Egmont
komiks

Sherlock Holmes i wampiry Londynu #1: Zew krwi [recenzja]

Za sprawą seriali „Sherlock” i „Elementary” postać wielkiego detektywa wciąż jest na fali wznoszącej, podobnie jak wampiry, które dzięki „Wirusowi”, „Pamiętnikom wampirów” i zakończonej niedawno „Czystej Krwi” wciąż cieszą się ogromną popularnością. Murowanym hitem powinno być więc połączenie tych dwóch składników. Coś jednak w albumie Sylvaina Cordurie nie zagrało tak jak trzeba.

Idea łączenia popkulturowych mitów jest bliska memu sercu, a to co zrobił Alan Moore w „Lidze niezwykłych dżentelmenów” należy stawiać za wzór tego typu zabawy. Niewielu jednak zbliżyło się do poziomu czarodzieja z Northampton, a bardzo wielu poległo z kretesem. Do tej drugiej grupy zaliczyłbym też „Sherlocka Holmesa i wampiry Londynu”, któremu niestety nie udaje się wyjść poza szablon zwykłego produkcyjniaka.

Akcja albumu rozgrywa się w 1891 r. tuż po wydarzeniach z opowiadania „Ostatnia zagadka” Doyle’a, w którym to Sherlock pozoruje swoją śmierć. Cordurie korzysta z białej plamy między tym tekstem a „Pustym domem”, kiedy to detektyw ujawnia swoją mistyfikację – i pakuje go w zupełnie fantastyczną przygodę. Holmesem interesuje się stowarzyszenie krwiopijców, które w bardzo nieumiejętny sposób próbuje namówić go do podjęcia śledztwa w sprawie pewnego renegata, zagrażającego brytyjskim arystokratom.

Coś co zapowiadało się na całkiem przyjemne ogrywanie schematów okazało się bardzo prostą i płytką opowiastką. Nie ma tutaj miejsca na efekt zaskoczenia, igrania z czytelnikiem i wielką tajemnicę podsycającą ciekawość. Intryga kryminalna bardzo szybko zaczyna ograniczać się do pogoni za sprawcą, a nadzwyczajne umiejętności detektywa z Baker Street są tu kompletnie zbędne. Cordurie opowiada w taki sposób, że czytelnikowi jest zupełnie obojętne czy ktoś jeszcze zginie i czy renegat zostanie schwytany. Brak w tym jakichkolwiek emocji, zaskakujących zwrotów akcji, a komiks wydaje się być napisany wg jakiegoś starego przepisu na zakalec. Jak to jest, że rozrywkowa opowieść o zderzeniu dwóch światów – logicznego i mistycznego – wywołuje totalne znudzenie?

Jeśli jednak komuś nie zależy na fabule, a lubi sprawnie i klimatycznie rozrysowane plansze, to „Sherlock Holmes i Wampiry” wypada wtedy o klasę lepiej. Krstic-Laci bardzo się napracował wiernie portretując architekturę Londynu, używając przy tym przeróżnych technik kompozycyjnych i perspektyw. Jego prace w połączeniu z ziemistą kolorystyką Axela Gonzalbo sprawiają, że wizualnie album ten jest niezwykle atrakcyjny. Szkoda jedynie, że odstaje fabularnie, ale być może część druga, zamykająca pierwszy dyptyk niesamowitych przygód Sherlocka, poprawi nieco ogólne wrażenie.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz