komiks

Paper Girls tom 1 – czas rebeliantek [recenzja]

W kinach rządzi „To”, fani z niecierpliwością czekają na drugi sezon „Stranger Things”. Komu mało przerażających, małomiasteczkowych historii, niech zabiera się za „Paper Girls”. Choć niekoniecznie dostanie to, czego się spodziewa.

Przede wszystkim – dziewczyny. Dziewczyna przecież jest zazwyczaj jedna, często stając się przyczyną napięć wśród nie za bardzo kumających jak reagować na jej obecność młodziaków. W „Paper Girls” mamy natomiast cztery rezolutne nastolatki, rozwożące bardzo wczesnym, jesiennym rankiem 1988 roku gazety, gdzieś w amerykańskim miasteczku. No dobrze, zatem są przynajmniej rowery, bo dziewczyny drałują o brzasku właśnie na jednośladach. Ach, i jeszcze data z gazety – 1 listopada. Można by rzec, że o brzasku Halloween jeszcze trwa. Znaczy, będzie się działo.

O dziewczętach wiemy niewiele – Brian K. Vaughan nie sili się na jakiś szczególne, kingowskie z ducha budowanie tła. Ów background wszyscy fani popkultury mają już w główkach dobrze zakodowany. Ze strzępów informacji dowiadujemy się przykładowo, że wszystkie uczą się w prywatnych szkołach. Bardziej istotne okazuje się to, jak się zachowują i jak współdziałają.  

Dziewczyny z pewnością są rezolutne. A przy tym niegłupie, pomysłowe, zaradne i… można by tak jeszcze jakiś czas sypać tego rodzaju epitetami. Dziewczyny po prostu nie pękają i na dodatek mają tupet. Szybko przychodzi czas, kiedy będą musiały się sprawdzić I to nie tylko przed jakimiś małomiasteczkowymi gnojkami. Sprawdzić, będzie tu oznaczało zmierzyć się z prawdziwym zagrożeniem. Nie – źle powiedziane, zły dobór słów. Raczej z zagrożeniem wybitnie nieprawdopodobnym i dlatego tak niebezpiecznym. Takim, do walki z którym  potrzeba więcej, niż odrobiny wyobraźni.

Co też dokładnie upichcił tym razem specjalista od komplikowania życia swym bohaterom, scenarzysta Brian K. Vaughan? Amerykaninowi zachciało się pójść mniej utartymi ścieżkami, niż zazwyczaj proponują nam produkty spod znaku Kina Nowej Przygody. Wygląda na to, że zależało mu na przełamaniu schematu, zaproponowaniu nowych, fabularnych rozwiązań, które jak na razie prowadzą czytelników w naprawdę zaskakujące, nieprzewidywalne rejony. Ci zatem, którzy chcieliby dostać to co, dobrze znają, mogą być ciut zdziwieni. Także formą, wykraczającą poza małomiasteczkowy realizm i  atakującą zmysł wzroku psychodelicznymi,  warholowskimi wręcz kolorami i obrazkami. A najlepiej w tym nietypowym zestawie udały się – bo nie mogło być inaczej – postacie dziewczyn. Choćby Erin, od której zaczyna się ta historia, z twarzą kojarzącą się z naszkicowaną na szybko fizys pin-up girl, którą zamiast obdarzyć słodkością i namiętnością, tym razem naznaczono rebelią.

A zatem, w „Paper Girls” czeka nas i przygoda, i rebelia. Fabularnie i trochę ideowo, bo Vaughan, podobnie jak w przypadku” Sagi”, wymyślił sobie historię taką na przekór. Mężczyźni bądź chłopcy są tutaj na drugim planie i nie ma wśród nich nikogo, na kim mógłby się oprzeć ciężar fabuły. To po prostu opowieść o dziewczynach, które w zasadzie same będą musiały poradzić sobie z przeciwnościami losu. Tak, tak, to teraz coraz częstszy temat w popkulturze. Panowie się wyeksploatowali, panowie idą w odstawkę, zresztą ile razy można ratować świat obłapiając przy tym jakąś omdlewającą pod urokiem zapracowanego bohatera lasencję? Nadszedł czas na dziewczyny. Ratowanie małomiasteczkowego świata w ich wydaniu z pewnością przyniesie nam wiele niespodzianek.

Paper Girls tom 1. Scenariusz: Brian K. Vaughan. Rysunki: Cliff Chiang. Non Stop Comics 2017. Ocena: 75%

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz