Albatros
komiks

Mroczna wieża: Przydrożny zajazd – Nostalgiczne rozszerzenie historii Rolanda i Jake’a [recenzja]

Nareszcie trafia w nasze ręce przedostatni album komiksowej adaptacji przygód Rolanda. Jest to dobra okazja dla tych, którzy nie znają literackiego pierwowzoru, żeby zapoznać się szybko z tematem, by wraz z premierą filmu móc ponarzekać zwyczajowo na Idrisa Elbę.

Cykl „Mroczna Wieża: Rewolwerowiec” to wydawana przez Marvel w latach 2010-2013 seria, będąca komiksową wersją pierwszego tomu najsłynniejszej sagi Stephena Kinga. Pomijając, oczywiście, album „Siostrzyczki z Elurii” oparty na opowiadaniu o tym samym tytule. W wydanym właśnie tomie rozbudowano nowele „Przydrożny zajazd” i „Wyrocznia i góry”, które pojawiły się na początku lat 80-tych ubiegłego wieku w „The Magazine of Fantasy and Science-Fiction”, a polscy czytelnicy znają je właśnie jako rozdziały z powieści „Narodziny rewolwerowca”.

[quote align=’right’] Nieśpieszne tempo, świetnie zarysowane budowanie relacji pomiędzy chłopcem a mężczyzną i mroczny klimat unoszący się nad całością to niewątpliwie atuty tego komiksu.

Trzeba przyznać, że tym razem Robin Furth (której dziwnym trafem zmieniono w tym tomie płeć) nadzorująca projekt musiała się sporo napracować, by z krótkich rozdziałów stworzyć komiks o ponad stu trzydziestu sześciu stronach. I pomijając rozbieżności z literackim pierwowzorem, efekt ten jest znakomity. Historia Rolanda ścigającego mężczyznę w czerni w powieści była dla czytelnika tajemnicą, śledzący od początku komiks wiedzą, za jakimi zbrodniami stał Flagg i dlaczego Roland chce go dopaść. Po brutalnych przygodach w dwóch ostatnich albumach nasz protagonista ma wreszcie okazję odpocząć, bowiem całość skręca w stronę bardziej nastrojową, ponadto rozpoczyna się zabawa z przenikaniem światów a Roland spotyka Jake’a. Scenarzysta Peter David stanął na wysokości zadania i stworzył przejmującą historię, która nawet tych, którzy wiedzą, czego dotyczy zasłyszana przez bohatera przepowiednia i co czeka chłopca na szczycie góry, może przyprawić o dreszcze, a przynajmniej szczerze zaintrygować. Nieśpieszne tempo, świetnie zarysowane budowanie relacji pomiędzy chłopcem a mężczyzną i mroczny klimat unoszący się nad całością to niewątpliwie atuty tego komiksu. Warto też zwrócić uwagę na rysunki, bowiem dziwnym trafem seria zmienia artystów posługujących się ołówkiem i pędzlem średnio co kilka zeszytów, jednocześnie starając się utrzymać całość w konwencji stworzonej przez Jae Lee w pierwszych tomach cyklu. I o ile nie wszystkie zmiany na miejscu rysownika zawsze mnie przekonywały (vide Sean Phillips w „Początku podróży”), to tym razem nic nie można zarzucić perfekcyjnej kresce, znakomitemu cieniowaniu i budującemu nostalgiczny nastrój kadrowaniu. Poszczególne plansze zostały zaplanowane z wielką dbałością o szczegóły i w zasadzie jedyne, czego mógłbym się przyczepić, to dziwaczne rysunki dłoni głównego bohatera. Są to jednak niuanse, nie psujące w żaden sposób odbioru tej niezwykłej i smutnej historii. Oczywiście, znajdą się tacy, którzy będą kręcić nosem, że dokonano zmian! Ale skoro samemu Kingowi to nie przeszkadza, to chyba można odpuścić narzekania. Pozostaje czekać na ostatni z zapowiadanych albumów – „Człowiek w czerni” i liczyć, że za jakiś czas wydawnictwo Albatros sięgnie po kolejne odsłony komiksowych przygód Rolanda.

Kategorie
komiks
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz