Egmont
komiks

Smerf Reporter [recenzja]

Po siedemnastu latach przerwy do Polski ponownie zawitały sympatyczne, niebieskie skrzaty – Smerfy. Choć od ponad dwóch dekad nie tworzy ich już Peyo, wciąż cieszą się ogromną popularnością w całej Europie. Nic dziwnego, bo twórcy siedzący obecnie za sterami serii bardzo wiernie oddają atmosferę dzieł Pierre’a Culliforda.

Zapewne wszyscy to wiedzą, ale słowem przypomnienia nadmienię, że Smerfy zostały wymyślone na potrzeby komiksu w latach 60. Zadebiutowały zresztą na łamach zupełnie innej serii, „Johan & Pirlouit”, by później otrzymać własny samodzielny tytuł. Tak więc serial animowany, z którego są najbardziej kojarzone jest adaptacją, wariacją na temat komiksowego pierwowzoru. W latach 90., gdy animacja królowała w naszej telewizji, ukazało się pierwszych dziesięć tomów (połowę wydała Nasza Księgarnia, a drugą Egmont) autorstwa Peyo (pseudonim Culliforda). Gdy w 1992 r. twórca zmarł, serię od tomu siedemnastego przejęli inni artyści, nad pracą których czuwa do dziś syn autora, Thierry. „Smerf Reporter” jest dwudziestym drugim albumem cyklu, tak więc wydawca nie kontynuuje przerwanego łańcucha wydawniczego. Ale bez obaw, każdy tom jest samodzielną całością i można je czytać bez znajomości poprzednich.

Wioska Smerfów cierpi na zbyt duże obłożenie wyssanych z palca i potęgowanych do granic możliwości plotek. Jeden ze skrzatów, którego pasją jest obserwacja oraz zbieranie i gromadzenie informacji postanawia ukrócić szerzącą się dezinformację. W tym celu zakłada dziennik, którego zadaniem jest dostarczenie rzetelnych i sprawdzonych wieści. Wszystko idzie gładko i pięknie, do czasu aż zaczyna brakować gorących i budzących emocje newsów.

„Smerf Reporter” mógłby być świetnym materiałem szkoleniowym dla studentów dziennikarstwa. Raz, że przystępnie demonstruje mechanizmy stojące za rozwojem druku, a dwa, ukazuje całą ścieżkę kariery reportera: od idealisty pragnącego służyć społeczeństwu, aż po hienę szukającą taniej sensacji i preparującą fakty na potrzeby generowania większego popytu na pismo. Oczywiście wszystko to jest mocno przejaskrawione, podszyte odpowiednią dawką humoru i akcji oraz zupełnie lekkostrawne dla dziecięcej wyobraźni, ale dorosłemu czytelnikowi zapala czerwoną lampkę w głowie, bo oto mamy do czynienia z prostą, ale dosadną opowieścią obnażającą współczesne dziennikarstwo nastawione na sprzedaż, klikalność i wyświetlenia. Pełną niewymuszonego humoru, czasami wywołującą dreszcze i świetnie narysowaną przez Boreckiego, który zgrabnie podrabia kreskę Culliforda.

Powrót Smerfów do Polski uważam za niezmiernie udany i mam nadzieję, że dzisiejsze dzieciaki na nowo odkryją te wesołe, czasem naiwne ale zawsze sprytne i zaradne leśne ludki, które nieustannie bawią, i jak widać, uczą. Kolejne tomy w przygotowaniu, a i jest szansa, że pierwsze, te najlepsze historie o Smerfach autorstwa Peyo, też zostaną u nas wznowione. O ile oczywiście będzie na nie popyt. A więc do księgarń marsz.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz