komiks

Ranx – cyberpunkowa „Dzikość serca” [recenzja]

Okładka „Ranxa” na długo zostaje w pamięci. Patrzymy na desperacką, nieokiełznaną dzikość, która aż bije po oczach. Co zatem począć z faktem, że uosabiający ów ekstremalny stan tytułowy bohater, jest androidem?

Ostatnio za sprawą „Westworld” wróciła moda na androidy. Serial w warstwie ideowo-filozoficznej nawiązuje do „Łowcy androidów”, pokazując nam wytwory rąk człowieka bardziej ludzkie niż on sam. To człowiek jest tu be, to człowiek jest sprawcą nieszczęść, to człowiek w końcu swoimi działaniami doprowadzi pewnie do tego, że androidy zaczną go naśladować w tym co najgorsze. „Ranx” o tyle różni się od wymienionych dzieł, że nie wartościuje, kto lepszy, kto gorszy. W futurystycznym świeci włoskich autorów wszyscy są siebie warci, wszyscy są sukinsynami i degeneratami. Nie ma przebacz.

„Ranx” powstał jako czarno-biały, undergroundowy komiks w końcówce lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. I równie dobrze jak do dzieł Williama Gibsona pasuje do „Ranxa” etykietka cyberpunku. To cyberpunk o prekursorskim i raczej prostackim charakterze, acz niepozbawiony nuty absurdalnego wdzięku.

[quote align=’right’]Dzisiaj „Ranx” jest już traktowany jako pełnoprawna, komiksowa klasyka, w której równie ważne co przełamywanie tabu są futurystyczny sztafaż, czy odniesienia do dekadenckiego, starożytnego Rzymu.

Świetnie, że w zbiorczym wydaniu dostaliśmy te pierwsze, czarno-białe próbki wraz z genialną w swej prostocie genezą głównego bohatera – to android stworzony przez studenta- buntownika i najwyraźniej domorosłego naukowca z fotokopiarki i kilku bioelektrycznych układów. Podstawowe czynności robota to według jego twórcy: ćpać, pić, jeść i pieprzyć się. Czyli wszystko jasne, pełen naturalizm. No, prawie. Bowiem tym, co dodało fabule najsilniejszego napędu, jest pewne znane powszechnie uczucie – miłość. Miłość dzika, a także, szczególnie w przypadku naszego bohatera – po prostu trudna. Wszystko przez obiekt jego westchnień.

Niektórzy czytelnicy mogą zapewne mieć problem z tym obiektem uczuć. Problem miał również  kiedyś Vladimir Nabokov po wymyśleniu swojej najsłynniejszej postaci – Lolity.  Włoscy twórcy komiksu idą tym tropem jeszcze dalej, w ekstremum. Lubna ma dwanaście lat, jest całkowicie bezpruderyjna, ale także zmienna w uczuciach i nastrojach, co zazwyczaj twórcy wykorzystują komplikując fabułę i zarazem życie Ranxa, mającego na punkcie kochanki totalną obsesję. Życie to zarazem łatwe i niełatwe. Łatwe – bo Ranx idzie przez nie jak taran, pokonując wszelakie przeszkody bez jakichkolwiek skrupułów, niełatwe, bo związki to przecież nie bułka z masłem. Przygody androida-degenerata poprzez zestawienie kilku fabularnych kontrastów sięgają momentami wyżyn absurdu, co jest potrzebne, wręcz oczekiwane przez czytelnika, by uzasadnić wszelkie przejawy nagromadzonej tu agresji, buntu i seksistowskiej otoczki.

Podobną formułę ma z pewnością kochany przez polskich czytelników „Lobo”, pozbawiony jednak seksistowskiej otoczki i seksualnych ekscesów wydaje się być czasem dziełem niepełnym i dlatego mimo swej dekadenckiej formuły, jakby bezpiecznym. Z tymże oceniamy to z dzisiejszej perspektywy – trzydzieści lat temu „Ranx” i „Lobo” budziły zapewne większe zastrzeżenia i emocje, co ilustruje choćby zamieszczony w wydaniu Kultury Gniewu oficjalny protest firmy Xerox przeciwko nadaniu bohaterowi takiego, a nie innego imienia. Dzisiaj „Ranx” jest już traktowany jako pełnoprawna, komiksowa klasyka, w której równie ważne co przełamywanie tabu są futurystyczny sztafaż, czy odniesienia do dekadenckiego, starożytnego Rzymu. To świetna rozrywka, świetna zabawa, ale i rodzaj krzyku-ostrzeżenia przed pędzącym postępem, który wbrew swoim założeniom nie zmienia rzeczywistości na lepsze. Są jednak rzeczy, idee i uczucia, które wciąż będą nadawały życiu sens, nawet (a może szczególnie?) w szalonych czasach. Jak miłość, choćby nawet i zdegenerowana. Zawsze to coś, prawda?

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz