komiks

We stand on guard – Kanada pachnąca śmiercią [recenzja]

W nowym komiksie ze scenariuszem Briana K. Vaughana przenosimy się sto lat do przodu, do  kraju bądź co bądź w popkulturze z lekka zaniedbanego. A przy tym, opowieść o okupowanej przez Amerykanów Kanadzie okazuje się być nad wyraz aktualna.

Twórca postanowił tym razem odpocząć od długaśnych historii i skupił się na zwartej, złożonej z sześciu zeszytów historii. Historii, która wydaje się być pretekstem do geopolitycznych spekulacji a także – poprzez osadzenie w dalekiej przyszłości – bardzo widowiskowych, militarno-technologicznych fajerwerków. Mamy tu zatem potężne, militarne pojazdy i mechy  (niczym z „Pacific Rim”), funkcjonujące w zimowej scenerii Kanady. Zamysł iście genialny, ponieważ umieszczając fabułę w XXII wieku w państwie, które raczej nie kojarzy się z politycznymi wstrząsami, Vaughan zabawił się we wnikliwą analizę mechanizmów rządzących międzynarodowymi konfliktami. Dokładnie chodzi o ten rodzaj konfliktu, kiedy jedno państwo najeżdża drugie i zaczyna je okupować.

Znamy temat? No pewnie, my Polacy bardzo dobrze. Jako naród okupowany prowadziliśmy z niejednym ciemiężcą słuszną wojnę, sytuacja zero jedynkowa – dopiero po dziesięcioleciach zaczęto przypominać mroczne oblicze tej walki. Kwestia jest taka: czy cel (wyzwolenie) uświęca środki? A także – jeśli weźmiemy pod lupę inne, współcześnie okupowane (i powiedzmy sobie prawdę, uważane przez Zachód za siedliska zła) kraje, często zadajemy sobie pytanie, po której stronie leży słuszność. Pytanie, na które nie tak łatwo odpowiedzieć, ponieważ odpowiedzi często jest wiele i nagle stają się bardzo złożone.

U Vaughana mamy właśnie tego rodzaju, szerszą perspektywę. Owszem, sytuacja wyjściowa jest jasne – jeden naród ciemiężony przez drugi. Dochodzi do tego skupienie się na motywacjach jednostek, przeradzające się z czasem we wnikliwie spojrzenie na przedstawicieli obu stron konfliktu. Kluczową postacią uczyniono tu młodą Kanadyjkę, która podczas ataku sprzed kilku lat straciła rodziców i z czasem stała się zapiekłym wrogiem najeźdźców. W retrospekcjach poznajemy koleje jej losu, ukrywanie się ze starszym bratem i powolne rodzenie wewnętrznej determinacji, która pomoże jej w przyszłości skutecznie walczyć z wrogiem. Najlepszą ku temu okazję młoda Amber zdobędzie docierając do grupy partyzantów (czy też określanych przez drugą stronę jako terrorystów) z grupy „The Two-Four”, którzy w zimowych, niedostępnych rejonach szykują kolejna akcję odwetową.

Z każdą kolejną stroną młoda i piękna Amber zaczyna nas coraz bardziej fascynować i w równym stopniu przerażać. Kim jest ta dziewczyna – bohaterką czy fanatyczką? Gdzie leży granica konfliktów, czy jest taki moment, kiedy któraś ze stron musi wrzucić bieg wsteczny? Bardzo dobrze, że w komiksie poznajemy również racje tych  drugich (głównie za sprawą innej, wyrazistej kobiecej bohaterki), poznajemy też kolejne szczegóły konfliktu, dzięki którym staje się jasne, że ogólna sytuacja w tym przypadku wcale nie jest zero-jedynkowa. W pewnej chwili to już jest nieistotne – istotna jest eskalacja, kto przelicytuje kogo, kto zada więcej zniszczeń.

To wszystko dzieje się w komiksie, który w swej formie, także graficznej, nie zapowiada wcale tak aktualnego i poważnego tematu. Więcej – wśród morza śmierci i ognia, wśród nieludzkich tortur i ludzkiej zapalczywości znajdziemy mnóstwo pokładów groteski (przypominającej tę z „Kaznodziei”, szczególnie na polu grafiki, za którą odpowiada Steve Skroce). Czasem jest tak okrutnie, że wręcz śmiesznie, poza tym twórcy fundują nam widowiskowe potyczki i rasowe cliffhangery, jakby za wszelką cenę chcieli nam udowodnić, że opowiadają znacznie lżejszą gatunkowo, rozrywkową  historię. Strzał w dziesiątkę, bo być może o takich sprawach należy opowiadać w ten właśnie sposób – uciekając od patosu i pogrążając się w okrutnej grotesce,  ponieważ tylko w ten sposób da się w pełni opowiedzieć o ludzkim szaleństwie. W pierwszej warstwie to wręcz przygodowe political fiction. A w  drugiej… cóż, ponure wnioski zaczynają napływać do głowy dopiero po skończonej lekturze.

We Stand on Guard. Scenariusz: Brian K. Vaughan. Rysunki: Steve Skroce. Image Comics. Ocena: 75%. KUP TERAZ.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz