komiks

We Can Never Go Home – Podróż do końca złudzeń [recenzja]

Thelma i Louise. Urodzeni Mordercy. Bonnie i Clyde. Teraz do tych filmowych duetów dołączają kolejne gorzko-romantyczne wyrzutki, Duncan i Madison, bohaterowie komiksu We Can Never Go Home. Ich wędrówka ma jednak inne znaczenie.

Buntownicze poodróże wyrzutków przez Stany mają długie tradycje filmowo literackie, ale konwencja jest tak pojemna, że zawsze zmieści się tam nowy pomysł. Twórcy We Can Never Go Home postanowili zabawić się ze zgranymi schematami inicjacji dzieciaków obdarzonych nadnaturalnymi (superbohaterskimi) mocami i obedrzeć tego typu opowieści z romantycznych złudzeń.

Kiedy Madison ujawnia swoje zdolności w obronie Duncana, nie do końca stabilnego dzieciaka, oboje muszą uciekać z zapadłej dziury, w której się urodzili. Zainteresowani ludzie ruszają jednak w pościg za zbiegami, a po drodze padają trupy.

Autorzy się nie patyczkują. Współpraca rysowników i scenarzystów pomogła w odmalowaniu posępnego obrazu kraju. Stany są tu miejscem obcym, nieprzyjaznym dla odmieńców, a nawet ludzie obdarzeni mocami jednoczą się jedynie pod skrzydłami żądnych krwi gangów. Kolejne etapy tej wędrówki przez piekło i zaszczucie prowadzą do odebrania złudzeń – i czytelnikom, na temat konwencji, w której porusza się główny nurt amerykańskiego komiksu – i bohaterom, którzy próbują w to wierzyć. Splata się to wszystko w całkiem zgrabny meta-komentarz o stanie współczesnej popkultury. Nawet rycersko brzmiące imię Duncana jest tu tylko jeszcze jednym prztyczkiem w ucho, jeśli weźmiemy pod uwagę charakter chłopaka. To sprytny, ale żyjący iluzją człowiek, który aż za bardzo pragnie, by jego sny stały się rzeczywistością.

We Can Never Go Home jest jednak przede wszystkim przejmującą opowieścią drogi o dwójce zagubionych ludzi z zamkniętą strukturą, zmierzającą od obiecującego startu do dosyć gorzkiej, pouczającej puenty. I jako taka sprawdza się znakomicie. Owszem, pewne wątki pozostawiono otwarte, ale rdzeń historii stanowi zamkniętą, mówiącą własnym głosem całość, która nie potrzebuje dopowiedzeń.

Artyści spisali się na medal, serwując nam kadry wypełnione amerykańskim brudem, szarością i nijakością pustkowi oraz małych mieścin, po których błąkają się bohaterowie. Kreska jest prosta i intensywna, a rysownicy potrafią się wykazać niezłą drapieżnością, gdy akcja nabiera tempa.

Pozostaje mi polecić tę pozycję każdemu Czytelnikowi, który pragnie delikatnej odmiany i historii sunących bliżej ziemi. To bardzo dobra opowieść zamknięta w jednym tomie. Nic, tylko brać i cieszyć się lekturą. Nawet jeśli zostawi Was z uczuciem lekkiej niewygody.

We Can Never Go Home, projekt – Dylan Todd, scen. Mathew Rosenberg i Patrick Kindlon, rys. Josh Hood i Brian Level, NonStop Comics 2017. Ocena: 80%. Komiks można kupić tutaj.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz