Wyd. niezależne
komiks

Nie przebaczaj [recenzja]

W natłoku zagranicznej oferty komiksowej giną czasem tytuły rodzimych autorów. Na majowej Komiksowej Warszawie wydawcy zaprezentowali pokaźną liczbę premierowych, polskich komiksów, wśród których z pewnością wyróżnia się, mający swoje początki na serwisie crowdfundingowym wspieramkulture.pl, „Nie przebaczaj”.

Czym zatem wyróżnia się ten skromnie wydany, czarno-biały komiks? Na pewno rysunkami. Mimo, że mamy tu tylko czerń i biel, to ta z pozoru uboga paleta barw posiada zadziwiającą liczbę odcieni, które dają ciekawy, kontrastowy efekt nawet w ramach jednego kadru. Zabiegi rysowniczki w znaczny sposób wspomagają nasz odbiór opowiadanej historii, kreują nastrój i mówią wiele o odczuciach bohaterów. Rysunki, często nie wychodzące poza szkic, potęgują też wrażenie umowności opowieści. Scenarzysta korzysta bowiem z wielu charakterystycznych dla popkultury motywów, prawda że znanych i ogranych, ale za to umieszczonych w intrygującym zestawieniu z historycznym tłem. Miejscami robi to wrażenie dysonansu, ale też służy rozwijanej w komiksie fabule, odmiennej od innych, znanych nam z tego okresu naszej historii opowieści.

Napisałem „naszej historii”, ponieważ fabuła „Nie przebaczaj” rozpoczyna się w Warszawie 1918 roku, z wprowadzającym w ponury klimat komiksu cytatem z gazety „Life” – „W powojennej Polsce dominują nieszczęście, duma i strach”.  Do żony i syna wraca doświadczony traumatycznymi przeżyciami wojennymi mężczyzna o imieniu Eustachy. Tak naprawdę nie wiadomo gdzie dokładnie walczył, po czyjej stronie, liczą się efekty jego tułaczki. Rodzina jest w Warszawie bez pieniędzy i musi czym prędzej wracać do rodzinnej posiadłości. Akcja przenosi się na tereny Ukrainy, na dawkowanych w postaci fotografii kadrach mija szybko duży szmat czasu i przenosimy się do poprzedzającego wydarzenia zaprezentowanego w intrygującym, mrocznym dwustronicowym prologu komiksu, 1931 roku. W tym momencie rozpoczyna się, przetkany delikatną domieszką elementów nadprzyrodzonych western (eastern?). To również sygnał, że chyba wyrosło nam nowe pokolenie twórców, które naszej historii nie traktuje z namaszczeniem, czy w sposób podręcznikowy, a raczej świadomie pretekstowy, kładąc główny nacisk na popkulturowe zabawy i emocje, które jak się okazuje śmiało można przekazywać umieszczając  fabułę w takim, a nie innym kontekście.

Niestety, nie do końca wszystko w tej historii gra tak, jak powinno. Trochę wytrąca z rytmu przerysowany, pojawiający się znikąd czarny charakter i użycie pełnej gamy, na dodatek zrusyfikowanych wulgaryzmów, choć akurat te zabiegi zdają się być z pełną świadomością zastosowane przez scenarzystę. W efekcie precyzyjnie zbudowany nastrój rodzinnej sielanki zostaje rozbity mocnym, kontrastującym elementem. Czy służy to komiksowi? Narracja miejscami robi się chaotyczna, poszarpana, ale i przez to nieprzewidywalna. Można to traktować dwustronnie, dla jednych będzie to mankament, dla innych największy walor tej historii. Historii, w której właściwie do końca nie wiemy, kto tak naprawdę jest jej głównym bohaterem. Ostatnie strony przynoszą nieoczekiwany, ciekawy zwrot akcji, a czytelnik zostaje zaskoczony także tym, że to wcale nie koniec i będzie ciąg dalszy. Na pewno warto na niego czekać.

Komiks można nabyć pod tym adresem.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz