komiks

Wieczny Batman # 3 – A jednak można [recenzja]

Po słabiutkim drugim tomie, do tygodnika Snydera zebranego w trzech woluminach podchodziłem w bardzo mieszanymi uczuciami. Przeważały głównie te negatywne, bo poprzednia część „Wiecznego Batmana” nie obroniła się nawet klimatem. Ku memu zaskoczeniu, ekipa z DC zebrała na finał całkiem sporo sił i postawiła serię na nogi.

Z pewnym wahaniem, ale jednak polecam „Wiecznego Batmana” jak przyzwoitą lekturę uzupełniającą do głównej serii tworzonej przez Snydera.

Nie, żeby „Wieczny Batman” nagle zerwał się do lotu i poszybował na wyżyny, które do pewnego momentu prezentowała główna seria o Nietoperzu w New 52, ale przynajmniej raźno maszeruje ku zakończeniu i wywiązuje się z fabularnych obietnic. Od razu jednak uprzedzam, że do nacieszenia się historią w pełni wymagana jest znajomość właśnie runu Snydera i Capullo, inaczej parę scen zostawi Was z lekkim zdziwieniem i niezrozumieniem.

Sytuacja w Gotham pogarsza się z dnia na dzień. Komisarz Gordon wciąż siedzi w więzieniu, a jego następca mimo próby poprawy sytuacji nie jest w stanie nic wskórać, gdyż stracił zaufanie policjantów. Batman traci grunt pod nogami – wystawiono za nim list gończy, a Wayne Enterprises zostaje zawieszone. Jego pomocnicy próbują zaś odnaleźć się w całej sytuacji i pomóc mentorowi. Tymczasem w mieście rośnie nowa siła – Catwoman powoli przejmuje władzę w przestępczym podziemiu i szykuje się do wprowadzania nowych porządków. Wszyscy oni będą musieli zmierzyć się z własnymi wątpliwościami oraz czekającym w cieniu przeciwnikiem odpowiedzialnym za chaos.

Scenariusz nie zrywa czapek z głów i wciąż zdarzają się dłużyzny oraz niepotrzebne stawki, ale przynajmniej z powrotem nabrał sensu i trzyma się kupy. Oczywiście, wszystko zmierza do wielkiego finału zasygnalizowanego już na starcie serii, a kilka zakrętów fabularnych można spokojnie przewidzieć. Mimo osłabionego suspensu ostatni tom „Wiecznego Batmana” czyta się jednak dużo lepiej niż poprzednika. Historia przebiega w miarę płynnie, wywołuje atmosferę osaczenia i narastającego napięcia, a kilka pomysłów naprawdę się udało. Wyszło zwłaszcza ukazanie, ile Batman znaczy dla całego miasta.

Sporo dobrego osiągnięto też dzięki lepszemu doborowi rysowników. Dalej dostrzegam pośpiech i wynikające z tego powodu błędy oraz niedociągnięcia, ale rzadziej zdarzają się zeszyty wybijające z nastroju, a rujnujących klimat – na szczęście brak. Nie są to najlepsi graficy świata, często kopiują Jocka lub Jasona Faboka, ale przynajmniej zachowują pewną spójność w tym, co prezentują. Tym razem nie uświadczymy pokracznych kreaturek z wyłupiastymi oczkami jak u Małego Głoda z reklamy Danone.

Z pewnym wahaniem, ale jednak polecam „Wiecznego Batmana” jako przyzwoitą lekturę uzupełniającą do głównej serii tworzonej przez Snydera. Koniec końców sporo tu akcji i mroku, który powinien zadowolić miłośników Nietoperza. Nie w stu procentach, ale zawsze.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz