IDW Publishing
komiks

Mars Attacks Judge Dredd [recenzja] [komiks]

W ponad trzydziestopięcioletniej karierze Sędzia Dredd na swej drodze wielokrotnie spotykał bohaterów z innych uniwersów. Czterokrotnie stawał ramię w ramię z Batmanem, zmierzył się z Predatorem, chordą Alienów a nawet z Lobo, mało brakowało a poznałby się też z Doktorem Who. Z kolei w ostatnim crossoverze przyszło mu odpierać atak zdeterminowanych Marsjan.

„Mars Attacks” zadebiutowało w 1962 r. jako seria pięćdziesięciu pięciu kolekcjonerskich kart, opowiadających o inwazji brutalnych i ohydnych Marsjan na Ziemię. Przedstawiona przez nie historia charakteryzowała się dużą ilością scen batalistycznych, tortur i krwawych rzeźni, a jako że największą popularnością cieszyła się wśród dzieci i młodzieży, szybko została wycofana z dystrybucji. Zielone ludki o charakterystycznym wyrazie twarzy powróciły w latach 80. za sprawą serii komiksów i reprintów kart. Największy jednak rozgłos przyniósł im film Tima Burtona z 1996 r., który ugruntował pozycję tej franszyzy i pozwolił jej rozwijać się właśnie na łamach komiksów.

Pod koniec 2012 r. Marsjanie zaatakowali komiksowe uniwersum IDW, a dokładnie takie tytuły jak Popeye, Transformers, Ghostbusters, Kiss i Zombies vs Robots. Wydarzeniu towarzyszyły liczne okładki alternatywne, a wśród nich pojawiła się ta, która ozdabia niniejsze wydanie zbiorcze. Fanom tak spodobał się pomysł tej konfrontacji, że zasypali wydawcę setkami próśb o jej urzeczywistnienie. Tak właśnie doszło do powstania 4-częściowej mini-serii Mars Attacks Judge Dredd. Na jej łamach zielone ludki przeprowadzają tajną inwazję zdobywając wpływy w światkach przestępczych wszystkich Mega-Miast oraz infiltrując szeregi najbardziej wpływowych Sędziów. Zupełnym przypadkiem, czy też za sprawą pecha, na ich ślad trafia Dredd, który z pomocą Anderson i niewydarzonego, mutanckiego gangstera spróbuje ich powstrzymać.

Scenarzysta Al Ewing odrobił zadanie domowe i zaserwował całkiem niezłą pulpową komedię, garściami czerpiąc z filmu Burtona oraz dziedzictwa serii kart, które nawet umiejętnie wplótł w narrację. Marsjanie to niezwykle brutalne i podstępne istoty, które za nic mają jakąkolwiek formę życia, a mimo to sceny z ich udziałem są zabawne i w pewnym sensie urokliwe. W komiks wciśnięto sporo satyry, karykatury, czarnego humoru i kuriozalnych momentów co świetnie kontrastuje z powagą sytuacji i licznymi, wynaturzonymi zgonami. Z kolei Dredd jest jak zwykle twardy, nieustępliwy i w każdej, nawet najbardziej niedorzecznej scenie, zachowuje kamienną twarz, co tylko potęguje jej wymowę.

Graficznie jest równie dobrze. John McCrea, choć nie dał z siebie wszystkiego, to stworzył przynajmniej kilka scen i kadrów, które mocno zapadających w pamięć. Marsjanie i ich pupilki w jego wykonaniu są równie przerażający co komiczni, a Anderson, choć momentami rysowana na mangową modłę, zdecydowanie przykuwa oko (aczkolwiek może to zasługa zmiany koloru włosów na rudy). Mars Attacks Judge Dredd wśród crossoverów plasuje się gdzieś na trzecim miejscu, pomiędzy Judge Dredd vs Aliens: Incubus a Judge Dredd vs Predator. Pojedynek z Lobo, całe szczęście, wciąż pozostaje tym najgorszym.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz