komiks

Sędzia Dredd. Kompletne Akta 13 – miażdżąca moc komiksowej klasyki [recenzja]

Po wydanych w ubiegłym roku albumach Studia Lain, dopiero opublikowany przez Ongrys „Sędzia Dredd. Kompletne Akta 13” pokazuje prawdziwy potencjał drzemiący w historiach z kultowym, komiksowym bohaterem.

Pierwsze co przychodzi w tym miejscu na myśl, to pytanie dlaczego akurat „Kompletne Akta” z numerem 13? Wytłumaczenie jest proste. To właśnie w tym tomie historii zebranych po raz pierwszy pojawił się Dredd w kolorze, którego wizerunek utrwaliły potem w pamięci odbiorców dwa filmy fabularne. Można to uznać zatem za trochę zachowawczy, ale przy słabszej rozpoznawalności tej postaci na naszym rynku (na tle wszędobylskich superbohaterów),  jak najbardziej zrozumiały ruch wydawnictwa. Miejmy jednak nadzieję, że doczekamy się kiedyś również wcześniejszych tomów, bo niewątpliwie lektura wydanego przez Ongrys albumu budzi apetyt na jeszcze więcej przygód niestrudzonego w brutalnym egzekwowaniu prawa, sędziego z Mega-City One.

[quote align=’right’]Dredd jest jaki jest, jego świat również, ale już głębiej znajdziemy prawdziwe bogactwo znaczeń i możliwych interpretacji ujętych w dziesiątkach historii dotykających przeróżnych aspektów życia toczonego w opresyjnej atmosferze.

Czy zatem jest problem z wejściem w świat Dredda praktycznie od środka? Bez znajomości wcześniejszych historii, bez wglądu w ewolucję, którą cykl przeszedł w ciągu kilkunastu lat na łamach „2000 AD” do czasu ukazania się w 1989 roku historii zawartych później w „Kompletnych Aktach 13”? Powiedzmy uczciwie, że trafiają się małe zgrzyty, kiedy to w niektórych opowieściach znajdują się wyraźne nawiązania do poprzednich wydarzeń, ale swoista epizodyczność pisanych przez Johna Wagnera i Alana Granta nowelek pozwala czerpać z nich pełną, czytelniczą przyjemność.

Akurat w tym albumie nie trafiła się jakaś szczególnie dłuższa (może oprócz „Młodego giganta”)i ważna dla uniwersum historia. To zestaw różnorodnych tematycznie szortów, raz w poważniejszym, raz w lżejszym tonie, które świetnie nadają się do stopniowego wchodzenia w świat przedstawiony. Pełne smaczków, pełne bardzo często nietypowych, fabularnych chwytów, które z każdą przewracaną stroną pozwalają nam wnikać coraz głębiej w zasady i społeczne niuanse panujące w Mega-City One. Pomaga w tym również graficzna różnorodność, rozpięta między eksperymentami przypominającymi ekspresyjny styl Billa Sienkiewicza, gdzieniegdzie proponująca manierę realistyczną, aż do cartoonowo-humorystycznej kreski. Różnorodność, która o dziwo sprawdza się doskonale.

Wrażenie, że w ‚Kompletnych Aktach 13″ będzie raczej niepoważnie i parodystycznie wywołują u czytelnika pierwsze shorty z albumu, ale im dalej w las, tym coraz częściej uśmiech zamiera nam na ustach, szczególnie kiedy po serii kolorowych historyjek nadchodzi dłuższa partia tych czarno-białych. Powoli dociera do nas złożoność tego świata, a dystopijny setting i takież klimaty momentami potrafią porządnie przytłoczyć. Twórcy stawiają przede wszystkim na warstwę obyczajowo-socjologiczną fantastycznych historyjek, co na tle współczesnej oferty Marvela i DC tworzy u czytelnika wrażenie artystycznej przepaści. Tu nie chodzi o jakieś superbohaterskie nawalanki czy o to, że nic już nigdy nie będzie takie samo. O nie, w świecie Dredda wszystko jest wciąż takie samo. Tak samo ponure, absurdalne i nieprzewidywalne, jak to bywa w prawdziwym życiu. I cóż – w tym właśnie – przynajmniej w przypadku „Kompletnych Akt 13”, tkwi siła brytyjskiej serii.

Czy to oznacza, że w komiksie brak akcji, brak efektownych pościgów i strzelanin? Ależ skąd -po prostu autorzy tak sprytnie wplatają  sensacyjno-widowiskową warstwę  w swe nietypowo oryginalne historyjki (choćby ta o rywalizacji firm szyjących spodnie dla Sędziów), że wiele z nich dzięki temu jawi się jako komiksowe perełki, wykraczające  daleko poza fabularną przeciętność. Sam Sędzia Dredd bardzo często jest w nich jedynie pobocznym bohaterem, a nawet pobocznym elementem, który  jednak posiada tę właściwość, że jest czynnikiem sprawczym bądź decydującym, niekiedy o sile rażenia strzelby Czechowa.

W ogóle, jeśli zastanowić się głębiej nad całościowym konceptem jego postaci, to trzeba przyznać, że swojego czasu John Wagner i Carlos Ezquerra wykonali koronkową robotę (choć ów ponury, zacięty dolny profil Dredda pojawił się trochę później). Stworzyli jednoznaczną figurę nieugiętego, zapamiętałego w swym fachu, głuchego na argumenty innych twardziela, wokół którego zbudowali jednakże szeroką gamę niejednoznaczności. Na pozór wszystko wydaje się proste – Dredd jest jaki jest, jego świat również, ale już głębiej znajduje sie prawdziwe bogactwo znaczeń i możliwych interpretacji ujętych w dziesiątkach historii dotykających przeróżnych aspektów życia toczonego w opresyjnej atmosferze. Coś jak złowieszcza karykatura naszego świata, a może nawet i rodzaj ostrzeżenia, ale mimo wszystko ze śladowymi akcentami nadziei na odmianę losu, czasem z trochę cieplejszymi po ludzku akcentami, dzięki którym przedzierając sie przez „Kompletne Akta 13” nie będziemy mieć jedynie poczucia beznadziei.

A zatem znakomita, a przy tym niegłupia rozrywka i aż człowieka ogarnia złość i poczucie zażenowania, że tak długo (z mikroskopijnymi wyjątkami)nieobecna na polskim rynku. Ongrysowi i Studiu Lain należą się szczere wyrazy uznania za przybliżenie tak przecież ważnego dla światowego komiksu bohatera i pozostaje mieć nadzieję, że kolejne odsłony przygód Dredda będą pojawiać się w większej częstotliwości. A zatem brać, nie gadać, bo i album przepięknie wydany i przynoszący mnogość satysfakcji z lektury. A jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to być może należy wezwać kogoś, kto będzie w stanie wyegzekwować właściwą, czytelniczą postawę.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz