ATY
komiks

Usta pełne śmierci [recenzja]

W „Planecie uciętych kończyn” Łukasz Mazur umiejętnie nabijał się z komiksów superbohaterskich. Z kolei w spin-offie pt. „Usta pełne śmierci” kontynuuje zabawę tym gatunkiem i jednocześnie składa hołd Erikowi Larsenowi, twórcy „Savage Dragona”.

„Usta…” to ledwie ośmiostronicowa broszurka wypełniona wyłącznie przemocą, bijatykami i bardzo zdawkową ilością dialogów. Mazur do skomponowania tej prostej historii o ucieczce wykorzystał siedemdziesiąt osiem kadrów żywcem przerysowanych z przeróżnych zeszytów „Savage Dragona”, któremu w grudniu 2014 stuknęło równo dwieście numerów. Jako, że też jestem fanem płetwogłowego, zdjąłem z półki swoje omnibusy i podążyłem za ściągawką zamieszczoną na ostatniej stronie „Ust…”, wyszukując w grubych tomiszczach poszczególne klatki. I faktycznie, wszystko się zgadza. Zajęło mi sporo czasu – znacznie więcej niż przeczytanie samego komiksu, który trwa raptem półtorej minuty; jednak całkiem owocne poszukiwania można uznać jako bonus do lektury – by przekonać się jak wiele pracy autor włożył w stworzenie tego małego dziełka.

Uważne przekartkowanie dwustu zeszytów (co daje nam łącznie około cztery i pół tysiąca stron), wybranie odpowiednich scen i złożenie ich do kupy w taki sposób by tworzyły sensowną całość to nie lada wyczyn. Nawet jeśli są to wyłącznie sceny akcji typu „epickie łomotanie po twarzach” – bo przecież sekwencyjność walk też jest bardzo ważna. „Usta…” posiadają jeszcze dwa interesujące elementy. Pierwszym jest główna bohaterka, stworzona przez Fletchera Hanksa Fantomah, biuściasta blondyna z czaszką zamiast głowy, która jakiś czas temu przeszła do domeny publicznej. Przygody tajemniczej kobiety z dżungli były pierwszym komiksem, w którym pojawiła się kobieca superbohaterka (Wonder Woman zadebiutowała dopiero rok później) i cieszy fakt, że Mazur choć odrobinę przybliżył ją polskiemu czytelnikowi i zachęcił do zapoznania się z jej losami. Ostatnim elementem jest finał, w którym autor funduje małą, acz niezwykle przyjemną zabawę z czytelnikiem, jeszcze bardziej uatrakcyjniając odbiór tego zeszyciku.

Tak więc „Usta pełne śmierci” to niezobowiązująca i przyjemna lektura, garściami czerpiąca z osiągnięć pulpowego komiksu superbohaterskiego, składająca hołd dwóm ważnym postaciom i stworzona z pełną świadomością gatunkowej przynależności. I tylko szkoda, że tak krótka, bo pozostawia z uczuciem wielkiego niedosytu.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz