Scream Comics / Taurus Media / Egmont
komiks

Złoty osioł / Zapach niewidzialnego / El Gaucho – Milo Manara w formie [recenzja]

Z okazji niedawnej wizyty Milo Manary w Polsce, ukazały się aż trzy albumy tego włoskiego artysty. Każdy nieco odmienny graficznie, ale każdy tak samo zachwycający.

Manara, choć obecnie niewiele tworzy, już dawno wypracował sobie status klasyka europejskiego komiksu. Uznanie zdobył nie dzięki swoim scenariuszom, które, krótko mówiąc, pozostawiają wiele do życzenia, a fenomenalnej kresce, którą kreśli przepiękne kobiety i wszelkiej maści sceny erotyczne. Kreska właśnie pełni najważniejszą rolę w jego albumach autorskich, gdzie braki w umiejętności prowadzenia narracji nadrabia scenami mocno zapadającymi w pamięć.

“Złoty osioł” od Scream Comics, to artystycznie najładniejszy tom z tych trzech wydanych. Jest on luźną adaptacją dzieła Apulejusza, w której główną rolę odgrywają seks i erotyka. Każdy kadr to małe arcydziełko nawiązujące stylistyką i kolorystyką do greckich fresków. Wszystko jest tu namalowane ze smakiem, a Manara czuje się jak ryba w wodzie kreśląc nagie panny w mniej lub bardziej wyzywających pozach i dając upust swej erotycznej wyobraźni (choć wcale nie idzie na całość). Album ogląda się z niemałą przyjemnością, to autentyczna uczta dla oka. Gorzej jest ze scenariuszem, który jest oczywiście pretekstowy i pozbawiony jakiejkolwiek puenty, ale jego zaletą jest to, że ma wymiar satyryczny. Lepiej jednak traktować “Złotego osła” jako wspaniały artbook i nie oczekiwać zbyt wiele.

W “Zapachu niewidzialnego”, zbierającym dwa oryginalne tomy, mamy do czynienia z sytuacją podobną do tej w “Kliku”. Otrzymujemy fajny pomysł wyjściowy z kolejną taką-sobie-pretekstową-udającą-coś-więcej fabułą. Wszystko kręci się wokół maści mogącej czynić niewidzialnym i różnych skutkach jej użycia. Manara oczywiście najbardziej skupia się na sferze erotycznej, ale tym razem z domieszką lekkiego humoru, co wychodzi opowieści na dobre. Szkoda, że w drugiej części popłynął w kierunku tematów politycznych i terroryzmu, bo zupełnie nie pasują one do komediowej atmosfery całości. Graficznie autor prezentuje tutaj styl czysty, ostry jak żyletka, precyzyjną kreskę i przywiązanie do szczegółu. Brak kolorów pozwala skupić się na mniej istotnych detalach, wyłapać drobne smaczki i jeszcze bardziej docenić umiejętności artysty. Po raz kolejny więc forma przerasta treść. Ale komuś to przeszkadza?

Jeśli jednak komuś przeszkadzają śladowe ilości fabuły u Manary, to dobrym rozwiązaniem może być “El Gaucho”, czyli album stworzony wspólnie z Hugo Prattem. Scenarzysta “Indiańskiego lata” serwuje tutaj dość brutalną historię o ciężkiej podróży do Nowego Świata i niespełnionych nadziejach. To dramat pełną gębą z wątkami politycznymi, obyczajowymi, niewolniczymi, pełen wyzyskiwaczy i złych ludzi oraz kilkorga naiwnych marzycieli. Mnóstwo tu napięć, emocji i niebanalnych problemów. Fabularnie jest to więc kompletne przeciwieństwo dwóch poprzednich albumów, ale artystycznie zawieszone gdzieś pomiędzy nimi. Precyzyjnej, szczegółowej kresce towarzyszą brudne, mroczne, depresyjne wręcz barwy, które mocno sugerują, że nie ma tutaj miejsca na szczęśliwe zakończenia.

Trzy albumy. Trzy różnej jakości opowieści. Trzy odmienne podejścia do rysowania. Jeden autor, z którego sztuką w każdym calu warto się zapoznać.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz