komiks

Wędrówka przez Morze Czerwone – afrykańska przygoda życia [recenzja]

„Wędrówka przez Morze Czerwone” intrygująco  wyróżnia się na tle tegorocznej oferty komiksowej. Tematem, rysunkami, autorską refleksją, po prostu wszystkim.

Ostatnie dziesięciolecie to niezwykły wprost rozkwit popularności na naszym rynku księgarskim literatury faktu. Śladami Ryszarda Kapuścińskiego poszło wielu twórców, a dzięki staraniom Wydawnictwa Czarne do rąk czytelników, z czasem także ze strony innych wydawnictw, zaczęła trafiać pierwszej klasy literatura reportażowa. Ów trend, prawda, że w stopniu raczej minimalnym widoczny jest również na rodzimym poletku komiksowym. Pojawiły się tak ważne tytuły jak „Palestyna” i „Strefa Bezpieczeństwa Gorażde” Joe Sacco, komiksy Guya Delisle, czy „Fotograf” Didiera Lefevre i Emmanuela Guiberta. Kartkując „Wędrówkę przez Morze Czerwone” to właśnie  z „Fotografem” z racji podobieństw formalnych (wykorzystanie w komiksie autentycznych zdjęć) nasuwają się najbliższe skojarzenia. Choć w rzeczywistości „Wędrówka przez Morze Czerwone” to jeszcze coś innego, to literatura, w której strona faktograficzna stanowi jedynie część autorskiego zamysłu – zresztą zupełnie jak w prozie Kapuścińskiego.

[quote align=’right’]”Wędrówka przez Morze Czerwone” to także wariacja na temat literatury podróżniczo-przygodowej, w szczególności marynistycznej.

Fabuła i sam koncept poruszają się bowiem w kilku obszarach. Mamy tutaj refleksję na temat stałości pewnych mechanizmów w historii świata, które wraz z postępem technologicznym zmieniają jedynie swoje oblicze. „Wędrówka przez Morze Czerwone” to także wariacja (to słowo chyba najlepiej tu pasuje) na temat literatury podróżniczo-przygodowej, w szczególności marynistycznej. Szkoda przy tym, ze odwołania do wymienianych w komiksie autorów – Monfreida i Kessela, brzmią dla polskich czytelników tak obco, bo z prozą tą, z powodu braku tłumaczeń lub wznowień nawet nie mamy szans obcować. Wielka jednak zasługa autora albumu, Joela Alessandra, że na kartach swej opowieści potrafił nam odwzorować opisywane realia i nastrój tejże literatury, poruszając wrażliwą strunę w duszy i swojego bohatera, i czytelnika.

Do tego zadania posłużyła pewnego rodzaju literackość komiksu w połączeniu z jego graficzną stroną. Jeśli szukalibyśmy porównania, to można odnaleźć podobieństwa stylów Alessandry z Cirilem Pedrosą. Ta sama szkicowość  świata przedstawionego, podobna paleta barw, które wydają się na pierwszy rzut oka nie za bardzo pasować do obranej przez twórcę tematyki, ale czy naprawdę lepiej by pasował tu realistyczny graficznie styl? Teoretycznie powinien, bo przecież mamy tu charakterystykę skrawka Afryki, z często pojawiającymi się w serwisach informacyjnych (ale już także i w popkulturze) historiami o wrogich działaniach somalijskich piratów. Alessandra przybliża nam te zagadnienie, wskazuje jego źródła, a przy tym podaje to w formie fundamentalnej prawdy, ukazując w jak niewielkim stopniu na wpół wydawałoby się zapomniana i odchodząca przeszłość różni się od teraźniejszości.

Pozostaje jeszcze bohater o imieniu Tom (najwyraźniej alter-ego autora albumu) i jego rzeczywista (w drugiej partii komiksu jakże niebezpieczna, a wręcz wybuchowa) podróż, ściśle związana z wewnętrznymi przeżyciami rodem z prozy Josepha Conrada. To dzięki jego historii zaczynamy rozumieć, że tylko taka własnie graficzna technika była w stanie oddać wszelkie wahnięcia duszy wrażliwego nauczyciela sztuk plastycznych. Po śmierci żony, nie wiedząc co począć ze swym życiem wyprawia się do Afryki, by uczyć plastyki tamtejszą młodzież. Życie toczy się tu zupełnie inaczej niż w Europie – inne jest pod względem tempa, inne pod względem emocji. Tych drugich zapewnia mu w olbrzymiej dawce poznany przypadkowo awanturnik o imieniu Fred. Wciągnie on Toma w wir nieoczekiwanej, bardzo niebezpiecznej, ale także uzdrawiającej duchowo przygody, podczas której bohater znowu poczuje chęć do życia. Bo o tym właśnie jest „Wędrówka przez Morze Czerwone” – choćby nie wiem jak życie nam doskwierało, warto czasem poszukać głębiej, może zdać się na łut szczęścia bądź przypadku i ponownie odnaleźć w nim trochę sensu. To także uzdrawiająca opowieść dla samego czytelnika. Kończąc lekturę komiksu odczujemy bowiem sugerowaną przez jego twórcę realną możliwość odmiany własnego losu, która – czy to dzięki splotom okoliczności, czy sile własnego zaangażowania – jest w istocie do osiągnięcia.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz