komiks

Superman: Lois i Clark – klasyczny Człowiek ze Stali w klasycznej fabule [recenzja]

Ciekawe czasy, w których żyjemy, kiedy to przyszło nam czekać do zakończenia całej inicjatywy Nowego DC Comics (New52) trwającej dobre pięć lat, aby wreszcie dostać serię z Supermanem stojącą na naprawdę przyzwoitym poziomie.

Nowe DC Comics w USA zakończyło się w połowie 2016 r. Jego miejsce zajęło Odrodzenie, które przywróciło wszechświat DC do postaci podobnej sprzed “Flashpoint”, zachowując jednak liczne elementy z Nowego DC Comics. Tym samym wydawca spróbował dogodzić fanom starego i nowego uniwersum i niejako przyznał się do porażki jaką było skasowanie wielu lat dziedzictwa i niezdecydowanie co do ostatecznego kształtu nowo powstałej wówczas rzeczywistości (tak, to jest tak pokręcone jak brzmi).

Zanim jednak najnowsze zastąpiło nowe, doszło do wydarzenia zwanego Convergence (które raczej w Polsce się nie ukaże, co akurat nie jest wielką stratą).  Najważniejszą implikacją tegoż było powstrzymanie “Kryzysu na nieskończonych Ziemiach”, a nieco mniejszą fakt, że postkryzysowy Superman, wraz z żoną Lois i synem Jonem trafili do świata Nowego DC Comics, w którym ich młodsze (oraz głupsze i spłaszczone) wersje już egzystowały. Ten drobny zabieg przyczynił się do powstania bardzo przyjemnej mini-serii, w której tytułowi bohaterowie ukrywają się przed światem, jednocześnie próbując wychować nowonarodzonego syna.

Scenarzystą “Lois i Clark” jest Dan Jurgens, człowiek który miał swój udział prawie przy każdym ważniejszym tytule z DC i Marvela, stworzył postać Booster Golda i praktycznie przez całe lata 90. prowadził postać Supermana. Można wręcz powiedzieć, że zjadł na nim zęby. I to od razu widać w samym albumie, bo brodatego Człowieka ze Stali w czarno-srebrnym kostiumie, bardziej troszczącego się o rodzinę niż ludzkość, od razu da się polubić i chce mu się kibicować. W ogóle “Lois i Clark” ma taki ninetiesowy klimacik, z jednej strony jest trochę absurdalnie (przeciwnicy), a z drugiej całkiem poważnie (troska o żonę i syna), a i pojawiające się problemy są dość przyziemne jak na superbohatera tego kalibru (w sensie nie musi co rusz w każdym rozdziale ratować świata, wszechświata, itd.). Podoba mi się, że Jurgens większy nacisk stawia na relacje rodzinne, a mniej eksploruje superbohaterszczyznę, która jest jedynie dodatkiem do dnia codziennego. Jest tu też miejsce na krytykę społecznych trendów i jakieś refleksje, których w Nowym DC Comics trzeba było szukać ze świecą. Doświadczony, rodzinny, bardziej sceptyczny i wyzbyty wzniosłych ideałów, a co za tym idzie bardziej ludzki Superman znacznie lepiej sprawdza się niż nieopierzony, naiwny i często niezdarny. Mamy tu zatem do czynienia z klasycznym Człowiekiem ze Stali w klasycznej fabule i lekko nowoczesnym stylu.

Grafika w “Lois i Clark” to już inna para kaloszy. W tym przypadku ninetiesowy feel już tak nie łechce. Czterech rysowników, a żaden nie był w stanie zbytnio się wyróżnić. Każdy z nich miał jakieś problemy z prezentowaniem anatomii, perspektywy czy czytelną mimiką twarzy, przez co od ilustracji raczej chciało się uciekać. Ale tak po prawdzie nie jest to najgorzej narysowany komiks na świecie, są sceny które naprawdę mogą się podobać, a jak się mocno zaciśnie zęby to resztę da się spokojnie przeżyć. Całe szczęście rysownikom daleko jest do poziomu Roba Liefelda czy Jona Bogdanove’a.

“Droga do Odrodzenia. Superman: Lois i Clark” wnosi powiew świeżości do komiksów z Supermanem i sprawia, że poczynania tego bohatera chce się śledzić. Nigdy nie byłem fanem tego bohatera, ale Jurgens tym albumem autentycznie mnie chwycił. Może winna temu nostalgia i tęsknota za bardziej przyziemnymi superbohaterami, a może konstrukcja fabuły zaczerpnięta z “Sagi” Vaughana i Staples. W każdym razie jestem na tyle zainteresowany, aby sięgnąć po kolejne tytuły z Supermanem w ramach Odrodzenia.

Superman: Lois i Clark. Scenariusz: Dan Jurgens. Rysunki: Lee Weeks, Scott Hanna. Egmont 2017. Ocena: 80%

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz