Dark Horse Comics
komiks

The Star Wars [recenzja]

Scenariusz do „Gwiezdnych Wojen” rodził się w głowie Geroge’a Lucasa przez wiele lat, w trakcie których powstało dziesiątki wersji znanej nam dziś opowieści. Komiks „The Star Wars” jest adaptacją tzw. szkicu wstępnego z 1974 r.

„Rough Draft” powstał na podstawie czternastostronicowego zarysu fabuły, który został przedstawiony 20th Century Fox w 1973 r. Przy jego tworzeniu Lucas bardzo mocno inspirował się „Ukrytą Fortecą” Akiry Kurosawy, „Bohaterem o tysiącu twarzy” Josepha Campbella, „Flashem Gordonem” i to tutaj po raz pierwszy pojawiły się pierwowzory ikonicznych bohaterów znanych z „Nowej Nadziei”. Jonathan Rinzler, scenarzysta i redaktor wielu albumów i przewodników po świecie „Gwiezdnych Wojen”, wygrzebał ten tekst z przepastnych archiwów Lucasa i zaadaptował go do formy komiksu. Z kolei Mike Mayhew, rysujący quasi realistyczną kreską, znaczną część świata wzorował na projektach Ralpha McQuarriego, w którego wyobraźni praktycznie narodziła się cała wizualizacja kosmicznego uniwersum. To czego nie wymyślił McQuarrie, Mayhew projektował samodzielnie, a efekt końcowy jest bardziej niż zadowalający.

„The Star Wars” nie należy traktować jako wielkiego dzieła, a raczej jako ciekawostkę dużego kalibru. Oto bowiem mamy pełny wgląd w to jak mogłyby wyglądać „Gwiezdne Wojny”, gdyby Lucas kurczowo trzymał się swych pierwszych pomysłów. Tutaj trzeba dodać, że nie aż tak atrakcyjnie. Sama opowieść jest strasznie naiwna, w wielu miejscach niepotrzebnie rozciągnięta o wiele nieistotnych faktów i przegadana, a bohaterowie są mało wyraziści i tak naprawdę nie wiadomo na którym z nich spoczywa ciężar fabuły. Rinzler wiernie trzymał się konceptów George’a i w minimalnym stopniu pozwalał sobie na samowolkę, ograniczając się raczej do zmyślnych cięć i skrótów, niż ingerencji w fabułę, której zdecydowanie brakuje szlifowania. A ta skupia się na sześćdziesięcioletnim generale Luke’u Skywalkerze, który na prośbę swego przyjaciela Kane’a Starkillera bierze na padawana jego syna, Annikina. Obaj będą musieli pomóc księżniczce Lei i jej braciom bliźniakom wymknąć się z okupowanej przez Galaktyczne Imperium planety Aquilae. Ułatwi im to przemytnik Han Solo, z którym awaryjnie trafią na Yavin, rodzinną planetę wookiech, gdzie zaprzyjaźniają się z Chewbaccą. Wspólnie wyruszą by odbić Aquilae i zniszczyć wielką Kosmiczną Fortecę. A wszystko to w rytm gorejącej miłości i efektownych wybuchów.

Najważniejszą różnicą między tym szkicem a wersją ostateczną jest kompletny brak mitologii Mocy. Jedi Bendu jak i Rycerze Sith swą renomę biorą z faktu, że są elitarnymi jednostkami chroniącymi Imperatora i nie wykazują żadnych specjalnych, mistycznych zdolności. Co jeszcze? Miecze świetlne to standardowa broń zarówno Stormtooperów jak i zwykłych rzezimieszków. R2-D2 to dość irytujący, gadający robot, C-3PO wciąż wygląda jak męski odpowiednik Marii z „Metropolis”, Han Solo to zielonoskóry, przypominający Swamp Thinga obcy, Chewbacca bardziej przypomina wilkołaka niż siebie (na podstawie tego projektu McQuarriego wykreowano ostatnio Zeba Orreliosa ze „Star Wars: Rebelianci”), a znany nam Darth Vader objawiał się tutaj w czterech różnych postaciach: Księcia Valorum, Rycerza Sith noszącego maskę podobną do tej używanej przez Scorpiona czy Sub-Zero z „Mortal Kombat”, Annikina (porywczego padawana zakochanego w księżniczce) i Kane’a (scyborgizowanego weterana) Starkillerów oraz Dartha Vadera, brutalnego i szalonego generała sił imperialnych. Różnic jest znacznie więcej, ale te są najbardziej fundamentalne. Dodam też, że poszczególne elementy „The Star Wars” wylądowały aż w trzech osobnych filmach. Kilka ważniejszych detali pierwszego aktu trafiło do „Mrocznego Widma”, trzon i zamysł znalazł się w „Nowej Nadziei”, a sporą część finału żywcem przeniesiono do „Powrotu Jedi”.

Album Rinzlera i Mayhewa to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika „Gwiezdnych Wojen” chcącego poznać od podszewki proces powstawania jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Reszta, szukająca wciągającej i sensownej opowieści, raczej niech trzyma się z daleka.

[amazon template=add to cart&asin=1783294981]

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz