komiks

Okko: Cykl ziemi – niezwykłych przygód ciąg dalszy [recenzja]

W drugim, zbiorczym tomie serii „Okko” ponownie wpadamy prosto w wir przygody. W „Cyklu ziemi”  jest mroźnie, czasem strasznie, a czasem zabawnie, a przede wszystkim na pewno nie nudno.

„Okko” to jedna z najprzyjemniejszych komiksowych niespodzianek tego roku. W zalewie setek tytułów publikacja Taurus Media może łatwo umknąć czytelnikom, a byłoby szkoda, bo opowieść autorstwa Huba to kawał świetnej, przygodowo-awanturniczej literatury. Twórca niezwykle umiejętnie równoważy w niej te nieco lżejsze, zabawne elementy, z czającym się za plecami bohaterów mrokiem, który w kluczowych momentach fabuły potrafi przytłoczyć swym ciężarem. A zatem rozrywka pełną gębą, a przy tym niegłupia – czy nie tego przede wszystkim oczekujemy od dobrego komiksu?

Po „Cyklu wody” przyszedł czas na „Cykl ziemi” i trzeba przyznać, że symbolikę tę Hub ponownie wykorzystuje nieco przewrotnie. Odkrywanie znaczeń pozostawmy jednak czytelnikom i napiszmy co nieco o fabule. Rozpoczynając lekturę drugiego tomu radziłbym nigdzie się nie śpieszyć i uważnie wpatrywać się w kadry, bo oprócz nastrojowej klamry w postaci narracji wiekowego Tikku, w następującym po niej depresyjnym wprowadzeniu mamy moc wskazówek dotyczących przyszłych wydarzeń. Zaraz potem, za sprawą młodego już Tikku i jego lubiącego wypić mentora powraca lżejszy klimat, którego zmienia się jednak błyskawicznie za sprawą pewnej niespodziewanej śmierci.

[quote align=’right’]”Okko” to rozrywka pełną gębą, a przy tym niegłupia – czy nie tego przede wszystkim oczekujemy od dobrego komiksu?

Oto ronin Okko i jego towarzysze mają w planach przeprawienie się przez niebezpieczne góry, dobijają targu z potężnej postury przewodniczką, ale ich negocjacje gwałtownie zakłóca uciekający przed niezidentyfikowanym zagrożeniem intruz. To właśnie on przekazuje tuż przed śmiercią tajemnicza informację, która zmusi Okko do zmiany planów i wyruszenia wprost na szlak nowej, niebezpiecznej przygody. Znowu na swej drodze bohaterowie napotkaj demony, ale także piękną i pyskatą, jednoręką wojowniczkę. A także należącego do niej gadającego szczura, który w pewnym momencie stanie się kluczowym elementem całej historii. Historii tak umiejętnie poprowadzonej, że czyta się ją jednym tchem.

Szczególnie zaskakujący jest pierwszy tom, w którym tajemnica kryjąca się za słowami uśmierconego intruza wciąż czeka na odkrycie. Podążając za jej rozwiązaniem bohaterowie przemierzają Góry Siedmiu Klasztorów i jest to rodzaj drogi przez mękę, przypominający biurokratyczną gehennę z „Dwunastu prac Asteriksa”. Mamy więc przygodę z niespodziewanym, drugim dnem, nadającym wiarygodności perypetiom ronina Okko i spółki. Wielbiciele jakże podobnego i w fabule, i w klimacie cyklu o przygodach Usagiego Yojimbo, będą doszukiwać się uzasadnionych podobieństw między obiema seriami, ale to podobieństwa, które traktować należy jako wartość samą w sobie. Tym jednym z najbardziej uderzających jest podróż bohaterów po egzotycznej i niebezpiecznej krainie, która wydaje się być bezkresna – a przecież spoglądając na rozmiar Japonii na globusie, wydaje nam się ona tak niewielka. Tak, prawda, w „Okko” to oczywiście nie Japonia, tylko dzięki prostemu anagramowi cesarstwo Pajan, ale to przecież wciąż średniowieczny Nippon, z jego mnogością mitów i fascynującą historią stanowiący niezwykłe źródło dla prac Stana Sakai i Huba. Japonia zmienia się w nich w niezmierzoną krainę wartą tysiąca opowieści, którą tak ochoczo wędrujemy z bohaterami komiksów, zapominając w trakcie czytania o bożym świecie. A takich wędrówek zawsze będzie nam mało.

 

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz