nie zabrakło, jednak sprawiają wrażenie jakby dodanych dla porządku. Ważniejsze stają się rozmowy, gierki wewnątrz ugrupowań (Cień, Piotruś, Wendy – kto kim właściwie manipuluje?), a przede wszystkim moralny aspekt poszczególnych działań. O ile do tej pory zawsze byłem całym sercem za Chłopcami, tym razem, gdy na jaw wyszły pewne fakty, przyznaję, że moja sympatia do nich, szczególnie do Dzwoneczka, w kilku miejscach osłabła. Podział na tych dobrych i tych złych zniknął, w zabawny misz-masz Synów Anarchii z Piotrusiem Panem wdarło się brutalnie szare życie. A w nim nie ma miejsca na bezprzykładne szaleństwo. Można, oczywiście, czasami żyć mrzonkami i dążyć do ich spełnienia. Czasem jednak trzeba umrzeć. Czasem wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, swoich bliskich, rodzinę. A czasem po prostu trzeba dorosnąć. Kto jest gotów?

Kategorie
książki
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz